Pokazywanie postów oznaczonych etykietą labrador. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą labrador. Pokaż wszystkie posty

9.11.2015

łąka

Ponieważ pogoda dopisuje, to Adlikonki nadal pasą się na Krowiej Górce. Codziennie je spotykam i czasem tylko na siebie spoglądamy, a czasem się wąchamy. Bywa też ma miejsce jakaś tam wymiana zdań;-).
Adlikonki są śliczne i za każdym razem patrzę na nie tak, jakbym pierwszy raz je widział. Długie rzęsy, duże oczy, zabawne grzywki..I pomimo tego, że są wielkimi zwierzętami, to w ich ruchach jest wiele gracji i zwinności.

Tu podchodzą się przywitać;-):



Lubię Krowią Górkę o każdej porze roku, zawsze ma ona swój urok i podoba mi się to, że jest taka zmienna. Jednak najweselsza jest właśnie pod koniec jesieni - gdy pojawiają się na niej krowy.
W tym roku wypas trwa długo, to zasługa pogody.
Lubię rano nasłuchiwać odgłosu dzwonków, zastanawiać się czy Adlikonki jeszcze śpią, czy już śledzą wschód słońca.
Popołudniu lubię obejść Krowią Górkę i patrzeć jak leżą, jak jedzą, jak się wygłupiają.
A wieczorem nic nie widać, tylko słychać;-)

A to sąsiadki, Wacianki - głośne powitanie.



22.09.2015

toskańskie widoki

W oddali widać i winnice, i oliwki. Wszędzie jeszcze zielono i spokojnie, winobranie jeszcze czekało.

Najbliższa okolica też była pełna uroku.




Charakterystyczna dla regionu zabudowa
Volterra
Wąskie ulice, strome chodniki, schody, schodki, wszędzie oczywiście skutery.


Siena



Winobranie już niebawem się zacznie, być może już się zaczęło. Zbiór oliwek późną jesienią.

14.08.2011

trochę jesiennie

Spacerowałem sobie z Panią któregoś dnia po parku i stwierdziłem, że pachnie jesienią. Niby jeszcze zielono, liście na drzewach, ale coś było takiego w powietrzu, iż pomyślałem: lato mija.
W parkowym stawie pełno kaczek czy też podobnego ptactwa(nie znam sie za bardzo). Łypały na mnie, ale nie uciekały. Pogoniłbym je trochę, bo czemu nie, ale ponoć dobre wychowanie nie pozwala. I tak sie okazało, że jestem dobrze wychowany:D
A kto wie, może te kaczki chętnie by się ze mną pobawiły?
Jakieś większe ptactwo też się zaraz pojawiło na brzegu, ale łabędź budzi we mnie jednak jakiś tam respekt i od takich ptaków wolę trzymać się z daleka.
To był bardzo spokojny dzień w parku. Cisza, mało ruchu. Park prawdziwe oblężenie przeżywa w weekendy. Wtedy ludzie leżą tam na kocach, lub siedzą na turystycznych krzesełkach, a zamiast ogniska rozpalają grille. Nad parkiem unosi się chmura grillowego dymu i zapach jedzenia z dominującą nutą kiełbasy. Na całym terenie jest bardzo dużo specjalnych miejsc na śmieci, a jednak po weekendzie w trawie można znaleźć, a to kości kurczaka, a to kawałki ryby i inne atrakcje też.

4.10.2010

przełamując fale

To już zdjęcie po pływaniu, siedzę i schnę.
Wcześniej pływałem ile się dało, ponoć sprawiam wrażenie, że mógłbym pływać bez końca. Nie odczuwam zmęczenia dopóki nie wrócę do domu, taka jest prawda. Jak jest plaża, woda i aport, to czuję tylko potrzebę płynięcia za aportem, wyłowienia go, dostarczenia na brzeg i czekania na ponowny rzut.

