Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty
17.12.2015
dekoracje z psami
Nie tylko w Paryżu można spotkać ładne wystawy. W Zurychu wiele sklepów ma naprawdę przyjemne dla oka dekoracje. Ja jednak jak to pies, zauważam tylko zwierzęce wstawki;-)
Oto okna wystawowe pewnego sklepu. To sklep z różnymi rzeczami dekoracyjnymi, figurki, poduszki, świeczniki itd.
Psi element pojawia się często!
Na czym oparta jest poduszka z lisem, dzikiem i kaczką? Na grzbiecie jamnika;-)
Tu kocia poduszka, ale w tle pies, jakiś taki wystrojony(kot zresztą też).
Tutaj pieski na poduszkach plus jeden pozłacany jako figurka.
Elegancik:
A to już inny sklep, ale trudno przejść obojętnie.
Do teraz nie wiem czy cena to cena z figurkę czy za okulary;-). A może za komplet, po prostu pies w okularach?;-))
23.03.2015
krowio-psie czułości
Elektryczny pastuch nie jest groźny, ważne by przywitać się z przyjaciółmi
Tutaj inny pies i nieco inna sytuacja. Wygląda to na fascynację krowim jęzorem, ale i jakby niepewność i zaskoczenie widać w psich oczach
Już czekam na moment w którym i u nas zapełnią się pastwiska. Nie mam jednak na tyle odwagi by tak blisko podejść, chyba lata mieszkania w mieście robią swoje;-)
Tutaj inny pies i nieco inna sytuacja. Wygląda to na fascynację krowim jęzorem, ale i jakby niepewność i zaskoczenie widać w psich oczach
Już czekam na moment w którym i u nas zapełnią się pastwiska. Nie mam jednak na tyle odwagi by tak blisko podejść, chyba lata mieszkania w mieście robią swoje;-)
8.08.2009
Psia inteligencja
Ciekawy artykuł z gazeta.pl dotyczący psiej mądrości, zacytuję cały, bo mi się bardzo spodobał;-)
Właściciele psów lubią chwalić się przed znajomymi niepospolitą inteligencją swych pupili, ale najnowsze badania północnoamerykańskich kynologów potwierdziły, że wiele psów potrafi liczyć do pięciu i jest w stanie zrozumieć ponad 150 słów.
Do takich wniosków doszedł m.in. psycholog Stanley Coren z kanadyjskiego Uniwersytetu Kolumbia Brytyjska, prowadzący badania nad psią inteligencją. Wyniki swoich badań Coren przedstawił na zakończonym właśnie dorocznym kongresie Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego.
Coren, autor wielu książek na temat zachowania psów, na podstawie licznych własnych badań i analizy badań innych naukowców doszedł do wniosku, że najlepszy przyjaciel człowieka jest zdolny do rozwiązywania wielu skomplikowanych problemów i jest bardziej od wielu innych ssaków podobny do człowieka, niż to się zwykło dotąd uważać.
Według naukowca, "zdolności umysłowe psa są pod niektórymi względami zbliżone do zdolności dziecka w wieku około dwóch lat".
Coren badał zdolności umysłowe i psychikę 208 psów wyselekcjonowanych w USA i Kanadzie. Doszedł do wniosku, że przeciętny pies może nauczyć się rozumieć około 165 słów i znaków dawanych mu przez człowieka, a najinteligentniejsze psy - około 250.
Wśród tych najinteligentniejszych są owczarki szkockie, labradory i owczarki niemieckie.
Psy potrafią też nauczyć się liczyć do czterech lub do pięciu. Oczywiście chodzi tu tylko o podstawowe rozumienie arytmetyki, które jednak pozwala im odkrywać takie błędy w działaniach, jak 1+1=1 lub 1+1=3 - twierdzi Coren.
Poczułem się jakiś od razu mądrzejszy jak przeczytałem ten artykuł. Zawsze czułem, że jestem inteligentny, a mój mózg to nie jak sugeruje Pan dwa zwoje, tylko więcej, oj więcej!
Teraz mam potwierdzone moje przeczucia przez psychologa-naukowca.
Jeszcze ten pan ma co badać, bo zdziwiłby się gdybym mu udowodnił, że znam się np. na zegarku. O innych rzeczach nawet nie wspomnę, niech pozostaną taką moją psią tajemnicą.
15.10.2008
pies plażowy
Plaża, przestrzeń na której można szaleć do woli. Jeśli ktoś lubi oczywiście piach i nie jest akurat szczyt sezonu urlopowego.
Najbardziej lubię jakieś zorganizowane wyjście. Nad ocean chodziliśmy więc z pomarańczowym aportem. Wtedy nie biegam po plaży bezcelowo, tylko skupiam się na aporcie i otoczenie mnie mniej rozprasza.


