Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taunus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taunus. Pokaż wszystkie posty

11.03.2012

szukanie wiosny w lesie

Pan właściwie odczytał moje słowa w jednym z poprzednich wpisów i dziś mogłem poszaleć w lesie.
Trochę się rankiem zamartwiałem, że chmury które kłębiły się na niebie okażą się deszczowymi, na szczęście obyło się bez opadów. Jasne, dla mnie taki deszcz to żadna przeszkoda w spacerze. Wiadomo jednak, że ludzie wolą wędrować przy innej pogodzie.
W Taunusie niestety wiosny nie widać. Trawa zeszłoroczna, wszędzie kupy liści, drzewa gołe, nawet pąków nie mają jeszcze.
Powiew wiosny jednak poczułem: przeszedł obok mnie, cały najeżony i na smyczy;-). Miał wygląd młodej, biszkoptowej labradorki.
Wędrowałem z Panią i Panem ścieżkami rzadko uczęszczanymi przez ludzi, mogłem się poczuć trochę jak leśniczy na obchodzie swojego lasu:-)))
Udało się też mi spotkać leśną zwierzynę. Jak widać ja zorientowałem się, że sarny są za mną po czasie. One już pobiegły w las, wiatr zawiał w odpowiednim kierunku i wtedy wyczułem ich obecność.
Spacer uważam za bardzo udany, był atrakcyjny, długi i nawet po powrocie do domu czułem się zmęczony. Miałem potem sny o wiosnie, lesie i labradorkach:-)

31.12.2011

żegnam rok:)


Tzw białe święta;-), ponoć gdzieś śnieg jest, tylko kto go widział?;-)

Kończy się ten rok, czy to dobrze czy źle to nie wiem. Oczywiście żal mi tego czasu, który był dobry, wszystkie te udane wycieczki, spotkania, smakołyki;-)
Co było złego to już nie pamiętam, bo lepiej się skupić na tym co będzie i jak zwykle jestem przekonany, że będą to same dobre rzeczy!
Przed wszystkim cieszę się, że moje grudniowe spotkania z panią Cornelią zakończyły się dobrze.
Być może w nowym roku przejdę mały zabieg chirurgiczny, ale określam go takim "dla urody".
To mnie nie stresuje wcale. Ale wcześniej..
Nie pokazałem po sobie tego, że wszystko zrozumiałem z rozmów pani Cornelii i Pana. Wprawdzie zatkano mi pysk smakołykami i ja niby na nich się skupiłem, ale wiedziałem, że materiał z mojej łapy poszedł gdzieś do badania.
Pewne rzeczy pozstają dla mnie abstrakcyjne, na szczęście. Jednak wyczułem przed poświąteczną wizytą w zwierzęcej praxis pewne napięcie. Też się napiąłem, ale dyskretnie, na zewnątrz byłem jak zwykle: locker;-)
I wszystko poszło dobrze! już na wstępie uslyszałem najlepszą wiadomość jaką można usłyszeć: zdrowy, zdrowy, zdrowy...
To miło zakończyć dobrym akcentem stary rok i wkroczyć w nowy pełnym dobrych myśli.

Dziś już inne rzeczy zaprzątają mój łeb: petardy. Bardzo tego nie lubię i tak naprawdę się ich boję. Jakieś próby w parku już się odbywały: obszczekałem ile się dało. To rani moje uszy, czuję się jak na jakiejś wojnie.. A dziś pewnie ze dwie godziny będzie trwało to walenie, cała nadzieja w deszczu. I jak to jest, burzy, blyskawic się nie boje, a petardy wywołują we mnie takie złe emocje?
http://empatia.pl/str.php?id=901&dz=3
jak pomóc zwierzętom w Sylwestra:
http://www.zieloni2004.pl/news-3158.htm

Życzę wszystkim udanego, zdrowego i wesolego 2012 roku!