Plaża w Imperii kamienista i stosunkowo mała. Na szczęście Imperia to żadne letnisko i cała plaża jest dostępna dla każdego za darmo.
Mnie te kamienie trochę denerwowały ale i tak byłem zadowolony ze spotkania z morzem:-)

Głupie miny podczas strząsania wody z futra:

Riwiera włoska jak i francuska słyną z kąpielisk. Kto nie zna nazw Sanremo, Saint Tropez, Monte Carlo, Diano Marina i wiele wiele innych. Są te miejscowości podobne do siebie, zadbane, kawa zamiast 90 centów kosztuje raz tyle)a czasem i więcej)
:-)
Plaże wydawały się bardziej piaskowe niż kamieniste i chcieliśmy wejść na taką, przy której był znak, że psy są mile widziane.
Leżaki i parasole zapraszały.
Wstęp płatny, 27 Euro od osoby, pies nieco mniej.
Nie pamiętam tylko czy to była cena za pierwszy rząd leżaków czy jakiś dalszy, a to miało znaczenie.
My chcieliśmy na tej plaży posiedzieć jakąś godzinę, bo dłuższy pobyt mnie nudzi.
Nie muszę chyba pisać, że właściciel tej plaży na nas nie zarobił..:-)

6.07.2009

podczas zabawy

W jakiej pozycji najlepiej wyczekiwać aż Pani rzuci piłkę?
Może w takiej właśnie?

A może bardziej przodem się ustawić?

Ewentualnie przywarować:-)
Grunt to wzrok mieć skupiony.
Jedna z figur jakie mi wychodzą podczas takich zabaw:

Popołudniu było dość parno i to bieganie zmęczyło mnie, jęzor ciągle potem miałem na wierzchu.
Piłka tym razem nigdzie się nie zapodziała. Raz miałem z Panem taką przygodę - Pan rzucił i piłka tym sznurkiem zaczepiła się o gałąź i została na drzewie. Pan próbował różnymi sposobami piłkę ściągnąć, ale nie udało się. Parę dni wisiała na drzewie, o czym wiedzieliśmy tylko my:-)
I któregoś dnia udało się Panu sprawić by spadła na dół. Bardzo się z tego cieszę, bo to jedna z moich ulubionych zabawek podwórkowych.
Często widzę w statystykach wejść zapytania(a i stwierdzenia) typu "labrador śmierdzi" i inne tego typu.
Nie wiem dlaczego ktoś może tak myśleć, ale jest to zwykłe oszczerstwo!
Labrador sam z siebie nigdy nie śmierdzi, pachnie psem, a jak śpi to zapach nawet jest intensywniejszy.
Niektóre psy tarzają się w jakichś nieczystościach i wtedy to pewnie śmierdzą, ale robią to różne psy, a nie że jest to jakaś cecha przypisana labradorom. Ja na przykład nigdy w niczym się nie wytarzałem, owszem wskakuję do błota czy stawów różnych i potem jestem brudny bądź moja sierść nie jest miła w dotyku i czuć ją nie tak jak należy. W takich przypadkach zaraz po powrocie do domu dobrowolnie poddaję się różnym zabiegom higienicznym.
Tu widać po moim uzębieniu, że ryłem w ziemi, ale gdy doszedłem do domu zębiska miałem już czyściutkie: poskubałem trawy i to usunęło ziemię.

29.06.2009

kolorowy pies

Zwierzęce ciekawostki:

W stanie New Jersey od godziny 22 do 8 rano psom nie wolno szczekać, a kaczkom - kwakać.

Na Alasce rozmowa z niedźwiedziami na jakiekolwiek tematy jest absolutnie zabroniona. W całym stanie prawo dopuszcza zabicie niedźwiedzia, ale wybudzenie go ze snu zimowego pod pretekstem sfotografowania jest już surowo karane.

Za zabójstwo psa w stanie Nevada grozi kara śmierci przez powieszenie, podobnie jak za kradzież konia w Tennessee.