Spoglądam gdzie leci aport, widoczne fale mnie nie przerażają, tak naprawdę zaraz w nie wskoczę, samodzielnie i z nieprzymuszonej woli:-)

Powrót z aportem:


Tu stałem sobie spokojnie, a woda nagle podeszła mi pod łapy:

Odruchowo strzepuje z siebie wodę choć za chwilkę znowu będę cały mokry

Zdarza się, że parę chwil spędzam leżąc na piasku. Tak naprawdę nie trwa to zbyt długo, bo takie bezczynne leżenie mnie nudzi, wokół tyle interesujących rzeczy się dzieje..
Ale widziałem wiele psów, które leżały pod parasolkami. Tak myślę, że może częściej są na plaży i nie jest ona dla nich już tak pociągająca jak dla mnie.




Najbardziej lubię jakieś zorganizowane wyjście. Nad ocean chodziliśmy więc z pomarańczowym aportem. Wtedy nie biegam po plaży bezcelowo, tylko skupiam się na aporcie i otoczenie mnie mniej rozprasza.


Spoglądam gdzie leci aport, widoczne fale mnie nie przerażają, tak naprawdę zaraz w nie wskoczę, samodzielnie i z nieprzymuszonej woli:-)

Powrót z aportem:


Tu stałem sobie spokojnie, a woda nagle podeszła mi pod łapy:

Odruchowo strzepuje z siebie wodę choć za chwilkę znowu będę cały mokry

Zdarza się, że parę chwil spędzam leżąc na piasku. Tak naprawdę nie trwa to zbyt długo, bo takie bezczynne leżenie mnie nudzi, wokół tyle interesujących rzeczy się dzieje..
Ale widziałem wiele psów, które leżały pod parasolkami. Tak myślę, że może częściej są na plaży i nie jest ona dla nich już tak pociągająca jak dla mnie.




15.07.2008
deszczowy Luksemburg
piątek
Zbudziliśmy się a za oknem wisiały wielkie, ciemne chmury. Byłem przekonany, że ten dzień spędzimy w domu wylegując się w różnych miejscach:-)
Jednak po porannym spacerze okazało się, że będzie dłuższe wyjście.
Od razu z Kamą postanowiliśmy sobie, że zdrzemniemy się podczas drogi. Tradycyjnie już oparłem łeb na udku Kamy i zapadłem w sen. Chmury coraz ciemniejsze, deszcz raz padał, a raz wręcz lał tak, że nic widać nie było.
Ale jechaliśmy gdzieś nadal:-)
W końcu wjechaliśmy do jakiegoś miasta, w zasadzie państwa też:-)
W Luksemburgu pogoda była taka sama jak podczas drogi. Ale.. gdy wyszliśmy z parkingu deszcz robił się coraz słabszy i przestało padać!
Prawie od razu znaleźliśmy się na ładnym placyku, pod jakimś Bardzo Ważnym budynkiem - tak myślę, bo zobaczcie jak ten budynek był pilnowany!
Ten młody żołnierz stał tam nieruchomo, nawet miny nie zmieniał.. nic nie przeszkadzało mu to, że turyści robią mu zdjęcia, bądź robią jakieś śmieszne figury przed nim. Stał jak posąg.
A budkę miał po to, aby wejść do niej w czasie deszczu.
Przeszliśmy powoli i dostojnie uliczkami Luksemburga, mijaliśmy wiele ładnych domów.
Doszliśmy do takiego jakby tarasu z którego był taki własnie widok:
Potem z powrotem do centrum miasta, spacer po deptaku. A tam program artystyczny.
Rosyjski, wojskowy chór. Bardzo ładnie śpiewali tylko nie wiemy czy dorabiali sobie tak przy okazji, czy też w tym celu przyjechali do miasta.
Sklep z roślinami, Iza podziwia lawendę, my z Kamą obserwujemy zaś coś całkiem innego:-)