8.09.2011

zbliża sie jesień

W niedzielę pojechałem do lasu, a tam już dość jesiennie. Nawet nie chodzi mi o to, że sporo zrudziałych liści leży na ziemi, bardziej o to, że już w powietrzu czuć jesień.
Po ostatnich deszczach wiele miejsc było takich jak lubię, czyli miękka ziemia i trochę błota.
Bardzo mi się ten spacer podobał, szczególnie, że trasa była w tej dłuższej wersji.
Wtedy wchodzi się w taki spokojniejszy kawałek lasu, gdzie zamiast ludzi można spotkać zwierzęta. I cała grupka saren przemknęła obok nas. Jak się zreflektowałem to pozostał po nich jedynie zapach. Pan jednak mi powiedział, że nie jest to dobry pomysł by za nimi biec. Być może.. No to nie pobiegłem, ale wciągałem ich zapach. W lesie zawsze jest tyle innych zapachów niż u nas w parku.
U nas przede wszystkim królicze i kocie (no i innych psów, wiadomo). Czasem jakiś zapach lisa się pojawi. W lesie wszystko jest inne, zapachy są takie jakby bardziej dzikie?
Pachnie też grzybami, ale te grzyby są inne niż te co widuję w parku. Pani mówi, że te z parku to "psiary". Ciekawe.. czyli niby psie grzyby??Muszę się dowiedzieć co to dokładnie znaczy!
Jeden fragment lasu jest taki inny, drzewa w nim są ogromne, można się poczuć jak krasnoludek! I ja w tym kawałku czuję się jak jamniczek:-))
Za mną widać takie zielone płachty, są one rozłożone pod niektorymi drzewami, oczywiście pobiegłem sprawdzić o co chodzi. Na te płachty spadają żołędzie i potem leśniczy z pracownikami zbierają to, aby móc zimą dokarmiać zwierzęta. Widziałem takie płachty kiedyś we Włoszech i Francji, spadały na nie oliwki.
Szkoda, że mój Pan nie jest leśniczym, bo wtedy mógłbym też brać udział w takich pracach leśnych! No i codziennie w lesie:-)
Jeszcze drzewa zielone, ale jak następnym razem pojawię się w lesie, to już będzie tam kolorowo.

24.07.2011

w zamglonym lesie

Ostatnio nie ma dnia bez deszczu. Wiadomo co myślę o takiej pogodzie - nie to co większość. Tylko irytujące jest to wycieranie mnie ręcznikiem przed wejściem do mieszkania. Fakt, że futro nie jest takie mokre dzieki temu;-).
W lesie liczyłem na jakieś błoto, przynajmniej jedną małą błotną kałużę. Niestety, stałe miejsca zostały zasypane!
W leśnej drodze były od zawsze ogromne dziury, a teraz droga jest naprawiona - w dziurach są takie kamyczki i koniec z kapieli błotnych.
Oficjalnie. Nieoficjalnie postaram się znaleźć inne miejsca gdzie gromadzi się woda:-)
Może w nastepny weekend?
Energii mi nie brakowało i zawsze jakiś drąg znalazłem.
Chwilami było dość ciemno i las wyglądał wówczas inaczej, taki groźniejszy?
Sam byłem czasami mało widoczny, na szczęście paski na mojej kamizelce są jak namiastka reflektorów i w ten sposób zawsze byłem "na oku";-)
A w domu relaks na legowisku:

29.05.2011

weekend za nami

Weekend minął tak szybko, a ten który się już zbliża spędzę z tego co podsłuchałem nad jeziorem! Ciekawe.. cieszę się bardzo.
W naszym parku obrodziło kleszczami, prawie zawsze jakiś się do mnie przyplącze. Ostatnio miałem koło ucha i w miejscu z którego wyrasta mi wąsik.
Na szczęście jestem zabezpieczony przed skutkami tych ugryzień, a jeszcze dodatkowo dostanę coś co będzie odstraszało te owady ode mnie.

Teraz wieczorami najczęściej jestem na budowie przy Europa-Allee. Czasem się tam spotykam z Enzulą, a jak on nie przychodzi, to sam sobie biegam.
Zespół mojego idola niestety przegrał mecz i nie dostał się do finału francuskich rozgrywek rugby.
Oglądałem calutki mecz, Sebastien Chabal wszedł dopiero w drugiej połowie, a ja całą pierwszą się denerwowałem dlaczego go nie ma! Udo miał obwiązane bandażem, więc pewnie kontuzje jakąś miał i go oszczędzano. Niestety Racing przegrywał i Seba się pojawił. Napięcie rosło, mecz był zacięty i już czekałem na jakąś super akcję, która przechyli szalę zwycięstwa na naszą stronę. Niestety... przegraliśmy jednym!! punktem (Racing Metro 25 - 26 Montpellier ).
Wielki finał w Paryżu dla innych, zmierzy się Montpellier z Toulouse. Oczywiście będę w tym przypadku kibicował Tuluzie.www.lexpress.fr
Potem smutny jednak byłem, więc sobie rozmyślałem o tym, że nie zawsze można wygrywać. Albo inaczej: że nie zawsze można być pierwszym.
Był też wypad do lasu. Szliśmy takimi ścieżkami, które są mało uczęszczane. Prędzej spotka się tam sarnę niż człowieka. Niestety tym razem sarny żadnej nie widziałem, ale może przynajmniej one widziały mnie?
Pierwszy raz korzystałem z nowego poidełka;-)))
W takim jakby worku jest woda i można przez wężyk pociągnąć sobie wody, bez użycia rąk. A pies korzysta inaczej: ktoś musi nacisnąć końcówkę wężyka, pies rozchylić sznupę i gotowe;-)
Ja sobie z tym poradziłem, choć troszkę woda się rozpryskiwała.
I jeszcze pozowanie na łonie natury:-)
Tydzień temu te kwiaty były malutkie -ledwo było je widać, a teraz proszę jaka zmiana!