A takiego kolorowego labradora dostaliśmy od Jagody, razem z Niną same go dla nas zrobiły:

i inne ujęcie:

19.06.2009

Pierwsza Parada Labradorów

Uwaga!
Jak ktoś jeszcze nie wie, to informuję, że 21 czerwca w Warszawie odbędzie się Pierwsza Parada Labradorów!
tu konkrety:http://pomozmyrazem.pl/
i wkleję jakby komuś link się nie otworzył:

Organizatorzy programu „Pomóżmy razem” chcą w ten sposób pokazać, że labradory to nie tylko świetni kompani do zabawy, ale przede wszystkim idealne psy do zadań specjalnych. Swoją wyjątkowość udowadniają pracując w jednostkach ratowniczych, pomagając osobom niepełnosprawnym i niewidomym oraz wspomagając rehabilitację chorych.

I Parada Labradorów programu „Pomóżmy razem” to także możliwość, aby wspólnie z mieszkańcami Warszawy wesprzeć organizacje, które szkolą psy do pomocy osobom potrzebującym.

Jak możesz pomóc?
  1. Przyjdź ze swoim psem pod PKIN od strony ulicy Świętokrzyskiej
  2. Kup pakiet startowy za 5 zł i przejdź z nami ulicami wokół PKIN (Świętokrzyska, Marszałkowska, Al. Jerozolimskie, Emilli Plater, Świętokrzyska)
  3. Za każde 5 zł przekazane od uczestnika, zaangażowana w program „Pomóżmy razem” marka Velvet przekaże 15 zł na cele fundacji szkolących psy pomagające
a tu plakat reklamujący:
http://paradalabradorow.pl/

Mnie niestety tam nie będzie, ale na pewno jakieś znajome labradory wezmą udział i mam nadzieję, że napiszą o tym w swoich internetowych pamiętnikach:-)
Z niecierpliwością czekam na relację!
Już sobie wyobrażam jakby to było uczestniczyć w takiej paradzie..
Ile nowych emocji, znajomości, zapachów. Zauważyłem, że prowadzącymi imprezę są Dorota Wellman i Marcin Prokop, więc pewnie jakaś relacja w TVN będzie, będę koniecznie musiał w poniedziałek oglądać Fakty:-)

2.08.2008

Labrador

Kiedyś chciałbym zwiedzić półwysep Labrador. A konkretnie Nową Fundlandię, aby poznać krainę moich przodków. Ponoć to najbardziej zaniedbana część Kanady.
W oczach Kanadyjczyków Nowofundlandczycy, nazywani Nufie, uchodzą za prowincjuszy i nieudaczników. W kraju krążą tysiące dowcipów na ich temat.
Hmm.. Nufie ładnie brzmi, jak dobre psie imię. Na pewno to słowo ma dobry wydźwięk, w moich psich uszach tak!
Jestem przekonany, że ci ludzie są sympatyczni i kochają psy.

Za to opis geograficzny z mojego punktu widzenia jest bardzo zachęcający:
Wyspa (Nowa Fundlandia) jest bogata w wody śródlądowe. Przepływają przez nią dwie rzeki, znajduje się kilka mniejszych jezior. Niektóre obszary wyspy są bagniste.
Byłoby tam co robić, zabawy mnóstwo. Temperatury dość niskie, śnieg, deszcz, mgły. Oczywiście na cały rok to byłoby to dla mnie zbyt ekstremalne, bo przecież lubię wygrzewać się w słońcu, opychać się pędami świeżej trawy i kopać w piachu. Ale parę tygodni tam byłoby na pewno dobrą przygodą!
Oczywiście to tylko psie marzenie, bo wątpię abym pojechał gdzieś, gdzie nie da się dotrzeć samochodem. Słyszałem o samolotach, ale duże psiska na czas lotu nie są ze swoimi bliskimi tylko w luku bagażowym:-(
Byłoby to przeżycie dla mnie na pewno stresujące, zresztą dla Pani też, bo tyle godzin lotu to nie na jej nerwy:-)
I też nie wiem czy Pani i Pan tak tą częścią Kanady by się fascynowali jak ja. Szczególnie te bagniste fragmenty mogłyby ich nie zachwycać.
http://www.newfoundlandlabrador.com/