nie wiem czy spacer gdy pada deszcz to coś co lubię najbardziej..
gdy zaczęło kropić schroniliśmy się w pizzerii, gdzie jedni jedli jakieś pyszności, a inni leżeli pod stołem udając, że nie mają apetytu
bardzo ładny sklep, przynajmniej od tej strony, do środka niestety nie wszedłem.
Grzesiek za to wszedł i jakieś zakupy tam zrobił tyle, że ludzkie a nie psie.
Widocznie psich smakołyków tam nie sprzedwano.
Ale ślina i tak mi pociekła:-)))))
Wycieczka mi sie podobała, był czas na sen i czas na chodzenie. Widziałem wiele różnych psów, czasem reagowałem wydając z siebie groźny szczek. Nie chciałem, ale sytuacja mnie do tego zmuszała.
Wiele osób się na mnie i Kamę gapiło, a my wtedy oddawaliśmy im tym samym:-)
Zbudziliśmy się a za oknem wisiały wielkie, ciemne chmury. Byłem przekonany, że ten dzień spędzimy w domu wylegując się w różnych miejscach:-)
Jednak po porannym spacerze okazało się, że będzie dłuższe wyjście.
Od razu z Kamą postanowiliśmy sobie, że zdrzemniemy się podczas drogi. Tradycyjnie już oparłem łeb na udku Kamy i zapadłem w sen. Chmury coraz ciemniejsze, deszcz raz padał, a raz wręcz lał tak, że nic widać nie było.
Ale jechaliśmy gdzieś nadal:-)
W końcu wjechaliśmy do jakiegoś miasta, w zasadzie państwa też:-)
W Luksemburgu pogoda była taka sama jak podczas drogi. Ale.. gdy wyszliśmy z parkingu deszcz robił się coraz słabszy i przestało padać!
Prawie od razu znaleźliśmy się na ładnym placyku, pod jakimś Bardzo Ważnym budynkiem - tak myślę, bo zobaczcie jak ten budynek był pilnowany!
Ten młody żołnierz stał tam nieruchomo, nawet miny nie zmieniał.. nic nie przeszkadzało mu to, że turyści robią mu zdjęcia, bądź robią jakieś śmieszne figury przed nim. Stał jak posąg.
A budkę miał po to, aby wejść do niej w czasie deszczu.

Doszliśmy do takiego jakby tarasu z którego był taki własnie widok:

Rosyjski, wojskowy chór. Bardzo ładnie śpiewali tylko nie wiemy czy dorabiali sobie tak przy okazji, czy też w tym celu przyjechali do miasta.


