Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty

24.03.2016

wszystko gotowe na wiosnę

Przyjemnie jest widzieć ten wiosenny ruch w okolicy. Już nawet jest po pierwszych pracach porządkowych w ogródkach i pierwszej wywózce przyciętych gałęzi.
Od razu zrobiło się też nieco głośniej w Adlikonie - adlerki uwiły sobie gniazda nad strumykiem i codziennie teraz słychać jak pilnują swoich stanowisk.


Wszyscy łączą się w pary, łabędzie na Limmacie też:
Krowy niecierpliwie oczekują momentu w którym w końcu wyjdą na łąki, a nie będą skazane tylko na oborę.



Zdjęcie z cyklu krowy są wszędzie:-)


Tu z kolei drewniany ptak, a jak się dobrze przyjrzeć to i jeża można zauważyć.
Czaple siwe w Adlikonie też mają wiele stanowisk. Stąd ciagła walka z adlerkami o wpływy!
To gdzie czaple mają ulubione miejsca doskonale widać: dach są w tym miejscu zwyczajnie  obsrane
zabrudzone;-).

Hahahaha spłakałem się ze śmiechu!!!!!!!
(Uwaga, bojowy kot)

Robi się zielono!


16.12.2014

w lesie

Miałem ostatnio miła wycieczkę do lasu. Wpierw pomyślałem, że może warto poszukać by już zimy. Codziennie rano widzę program o pogodzie i wszędzie już dużo śniegu. No tak, to wszędzie dotyczy górskich rejonów, ja jednak za nisko mieszkam i ujemne temperatury jeszcze się w Adlikonie nie pojawiły.
W lesie było jakby jesiennie, tyle, że liście zamiast na drzewach były na ziemi.
Dzień był przyjemny, bez mgieł i dlatego było doskonale widać ośnieżone Alpy.

To co w każdym lesie mnie ciekawi: kupy pociętych drzew. Tu wersja nieco chaotyczna,
tu już ład i porządek.
Las ponoć pełen zwierząt, rozglądałem się, nasłuchiwałem. Tylko dzięcioła słyszałem, a ponoć tu i ówdzie i wiewiórka przebiegła. No nie wiem gdzie te wszystkie sarny, lisy i jelenie się chowają jak spaceruję? Na wszelki wypadek zostawiłem wiadomości na pniach drzew.
Widok na gospodarstwa, które zamieszkują konie. W okolicy mnóstwo ich spotkałem.
Widok na Regensberg, a w tle góry.
Wspomniane konie. Te akurat spacerowały, ale wiele pasło się na łąkach wesoło brykając.

Wracając z lasu przejechaliśmy obok Steinmaur. To miejscowość w której zamieszkał bocian Frank.
Na te zimę już nie został sam - namówił znajomych i grupowo postanowili przezimować w Szwajcarii.
Nie wiem ile tych bocianów jest, ze 20? Wyluzowane sobie chodzą, co one o tej porze roku tam znajdują?? Mam nadzieję, że mają już zaklepane jakieś ciepłe miejsce u lokalnych gospodarzy, bo kto wie czy lada dzień przymrozek się nie pojawi?


10.04.2014

las

Pierwsze wyjście w tym roku do wiosennego lasu i od razu kleszcze się do mnie przyczepiły!
Dodam, że był to las we Frankfurcie, nie w Adlikonie.
Tu, na wsi jeszcze żaden kleszcz mnie nie zaatakował i bardzo dobrze.
Kleszczy było 7 i głownie wczepiły się w mój łeb(przy wąsikach, brwi, koło ucha itd).
Zły byłem, bo ze trzy dni nie leżałem potem na kanapie:-(. Tak na wszelki wypadek.. no niby to zrozumiałe, ale jednak smutek miałem. Na szczęście żaden dodatkowy kleszcz się nie pojawił i wszystko wróciło do normy.
A sam las jak najbardziej mi się podobał, wiele nowości zapachowych. Kije, z którymi już dawno nie miałem do czynienia, obgryzałem z przyjemnością. Ale trawa niestety mi za bardzo nie podeszła, podejrzewam, że stałem się koneserem alpejskiej łąki:-)))