oficjalna
http://www.gov.nf.ca/

wirtualne zwiedzanie(to mi wypada zrobić)
http://www.virtual-tours-newfoundland.ca/


A co my, psy labradory mamy wspólnego z tym kawałkiem ziemi?
Ponoć to miejsce z którego pochodzą nasi labradorzy przodkowie.
Trochę historii:

Pierwszy Labrador pojawił się w 1839 roku. Posiadaczem psa był hodowca Duke of Buccleuch. Przyczynił się on znacznie do powstania dzisiejszego obrazu Labradora. Jeszcze w połowie XIX wieku opisywane psy nie stanowiły odrębnej rasy, były niepodobne jeden do drugiego. Łączyło je tylko pochodzenie: Nowa Funlandia, wyspa położona u wschodnich wybrzeży Kanady. Gdy pod koniec XVI wieku zajęli ją Anglicy, żyły tam psy, które towarzyszyły rybakom w połowach, nurkując w poszukiwaniu ryb i wyciągając sieci na ląd.

Angielscy rybacy wyróżnili dwa typy psów: jeden - ciężki, duży, długowłosy nowofunland wykorzystywany do wyciągania łodzi i sieci z wody, na lądzie zaprzęgany do wózków oraz drugi - mniejszy, bardziej ruchliwy, z krótką, ale bardzo gęstą i nieprzepuszczającą wody sierścią, pies St. John's (nazwa angielskiej osady, która uchodzi za miejsce wyhodowania takich Labradorów jakie mamy obecnie), prawie wyłącznie angażowany do pracy w wodzie. Oba te typy były właściwie czarne. Praca w lodowatej wodzie nie stanowiła dla nich problemu (na Nowej Funlandii panuje subarktyczny klimat ze średnimi rocznymi temperaturami niewiele poniżej zera).
W Wielkiej Brytanii sądzono początkowo, że sa to psy tubylców, którymi byli osiadli na wyspie Eskimosi. Jednakże, chociaż pochodzenie psów z Nowej Funlandii jest do dziś nieznane, hipoteza ta jest mało prawdopodobna. Wszystkie psy północy wyróżniały się stojącymi uszami i zakręconym nad grzbietem ogonem, natomiast myśliwskie psy dowodne miały wiszące uszy i prosty, noszony w dole ogon. Prawdopodobniejsza wydaje się hipoteza, że Anglicy sami przywieźli jakieś psy na kanadyjską wyspę i je tam zostawili, a parę wieków później "odkryli na nowo". Nie można też wykluczyć, że psy takie przywieźli Portugalczycy, którzy panowali na Nowej Funlandii od XVI do połowy XVIII w.

skorzystałem z opisu zamieszczonego na stronie:
http://www.labrador.retriever.com.pl/historia.html
można tam znaleźć więcej informacji


W tym roku szaleć będę we Francji, za jakieś półtora miesiąca. Będzie piach, las, ocean i pewnie inne atrakcje. Jeszcze się nie zastanawiam nad tym, bo dla mnie to jeszcze jest odległy czas.