nie wiem czy spacer gdy pada deszcz to coś co lubię najbardziej..
gdy zaczęło kropić schroniliśmy się w pizzerii, gdzie jedni jedli jakieś pyszności, a inni leżeli pod stołem udając, że nie mają apetytu
Grzesiek za to wszedł i jakieś zakupy tam zrobił tyle, że ludzkie a nie psie.
Widocznie psich smakołyków tam nie sprzedwano.
Wiele osób się na mnie i Kamę gapiło, a my wtedy oddawaliśmy im tym samym:-)
24.06.2008
włosy
Wczoraj w tv widziałem program o owłosieniu. Bardzo zróżnicowany, bo dotyczył każdego, dosłownie każdego owłosienia, psiego też:-)
Pokazano psi salon fryzjerski, kąpiel psów w specjalnym brodziku, wyglądało to nawet zachęcająco choć pieski występujące w tym reportażu miały bardzo biedne miny.
Po kąpieli psa wkładano do takiej wielkiej suszarki, to mi się zdecydowanie nie podobało! Jeden taki golden widziałem, że niechętnie tam stał i denerwował się. Pies pudel prawie 3 godziny u psiego fryzjera siedział, a robienie mu fryzury trwało bardzo długo. Specjalne strzyżenie przy sznupie, uszach, łapach i genitaliach też.. a on to wszystko cierpliwie znosił.
Dobrze, że moje futro nie wymaga tyle roboty, kąpiel mam rzadko, pomijam taka w jeziorze czy rzece:-). Pani mnie czesze czasem, udaję, że tego nie zauważam, bo jakieś bezsensu mi sie to wydaje. Ale strzyżenia nigdy żadnego nie miałem. Tylko doktor mnie podgolił tu i ówdzie 3 razy, ale to można uznać jako działania medyczne.
W reportażu wystąpiło wiele ciekawych osób..pan który dał sobie wydepilować praktycznie każde miejsce i cierpliwie te zabiegi znosił, pani która dała sobie dorobić włosy(swoje miała liche i zniszczone), pan który laserowo z pleców dał sobie usunąć owłosienie, panie fryzjerki jeżdżące w naprawdę każde miejsce by ludzi uczesać(były nawet w oborze).
Fascynujący był zakład fryzjerski robiący tupeciki na zakola. Dla każdego klienta indywidualnie robiono włosy na takiej jakby siatce i to naklejano specjalnym klejem. Zmieniało to tych panów diametralnie! Wyglądali w tych tupecikach zdecydowanie młodziej i lepiej. Dobrze, że my, psy nie mamy takich problemów:-) Mam na myśli depilacji i dorabiania sobie futra.. Trochę chyba współczuję tym pudelkom i innym psom, które muszą często być fryzowane.
http://www.psifryzjer.eu/galeria.html
to wybrany z wyszukiwarki psi fryzjer.. jakiś kolega lab też tam widzę bywa:-)
Pokazano psi salon fryzjerski, kąpiel psów w specjalnym brodziku, wyglądało to nawet zachęcająco choć pieski występujące w tym reportażu miały bardzo biedne miny.
Po kąpieli psa wkładano do takiej wielkiej suszarki, to mi się zdecydowanie nie podobało! Jeden taki golden widziałem, że niechętnie tam stał i denerwował się. Pies pudel prawie 3 godziny u psiego fryzjera siedział, a robienie mu fryzury trwało bardzo długo. Specjalne strzyżenie przy sznupie, uszach, łapach i genitaliach też.. a on to wszystko cierpliwie znosił.
Dobrze, że moje futro nie wymaga tyle roboty, kąpiel mam rzadko, pomijam taka w jeziorze czy rzece:-). Pani mnie czesze czasem, udaję, że tego nie zauważam, bo jakieś bezsensu mi sie to wydaje. Ale strzyżenia nigdy żadnego nie miałem. Tylko doktor mnie podgolił tu i ówdzie 3 razy, ale to można uznać jako działania medyczne.
W reportażu wystąpiło wiele ciekawych osób..pan który dał sobie wydepilować praktycznie każde miejsce i cierpliwie te zabiegi znosił, pani która dała sobie dorobić włosy(swoje miała liche i zniszczone), pan który laserowo z pleców dał sobie usunąć owłosienie, panie fryzjerki jeżdżące w naprawdę każde miejsce by ludzi uczesać(były nawet w oborze).