27.11.2010

w Taunusie z Jill

Dziś miałem spotkanie z Jill z Marburga, od dawna umówione. Najlepszą niespodzianką było to, że pogoda nam dopisała. Nikt się nie spodziewał, że może być to wycieczka w zimowej scenerii, raczej liczyliśmy na jakieś deszczysko.
Pojechaliśmy w Taunus, a tam przywitały nas takie widoki:
Nie widać, tego, ale przez większość spaceru było słonecznie, śnieg się skrzył, było cicho i pusto - inni ludzie byli na spacerach w centrach handlowych;-), do lasu pewnie jutro pojadą.
Ja gdy tylko zostałem swobodnie w las puszczony dostałem dzikiej radości. Naprawdę wariowałem ze szczęścia: że spacer w lesie, z innym psem, że śnieg.
No i jak to Pani twierdzi, bardzo się przed Jill popisywałem. Jakaś prawda w tym jest, nie ukrywam;-). Chciałem się jej pochwalić jaki to fajny las, pokazać, że ze mną może tam bezpiecznie biegać i że cieszę się, że zechciała do mnie przyjechać. Ona na początku była nieco nieśmiała, więc starałem się za mocno nie narzucać swoją męskością. Im głębiej w las tym jej zaufanie do mnie było większe. Biegała za mną, razem wąchaliśmy różne ślady pozostawione przez leśną zwierzynę, razem wypatrywaliśmy mieszkańców lasu:-)
Czułem, że Jill się dobrze czuje w moim towarzystwie, może też pamięta nasze pierwsze spotkanie:
http://enzowy.blogspot.com/2010/06/nowa-kolezanka-jill.html


Obecność psiej damy dodawała mi skrzydeł, tak, teraz po czasie mogę się do tego przyznać. Pan uważa, że po tych leśnych biegach będę miał zakwasy:-). Nasz spacer ponad 2 godziny, a ja byłem stale w ruchu, bieg przed siebie, z powrotem, a tu skok na skarpę, albo w kałuże oblodzoną..a tak, w błocie ukrytym pod warstwą lodu też się wytaplałem..
Po prostu energia mnie rozpierała, mało było możliwości na jakieś zdjęcie na którym siedzę lub stoję w miarę nieruchomo.

Co chwilę znajdowałem kawałki gałęzi, wydobywałem je spod śniegu i dumnie z nimi pędziłem przed siebie. Wszyscy się śmiali, że zbieram drewno do kominka, no bezsensu, bo przecież nie mamy kominka;-). Nosiłem też szyszki, kamienie i lodowe grudki.
Chciałem Jill pokazać jaki jestem silny i biegałem tylko z takimi grubymi gałęziami. Właziłem też do leśnego strumyka, aby pokazać, że zimna woda mi nie straszna, robiłem wspaniałe skoki z skarpy na ścieżkę, wszystko to by wypaść w jej oczach na "faceta z jajami".
Psie popisy -można tak powiedzieć.
Spacer jednak kiedyś musiał się zakończyć, dałem więc wytrzeć się z błota i lodu, wskoczyłem na swoje miejsce w samochodzie i po minucie jazdy już zapadłem w drzemkę.
W domu też - z przyjemnością zwinąłem się w kłębek u siebie i spacer jeszcze raz przeżywam śpiąc.

15.02.2009

spacer po Meroder Wald

Serdecznie zapraszam na spacer ze mną po Meroder Wald, lesie znajdującym się pomiędzy Kolonią a Aachen.

Jak dziś zobaczyłem, że Pani i Pan ubierają się w buty do leśnego chodzenia, to wiedziałem, że będą jakieś atrakcje. Nie pomyliłem się - zjechaliśmy do garażu. Droga mi się trochę dłużyła, ale w końcu po ilości zakrętów domyśliłem się, że dojeżdżamy do celu.
W tym lesie już parę razy byłem, tyle że w innej części. Na leśnym parkingu było tłoczno, czyli szansa na spotkanie innych psów spora.
Ledwo weszliśmy w las na horyzoncie pojawiła się tajemnicza goldenka, koń i dwie kobiety.
Tak mnie zainteresowała goldenka, że nawet nie zwróciłem uwagi na konia!
Pan zagadał do tych kobiet i mogłem pobiegać z goldenką.
Naprawdę zabawa była świetna, ona uciekała przede mną w las, ja za nią. Przeskakiwaliśmy krzaki, gałęzie, zwalone pnie.. Czasem ona chowała się za jakimś drzewem, ja wtedy stałem na drodze wiedząc, że prędzej czy później się ujawni.
Oczywiście ani Pani ani Pan tej wspaniałej zabawy nie udokumentowali.. Pewnie byli tak zachwyceni jak ja i zapomnieli do czego służy aparat fotograficzny..
Na konia spojrzałem tylko raz, nawet miałem pomysł aby powąchać jego tylną nogę, ale się rozmyśliłem:-)
Goldenka poszła w swoją stronę, a ja widząc strumyk wskoczyłem do niego by się nieco ochłodzić.