1.05.2011

Majówka

Dziś miałem w planach uczestnictwo w pochodzie pierwszomajowym. Ewentualnie pomyślałem, że może wyślę w zastępstwie replikę. Ostatecznie podczas demo sobie spałem na legowisku, a replika drzemała na głośniku. Potem usłyszałem rozmowę Pani z Panem, że nie było interesująco i była to dość słaba demonstracja.
Ja popołudniu pojechałem do lasu i tam zrobiłem demo podczas, której naważniejszą postacią byłem ja, a nie jacyś brodacze na flagach.

Był pewien problem z dojazdem do lasu, bo dziś był wyścig rowerowy, zablokowane było miasto i okolica. Staliśmy więc w korku przed Koenigstein, peleton przemknął, a my dalej staliśmy. W końcu i maruderzy przejechali i dojazd do lasu został odblokowany:-)
Poszalałem trochę. Sam podnosiłem grube konary i z nimi biegałem. To takie ćwiczenia na muskulaturę, niebawem będę się widział z Wolfem i Rufusem i muszą widzieć, że dalej jestem w formie. Ja wiem, że jestem młodszy od nich, ale do dziś robi na mnie wrażenie opowieść o tym jak Wolf sam baniaki z oliwą przenosił. On na pewno od razu zauważy moja muskulature i doceni starania;)
Mógłbym tak codziennie spacerować po lesie i wiem, że nigdy nie nudziłbym sie tam. Dziś szedłem ścieżkami, które pamiętam z zimowego okresu. Wtedy sniegu było po brzuch, łapy sie zapadały, droga wąska. Też było przyjemnie i też spałem potem mocno;-)
W domu drzemka została mi zakłócona jakimiś niespodziewanymi porządkami. Musiałem sie w nie czynnie włączyć, aby na bieżąco kontrolować co się dzieje.
Mam przeczucie, że mój pokój nabierze innego wyglądu. Póki moje legowisko będzie przy oknie to żadne zmiany mnie nie zestresują. A z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że miejsce przy oknie mam pewne;-)

25.04.2011

świąteczny spacer

Taki spacer miałem i wczoraj i dziś, zdjęcia daję z obu dni. Spacery niczym się nie różniły od tych zwyczajnych, niedzielnych. No ale nie oczekiwałem żadnych niespodzianek. Chyba że.. jakieś jezioro?
Może Pan coś znajdzie, bo chętnie bym już się zanurzył w wodzie.
W lesie też sobie trenuję, sam podnoszę różne kije, lub też całkiem grube drągi. Lubię taki wysiłek.
Powietrze w lesie stało w miejscu i było gęste od różnych pyłków, już po paru minutach cały byłem pokryty warstwą zielono-żółtego pyłku. A jak biegłem, to za mną wzbijały się obłoki kurzu leśnego;-)
Dlatego warto sobie zmoczyć jęzor co jakiś czas:
W zasadzie to nic ciekawego się nie działo, zawsze biegam takimi słabo uczęszczanymi ścieżkami i częściej spotykam ślady saren niż ludzi.To mnie jednak wcale nie martwi.
Dla kogoś taki spacer to może nic ciekawego, ale ja próbuję sobie różnych traw, wącham i analizuję tropy, oznaczam teren(a to jest żmudna robota!). Analiza tropów podsuwa mi do głowy różne historyjki, zastanawiam się czemu ta sarna szła sobie tutaj sama, a już w innym miejscu miała towarzystwo, czemu postój akurat przy tym krzaku, co sobie takie sarny myślą jak wyczuwają np. moją obecność?
Ile razy byłem obserwowany zza zarośli? I czemu jeszcze ani razu nie spotkałem leśniczego??
A to pewnie on postawił przy drodze tablicę by uważać na żaby:
Wczoraj już przy schodzeniu w stronę parkingu spotkałem rowerzystę z małym pieskiem i dużym psiskiem. Podbiegliśmy do siebie (ja i ten duży), obwąchiwanie się .. hmm też był psem, w tym sensie, że posiadał atrybuty męskości. To się z lekka najeżyłem, on tez i w dodatku od razu wskoczył mi na grzbiet chcąc zdominować, o nie!!!!!!! To zabulgotałem, on też coś tam warknął. Jeszcze po trzy słowa prawdy z każdej strony i koniec spotkania, rozejście się. Zauważyłem, że miał wszystkie zęby, ale ja też miałem co pokazać;-))))
A dziś jedzie sobie rowerzysta, ścieżka biegła lekko w dół, więc on był dość rozpędzony. Ja gdy pojawia się rower, to dostaję polecenie siedzenia z boku i czekania, aż rower przejedzie.
Siedzę więc sobie i czekam, a ten rower nagle zaczyna się chwiać, trach, bum... rower leży, rowerzysta też. Ach, nie wytrzymałem w sekundę albo może trzy byłem już obok. Pani nie pozwoliła mi jednak podejść, ale słyszałem jak ten poszkodowany wykrzykuje brzydkie słowa i odrzuca w las jakąś grubą gałąź. Musiałem jeszcze wytrzymać chwile, gdy się podnosił i gdy Pan go pytał czy wszystko w porządku. Dziwne, ale nawet skóry nie miał zdartej,a grzmotnął zdrowo;-). Jakiś speszony był, bo wskoczył na to swoje velo i odjechał szybko jakby to Tour de France było;-).
Ja wtedy od razu pobiegłem w to miejsce gdzie on rzucił gałąź i po chwili już miałem ją w pysku. Taka zwyczajna, ale niosłem ja sobie potem z zadowoleniem. Wpierw myślałem, że on upadł bo mnie się wystraszył, ale na szczęście tak nie było. A gałęzie często leżą na leśnych drogach, na niektórych trasach jest wiele kamieni, a o korzeniach drzew nawet nie wspomnę.
Taki dziś wiatr, że trochę się chmurzy i zapowiadany już na jutro jest deszcz, zobaczymy czy tak będzie.