A tu ja młodszy o jakieś osiem miesięcy

8.07.2008

odpoczynek po lekarzu

Właśnie wróciłem od lekarza. Wszystkie łapy jakieś dziwne, plączą mi się i trudno mi utrzymać równowagę. Dlatego postanowiłem spać i leżeć póki siły nie wrócą całkiem.
Najgorsze, że nie wiem czy dziś wieczorem dostanę swoją paszkę. Ostatnią zjadłem wczoraj ok 17-tej. Rano wyczekiwałem na pełną miskę, a tu nic nie zapowiadało by ktoś chciał ją napełnić.
Około 12-tej Pan zabrał mnie do garażu, sądziłem, że jakaś wycieczka. I owszem, tylko, że krótka i do lecznicy..
Tam dostałem zastrzyk po którym wszystko mi sie rozmyło i odpłynęło. Zrobiono mi dwa zdjęcia rtg tylnych łap i wyciągnięto z oka kłos trawy.
Ten kłos zagnieździł się już wtedy gdy nosiłem kołnierz, tyle, że opuchlizna zeszła, oko w miarę dobrze wyglądało i nie było podejrzeń, że coś tam jeszcze się dzieje.
Od dwóch dni miałem ponoć zbyt czerwone to oko i dlatego Pan poprosił doktora, aby jeszcze raz obejrzał oko. Doktor korzystając z tego, że byłem znieczulony poodsuwał moje powieki i znalazł tam wspomnianego kłosa!
Dziś chyba niewiele będę już robił, wierzę, że wieczorem dojdę do na tyle dobrej formy by zjeść posiłek.

Z Kamą już wszystko sobie ułożyłem. Wczoraj już jej tak nie zaczepiałem i nie męczyłem. Dziś to już całkiem spokojnie jest:-)
Oto dowód, zdjęcia z dzisiejszego poranka

29.05.2008

Donots - Stop the Clocks





strona zespołu:
http://www.donots.com/

Lies
Demand another lie
No matter how i try
Wish i could disappear
I know myself
I know myself well enough
Down
The only way is down
My face down on the ground
What am i doing here?
I know myself
I know myself well enough

And if i could stop the clocks
If i could make this moment mine
I´d make the most of a bad time
I wish i could stop the clocks
And wash away those lies
It´s all that i could wish for tonight

Down
The only way is down
My face down on the ground
What am i doing here?
I know myself
I know myself well enough
And now my angels need angels
To help me get out of this hell
I know myself well enough
To know that i don´t know myself

And if i could stop the clocks
If i could make this moment mine
I´d make the most of a bad time
I wish i could stop the clocks
And wash away those lies
It´s all that i could wish for tonight

And if i could stop the clocks
If i could make this moment mine
I´d make the most of a bad time
I wish i could stop the clocks
And wash away those lies
It´s all that i could wish for tonight
[ Stop The Clocks Lyrics on http://www.lyricsmania.com/ ]

16.05.2008

pies bunkrowy, część II

W poniedziałek, 12.05, kolejna męska wyprawa. Tym razem do Fuhrtsbachtal koło Monschau
(blisko granicy z Belgią)
http://maps.google.de/maps?ll=50.517008,6.3186958&z=13&t=h&hl=pl

Rzut okiem na las:
Tak sie szczęśliwie dla mnie złożyło, że las ów posiadał strumyk z którego zaraz skorzystałem. Było bardzo upalnie, więc takie tam trochę wody dla ochłody.
Tu podobne zdjęcie, ale z ciekawszą miną:-)
Jeszcze raz widok leśny, taka droga idąca nie wiem dokąd i zieleń po obu stronach. Muszę wspomnieć, że tutaj również nikogo nie spotkaliśmy, ani człowieka, ani psa.
Znów strumyk, zachwycony biegnę w dół aby poszaleć, Pan był wyraźnie zadowolony, że tak się dobrze bawię w wodzie. Sam niestety nie chciał skorzystać z okazji:-)
Tu już biegnę do Pana, nawet troszkę zmęczony, choć jęzor mi jeszcze za bardzo nie zwisa.
Sznupa z bliska, tylko wąsiki jakoś mało widoczne, a nozdrze wyszło takie wielkie:-)
I jak widać wcześniej smakowałem jaka rośnie tam trawa..
Psi profil..
Zdjęcie do portalu randkowego, czyli romantyczna natura czarnego labradora i uwodzicielskie spojrzenie:-)
Wiatraki, wcześniej tak blisko ich nie widziałem, bardzo interesujące , raz się kręcą, raz nie, nie wiem o co z nimi chodzi ale podobają mi się!
Pan zdjęcia z naszych wypraw zamieści niebawem w tym miejscu:
http://www.kaleidoscope.pl/
z opisem poszczególnych napotkanych przez nas bunkrów.

