Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bodenheim. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bodenheim. Pokaż wszystkie posty

31.08.2012

przed winobraniem

Na początku sierpnia pojechaliśmy sprawdzić co słychać w nadreńskich winnicach. Mnie oczywiście najbardziej interesowało to, czy da się już skosztować paru gronek.
Niestety.. kiście winogron jeszcze potrzebowały czasu i słońca. Akurat w dniu naszej wycieczki było dość pochmurno, ale niech to nikogo nie zmyli, było bardzo ciepło i duszno. Degustacji nie miałem, ale za to wiele radości sprawiło mnie bieganie ścieżkami pomiędzy krzakami winorośli.
Teren jak widać jest mocno pagórkowaty, a ja się nie oszczędzałem. Szybko więc moją główną ozdobą stał się zwisający jęzor.
Nie mogło się obyć bez poskubania trawy.
W samochodzie była moja turystyczna miska i flaszka wody przeznaczona tylko dla mnie. Ale samochód był daleko, a ja JUŻ czułem ogromne pragnienie. Pani odjęła więc sobie od ust butelkę i podzielila się ze mna swoim zapasem wody.
Z butelki czy też z ręki woda jakoś lepiej smakuje niż z miski.
Proszę nie podglądać;-)
Na zakończenie zroszenie sznupy.
I momentalnie odczułem nowy zastrzyk energii. Od razu znalazłem piękny kawał pnia winorośli, to mi przypomniało zeszłoroczne wakacje..rozmarzyłem sie.

Końcówka spaceru to jednak szukanie cienia, zawsze jakiś litościwie się pojawi na mojej drodze.
Potem jeszcze cała miska wody wypita przy samochodzie, skok do bagażnika i do domu.

21.10.2011

w winnicy z Kamą

Kamy nie muszę już przedstawiać, gościła u mnie jakiś czas. Pierwszego dnia byłem oczywiście jak zakręcony, łaziłem za nią krok w krok, zaczepki stosowałem różniste - niestety wszystko na nic. Kama chciała bym się odczepił i dał jej spokój. A ja, no cóż, jestem bardzo wytrwały więc moje erotyczne propozycje ciągle ponawiałem. Potem przespałem się z tym problemem i rankiem stwierdziłem, że jednak nasza znajomość musi nadal być typowo koleżeńska;-)
I wtedy już była po prostu sielanka. Jak były posiłki to zajmowaliśmy razem miejsce w okolicy stołu, nosiliśmy tego samego misia, obserwowaliśmy ulice z balkonu, szlismy razem do parku.
Pojechaliśmy też do winnicy. Ja jak się dowiedziałem, że w planach jest winnica, to bardzo się ucieszyłem, to takie przypomnienie sobie wakacyjnych klimatów. Byłem ciekaw czy owoce jeszcze wiszą na krzakach, aby sobie uszczknąć jakieś gronko.
Pogoda nas mile (a innych niemile) zaskoczyła - był po prostu upał!
Wpadliśmy z Kamą pomiędzy winorośle jak psy spuszczone z łańcucha (:D).
Każdy z nas biegał po swojemu i widziałem, że Kamie się spodobało!

Wszystkie krzaki przybrały już jesienne barwy, część była już goła, tzn. owoce zostały zebrane. Ale kto szuka ten znajdzie i oczywiście znaleźliśmy takie na których jakieś kiście jeszcze wisiały.
Słodkie:-)
Nawet w jednym miejscu rosły krzaki róż, prawie jak w winnicach w okolicy Bordeaux!
Biegaliśmy i ścieżkami i na przełaj pod krzakami i drogami i w góre i w dół. Naprawdę to był taki przyjemny spacer i czułem się bardzo szcześliwy. Bardoz lubie takie miejsca w ktorych czuję, że przestrzeń jest nieograniczona.
Oczywiście w końcu poczuliśmy zmęczenie, schowaliśmy się z Kamą w cieniu. Potem przy samochodzie wypiliśmy po misce wody i tylko czekaliśmy kiedy będzie możliwość zwinąć się w kłębek i uciąć sobie drzemkę.
To nastąpiło dośc szybko, zatrzymaliśmy się pod znajomą już kotleciarnią, gdzie psy sobie odpoczywały w cieniu, a ludzie zajmowali sie kotletami w panierce.
Ja nawiązałem tam kontakt z obcymi psami, głośno wymieniliśmy różne uwagi. Cóż, ostatecznie odpoczywałem pilnując samochodu. Pozornie.. bo tak naprawdę spałem po 5 minutach jak reks i można by mnie porwać razem z tym samochodem;-)
I jeszcze jesienne widoki:

24.08.2011

innym razem w winnicy

Kiście winogron już prawie dojrzałe. Niebawem w winnicach zrobi się ruch, ale nie będą to niedzielni spacerowicze(tacy jak ja;-), to będą właściciele z pracownikami.
Widziałem kiedyś we Fracnji winobranie, no z daleka, ale wiem jak to wygląda.
Tym razem było bardzo pochmurno, ciągle istniała obawa, że zacznie padać, ale w sumie tylko postraszyło. Biegałem więc sobie, nawet szukałem błotnych kałuż, ale te z poprzedniego spaceru musiały już dawno wyschnąć. Szkoda.
Za to skosztowałem sobie winogron, moje kubki smakowe mówią mi, że wino będzie dobre. Mógłbym być takim testerem . Niekoniecznie winogron, najbardziej cieszyłbym się z testowania sera i jakichś szynek. Oj to by było fajnie!Muszę dziś przed snem bardziej o tym podumać, wyobrazić to sobie jakoś.
Temperatury są jakieś afrykańskie, po spacerach czuje sie jakbym jakiś maraton przebiegł. Oj teraz często myslę o oceanie! Ale jeszcze lepsza jest jakaś rzeka czy jezioro, tak aby nie opić się za bardzo słoną wodą.
Móglbym mieszkać na przykład nad Sanem, w Dwerniczku(tak mi Pani podpowiada, bo ja nie znam). W upalne dni leżałbym w cieniu drzew, co jakiś czas schodził do rzeki sie popluskać leniwie, a potem znów poleżeć;-). I pomysleć, że cos już o jesieni wspominałem parę dni temu!

To jest człapanie z wywalonym jęzorem..
I dziś i wczoraj po każdym wyjściu z domu tak właśnie wyglądałem.


14.08.2011

Bodenheim

Korzystając z dobrej pogody udałem się do Bodenheim sprawdzić jak tam rosną winogrona. Nos mi mówi, że zbiory moga być udane.
Miałem też myśl, że fajnie mieć taki kawałek winnicy dla siebie, doglądać sobie, kosztować dojrzewających gron. A potem cieszyć się butelkami leżakującymi w piwnicy;-)
No ale wiadomo, jest jak jest i tyle mego, że mogę sobie podoglądac cudze pola..
Podczas tego spaceru udało mi się też zażyć kąpieli błotnej, w niby to małej i niewinnie wyglądającej kałuży.
Poduszki i łapy całe ubłocone, brzuch też, ale ile to było radości!
Potem chwila odpoczynku na ławce i podziwianie okolicy;-)
Trochę biegów z kawałkiem starej winorośli, a potem gdy jedni konsumowali sznycle drudzy MUSIELI drzemać - nie ma sprawiedliwości na tym świecie!


17.04.2011

niemieckie winnice

W weekend miałem dwie wycieczki, tradycyjną leśną i jedna z zaskoczenia do winnic.
Teraz winnice są, jakby to ująć, nieco łysawe. Ale i tak wyglądało lepiej niż myślałem, mlecze wyjątkowo obrodziły;-)Po ścieżkach głównie poruszali się właściciele winnic, traktorami bądź innymi maszynami. Wszystkie te maszyny robią na mnie spore wrażenie, im większa tym bardziej mi się podoba. Największa jaką na razie widziałem, to maszyna do zwożenia drewna z lasu, wielkolud po prostu.
Oczywiście takie nie krążą po winnicach.
Było paru takich ciekawskich jak my plus rowerzyści.
Z braku winogron spożywałem trawę:
Miejscowość do której przyjechaliśmy nazywa się Bodenheim
http://www.bodenheim.de/tourismus.html

Miasteczko ponoć ładne, ale ja gdy przez nie przejeżdżaliśmy to już spałem po spacerze:-)
Okolica, czyli winnice jest za to piękna. Duża przestrzeń, było zachmurzenie więc aż tak doskonałego widoku np na Frankfurt nie było, ale zarys był widoczny. Wiele ścieżek do spacerowania, no i koniecznie trzeba odwiedzić po drodze jakiś weingut i zdegustować jego specjały:)
http://www.wein-bodenheim.de/

A rano w lesie widziałem jak sarny przemykały za drzewami, stałem jak wmurowany...
Niby chciałbym podbiec i zobaczyć taką sarnę z bliska, ale już z daleka wydaje mi się ona wielka, może jak koń czy krowa. Pani mówi, że sarny są drobniejsze.Tak czy inaczej wszystka zwirzyna na takich długich nogach mnie z lekka onieśmiela.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...