24.04.2011

lato wiosną

Mógłbym zaryzykować i powiedzieć, że jest już lato. Albo, że zbliża się ono dużymi krokami.
Słońce tak mocno przygrzewa od jakichś dwóch tygodni, że całkiem zapomniałem o zimie i czasie gdy z niecierpliwością czekałem na pierwsze zielone liście na drzewach..
Kasztan przed balkonem ma już ogromne liście i delikatne różowe kwiaty.
A na balkonie każdego dnia leży warstwa żółtego pyłku, co to za jeden to ja nie wiem, w lesie też go spotykam.
Tak teraz wygląda w naszym lesie, przecież ledwo jakiś miesiąc minął od czasu tej błotnej wyprawy;-)
Jest bardzo sucho i błoto już jest tylko wspomnieniem, prognoza pogodowa mówi, że w tym tygodniu przyjdzie do nas deszcz. I to mnie cieszy, bo szkoda roślin, aby już się zrobiły takie zasuszone.
W domu często leżę na balkonie, a gdy czuję, że za mocno słońce mi już przygrzało w łeb idę na kafle. Jest bardzo leniwie:-)
Lubię świąteczny czas, niezależnie od tego co się świętuje, bo wtedy mam więcej wyjazdów w teren:-).

Popołudniu byłem w lesie, ale rankiem wysłałem replikę na rower.
Naprawdę to było genialne posunięcie: ja w kłębku się wylegiwałem, a replika jechała na rowerze objeżdżając Frankfurt.
To migawki z trasy:
Ha ha, to mi się baaardzo podoba, muszę w to miejsce przejść się osobiście:-)

10.04.2011

wiosna w Taunusie

Takie widoki teraz mnie atakują z każdej strony, napatrzeć się nie mogę:
W lesie też już wygląda inaczej niż tydzień temu, wprawdzie na ziemi walają się jeszcze ubiegłoroczne liście i trawa jest słaba, to wystarczy łeb podnieść w górę by zobaczyć taki optymistyczny obrazek:
Ja oczywiście znalazłem trawę i posilałem się przy każdej okazji..
nawet nie zauważyłem że i koniczyna jest, a mogłem poświęcić trochę czasu i poszukać czterolistnej. W zasadzie nie wiem co ona by dawała oprócz satysfakcji?;-)
Od jakiegoś czasu nie spacerujemy głównymi szlakami, tylko takimi bocznymi, czasem ścieżki nawet nie widać. Tak jest bezpieczniej, bo zaczął się już sezon dla terenowych rowerów i czasem pędzą jak Ferrari na autostradzie i można nie zdążyć uskoczyć.., wolałbym się z takim rowerem nie zderzyć. Dla mnie boczny szlak jest atrakcyjny.
A na leśnym parkingu dziś zauważyłem taki samochód, stary ale w idealnym stanie. Pomyślałem, że warto sobie zrobić z nim pamiątkowe foto:-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...