Przy okazji wyłowiłem jakiś kijek. Woda nie była wg mnie szczególnie zimna, raczej powiem, że wejście do wody sprawiło mi sporą przyjemność.

Idziemy dalej. Pojawia się Laufenburg. Nie wiem czy ktoś tam mieszka, jest za to restauracja, ale ją omijamy.
Koło zamku pasą się konie, bardzo chciałem do nich podbiec, ale ich łąka otoczona była takim drutem. Konie paradowały w zimowych kubrakach.

Potem już tradycyjnie - biegałem pomiędzy Panem a Panią gdy byli od siebie oddaleni, sprawdzałem co tam dzieje się w zaroślach...

wbiegałem na oblodzone kałuże mając radość z tego jak lód pęka..
..starałem się wyczuć co to za zwierzęta przechodziły tu przede mną..
.. hmm bardzo intrygujący zapach..wiele psów nas mijało, takich przyjaźnie nastawionych, takich mniej przyjaznych, ale pachnie ten trop jakoś inaczej..

Tak, gdy ja byłem zajęty wąchaniem pobocza Pani i Pan obserwowali jak leśną drogę przebiegają trzy ogromne dziki!! Byliśmy w bezpiecznej odległości, ale ponoć było dziki widać bardzo dobrze.
Tylko ja, tradycyjnie, spoglądałem w całkiem inna stronę:-)
Sam nie wiem czy chciałbym spotkać się z dzikiem, Pan uważa, że lepiej spotkać sarenkę czy jelenia.
To taki leśny widok.

Miałem jeszcze krótką zabawę z takim nieznajomym psem:

Potem trasa przebiegała pomiędzy ładnymi choinkami:

Jedna z kałuż, tej akurat nie zniszczyłem:

Chwila odpoczynku, po paru sekundach bezsensownego stania w miejscu okazałem zniecierpliwienie. Najbliższe otoczenie miało szansę usłyszeć:-)

Ostatni odcinek spaceru to droga idąca równolegle do strumyka. Bardzo mnie kusił. Zejście było dość strome i wyraźnie słyszałem polecenie, iż mam iść drogą i się nie oddalać.

Niestety nie zawsze jestem posłuszny, czasem po prostu niedosłyszę co tam Pani lub Pan do mnie mówią..
Szybki bieg na dół, zanurzenie łap i sprint z powrotem:

I tak parę razy..
Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że gdy tylko poczułem pod łapą wodę to wracałem ekspresowo:-)
Raz łatwiej było zejść niż wejść, musiałem pokombinować, ale poradziłem sobie:

Potem mina niby skruszona, ale też pełna przekonania, że nic takiego się nie stało. Każdemu zdarzy się nie usłyszeć czegoś ważnego.

Nasz spacer trwał 2 godziny i jakieś 30minut.
2 psie zabawy, parę zanurzeń w strumyku, parę zdewastowanych kałuży, 3 spotkane konie, spore stado różnych psów z którymi z daleka wymieniłem przywitanie, 3 dziki, których ja nie zauważyłem, jeden zamek widziany z daleka, wracałem zadowolony.

W domu Pani otworzyła drzwi do łazienki i wszedłem bez większego namawiania. Wskazała ręką na wannę - jestem w wannie.. I poczułem że jestem zmęczony, więc błyskawicznie Pani zmyła ze mnie brud, stałem pokornie, przy wycieraniu również. Potem zjadłem przysmak niby to czyszczący moje zęby i poszedłem spać:-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...