Fascynujący był zakład fryzjerski robiący tupeciki na zakola. Dla każdego klienta indywidualnie robiono włosy na takiej jakby siatce i to naklejano specjalnym klejem. Zmieniało to tych panów diametralnie! Wyglądali w tych tupecikach zdecydowanie młodziej i lepiej. Dobrze, że my, psy nie mamy takich problemów:-) Mam na myśli depilacji i dorabiania sobie futra.. Trochę chyba współczuję tym pudelkom i innym psom, które muszą często być fryzowane.
http://www.psifryzjer.eu/galeria.html
to wybrany z wyszukiwarki psi fryzjer.. jakiś kolega lab też tam widzę bywa:-)
11.06.2008
piłkarsko, lekarsko i marzycielsko
Nie wiem od czego zacząć. Najlepiej jakoś chronologicznie chyba.
Dobrze, że Pani spisuje wyniki poszczególnych piłkarskich spotkań, bo już pozapominałem kto komu i ile strzelił bramek..To wszystko dlatego, że mało który mecz jest ciekawy i zlewają mi się w taki jeden długi mecz, tylko kolory ich ubrań się zmieniają.
Odnotujmy: Rumunia-Francja bezbramkowy remis, a to co tam sie działo na boisku to jedna wielka nuda, Pan nie wytrzymał tego i poszedł ze mną na łąkę. Wróciliśmy przed początkiem kolejnego meczu: Holandia-Italia(3-0). Wynik był zaskakujący, bo z powodu jakichś sentymentów P&P kibicowali Italii. Ale oni mieli jakąś niemoc a coraz brzydszy(opinia Pani)Ruud van Nistelrooy biegał tam gdzie trzeba, kopał we właściwym kierunku i z odpowiednią siłą..A holenderski bramkarz po zmianie fryzury skojarzył się Pani z znajomym z Chorzowa i nadziwić się nie mogła, że wyglądają tak podobnie.
Ja sie za mocno nie emocjonowałem. Drzemałem sobie czasem podsłuchując co tam P&P komentują między sobą. Przyznaję, że też byłem za Italią przez wzgląd na moje imię:-)
Ale skoro przegrywali, to pomyślałem, że lepiej sobie pospać niż się stresować..
Dziś rano zadzwonił Pan Doktor z Polski i dyskutował z Panią o moich łapach..byłem ciekawy co gadał ale nic nie słyszałem, moja ciekawość jednak została zaspokojona, bo Pani zaraz zadzwoniła do Pana i wszystko mu streściła:-)
Zrozumiałem, że czeka mnie kolejne rtg tylnych łap, jakoś będzie w końcu już to przechodziłem, a są gorsze rzeczy (biedny Badzielec, Splendor tez w leczeniu).
Mecz Hiszpania-Rosja był o tyle ciekawy, że było dużo bramek, dla Hiszpanii 4, a dla Rosji 1. Rosja jakaś niedobudzona czy co..
Wieczorem Grecja-Szwecja, początek był koszmarnie nudny, gwizdy publiczności mnie rozpraszały i nie wiedziałem gdzie się ułożyć na wylegiwanie. W końcu Ibrahimović przypomniał sobie, że jest utalentowanym szwedzkim piłkarzem i strzelił wspaniałą bramkę. Zrobiła się dobra atmosfera i wlazłem na kanapę do Pani, pokręciłem się chwilę i usnąłem tak mocno, że nawet nie zauważyłem kiedy skończył się mecz i, że leżę samotnie..Usiadłem, sprężyłem się i tygrysim skokiem znalazłem się na drugiej kanapie, bliżej Pani:-)
Gdy tak mocno sobie spałem miałem taki psi sen, śniło mi się, że spotkałem Badzielca. Nie pytajcie mnie jak to możliwe technicznie, bo tego mój sen nie pokazał mi.
Byliśmy na leśnej polance. Znużeni trochę leśną wędrówką odpoczywaliśmy przy pieńku.
(ale nie był to ten kawał drewna Pieńkowej Damy z Twin Peaks).
Badzielec zachowywał dystans, szanowałem to - w czasie drogi nie zbliżałem się więc za bardzo, a przy pieńku dzieliła nas szerokość mojej domowej kanapy.
W zasadzie to chciałem powąchać Badzielca i polizać go po sznupie na znak moich przyjaznych uczuć, ale chciałem też by się mnie nie wystraszył.
Odpoczywamy więc sobie, jęzory zwisają.. słychać odgłosy przyrody.
Psy czasem nie muszą wiele mówić, aby poznać czy drugi pies jest wart zaufania, my to wyczuwamy psim swędem. Nawet tak się potocznie czasem mówi - że ktoś coś psim swędem wyczuł:-)
My wyczuliśmy, że pora nawiązać pogawędkę. Wpierw obgadaliśmy naszych lekarzy, potem przyszła pora na historyjki domowe, oj było śmiesznie (Pani mi tu mówi, że to musiało być wtedy gdy przez sen machałem ogonem)...