12.04.2008

Pireneje 2007

Czyli znów chwila wspomnień. W Pirenejach byliśmy we wrześniu, była wtedy bardzo słoneczna pogoda, mieszkaliśmy na piętrze takiego domku w małym miasteczku Bastide Clairence.
http://www.iduki.net/locations-vacances-pays-basque/default.asp?IDPAGE=346
Obok tego ośrodka płynęła sobie taka rzeczka, strumyk w zasadzie. Któregoś dnia w nocy było urwanie chmury i rankiem strumyk był brudny i dość rwący nurt miał. A Pan puścił mnie abym sobie pobiegał po okolicznej trawie..możecie się pewnie domyślić co zrobiłem.
Pan musiał mnie za obrożę wyszarpać z wody, bo brzeg był bardzo miękki i łapy nie umiały znaleźć mocnego oparcia. Wyglądałem okropnie, choć dla mnie była to świetna zabawa, tylko coś czułem, że Pan nie jest zachwycony. Panią zatkało jak mnie zobaczyła.
Byłem taki ociekający tym błotem, że nie dało się tego usunąć szmatką. Musiałem iść do wanny. Łazienka tam była dość mała, wanna mnie nie stresuje, przeciwnie.
Ale wtedy byłem jeszcze mocno rozbawiony i w tej wannie dostałem psiego adhd. Nawet nie wiem jak to opisać, co się działo. Pani mówi, że też nie znajduje odpowiednich słów.
Po tej kąpieli Pani miała całe ręce podrapane moimi łapami, tak wierzgałem. Cud, że mi się nic nie stało, tak wydziwiałem w tej wannie. Potem mnie ogarnęła senność, a Pani musiała myć łazienkę z błota..
To był mój najgorszy numer wakacyjny, nie wiem co mnie napadło w tej wannie, nie mam wpływu na psie adhd.

Tutaj na parkingu w Espelette, miasteczku gdzie prawie na każdym domu wisiały strąki czerwonej papryki. Dostałem tutaj baskijską chustkę:-)

Tutaj z Panią w Ainhoa, bardzo ładne miejsce, spokój i wspaniałe widoki na Pireneje, dużo tam było też drzew nazywanych bananowcami.
Tutaj odpoczywam w naszym domku po wyczerpującym dniu:-)
Psia toaleta w Biarritz:-)
Oloron-Ste-Marie, Pan robi zdjęcia zabytkowego kościoła, a my z Panią cierpliwie czekamy. Wszędzie cisza i spokój, bo była to pora lunchu i całą ludność zajęta była jedzeniem.
Co rusz po drodze sklepik z smakołykami hehe..

I czy to naprawdę ja wskoczyłem do błotnistej wody?
Pogoda w ciągu dnia słoneczna, chociaż czasem wyglądało groźnie, na szczęście ulewy były tylko nocne.Raz jak byliśmy w dużym mieście Pau musieliśmy biec na parking przed deszczem, ale to był wyjątek.
Jeździliśmy do okolicznych miejscowości, zwiedzaliśmy je, Pani i Pan pamiętają nazwy, dla mnie to nie ma znaczenia. Najbardziej podobało mi się na plaży, wiecie wtedy gdy pogoniłem surfistę:-)
o tutaj o tym pisałem:
http://enzowy.blogspot.com/2008/02/przygoda-z-surferem.html

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...