Zeszliśmy na tematy kulinarne, opowiadaliśmy sobie o tym co najlepszego zjedliśmy legalnie i nielegalnie i czego chcielibyśmy skosztować. Opowiedziałem Badzielcowi o kolońskiej golonce, zapalił się do tego pomysłu. Postanowiliśmy, że zjemy taką golonkę wspólnie, a jak okaże się, że smakuje tak dobrze jak wygląda, to zrobimy psie spotkanie z golonkami. Ten pomysł tak nas rozśmieszył, że tarzaliśmy się ze śmiechu w trawie:-). Pomyślałem, że chyba już Badzielec się mnie tak mocno nie lęka i miałem naprawdę dobry humor. A jeszcze trochę drogi było przed nami, bo choć o tym nie gadaliśmy, to wiedziałem, że zmierzamy w stronę jeziora nad którym mieszka Splendor. I już miałem się dowiedzieć co(i kto!) tam na nas czeka, gdy jakiś domowy dźwięk mnie zbudził...
Banalny koniec miłego snu.
czytałem, że na razie możesz Bady zjeść rosół i gotowaną kurę, ale może ślinka Ci poleci większa jak zobaczysz jaka golonka jest wspaniała:
no przyznajcie, że takie psie przyjęcie byłoby udane:-)
Dobrze, że Pani spisuje wyniki poszczególnych piłkarskich spotkań, bo już pozapominałem kto komu i ile strzelił bramek..To wszystko dlatego, że mało który mecz jest ciekawy i zlewają mi się w taki jeden długi mecz, tylko kolory ich ubrań się zmieniają.
Odnotujmy: Rumunia-Francja bezbramkowy remis, a to co tam sie działo na boisku to jedna wielka nuda, Pan nie wytrzymał tego i poszedł ze mną na łąkę. Wróciliśmy przed początkiem kolejnego meczu: Holandia-Italia(3-0). Wynik był zaskakujący, bo z powodu jakichś sentymentów P&P kibicowali Italii. Ale oni mieli jakąś niemoc a coraz brzydszy(opinia Pani)Ruud van Nistelrooy biegał tam gdzie trzeba, kopał we właściwym kierunku i z odpowiednią siłą..A holenderski bramkarz po zmianie fryzury skojarzył się Pani z znajomym z Chorzowa i nadziwić się nie mogła, że wyglądają tak podobnie.
Ja sie za mocno nie emocjonowałem. Drzemałem sobie czasem podsłuchując co tam P&P komentują między sobą. Przyznaję, że też byłem za Italią przez wzgląd na moje imię:-)
Ale skoro przegrywali, to pomyślałem, że lepiej sobie pospać niż się stresować..
Dziś rano zadzwonił Pan Doktor z Polski i dyskutował z Panią o moich łapach..byłem ciekawy co gadał ale nic nie słyszałem, moja ciekawość jednak została zaspokojona, bo Pani zaraz zadzwoniła do Pana i wszystko mu streściła:-)
Zrozumiałem, że czeka mnie kolejne rtg tylnych łap, jakoś będzie w końcu już to przechodziłem, a są gorsze rzeczy (biedny Badzielec, Splendor tez w leczeniu).
Mecz Hiszpania-Rosja był o tyle ciekawy, że było dużo bramek, dla Hiszpanii 4, a dla Rosji 1. Rosja jakaś niedobudzona czy co..
Wieczorem Grecja-Szwecja, początek był koszmarnie nudny, gwizdy publiczności mnie rozpraszały i nie wiedziałem gdzie się ułożyć na wylegiwanie. W końcu Ibrahimović przypomniał sobie, że jest utalentowanym szwedzkim piłkarzem i strzelił wspaniałą bramkę. Zrobiła się dobra atmosfera i wlazłem na kanapę do Pani, pokręciłem się chwilę i usnąłem tak mocno, że nawet nie zauważyłem kiedy skończył się mecz i, że leżę samotnie..Usiadłem, sprężyłem się i tygrysim skokiem znalazłem się na drugiej kanapie, bliżej Pani:-)
Gdy tak mocno sobie spałem miałem taki psi sen, śniło mi się, że spotkałem Badzielca. Nie pytajcie mnie jak to możliwe technicznie, bo tego mój sen nie pokazał mi.
Byliśmy na leśnej polance. Znużeni trochę leśną wędrówką odpoczywaliśmy przy pieńku.
(ale nie był to ten kawał drewna Pieńkowej Damy z Twin Peaks).
Badzielec zachowywał dystans, szanowałem to - w czasie drogi nie zbliżałem się więc za bardzo, a przy pieńku dzieliła nas szerokość mojej domowej kanapy.
W zasadzie to chciałem powąchać Badzielca i polizać go po sznupie na znak moich przyjaznych uczuć, ale chciałem też by się mnie nie wystraszył.
Odpoczywamy więc sobie, jęzory zwisają.. słychać odgłosy przyrody.
Psy czasem nie muszą wiele mówić, aby poznać czy drugi pies jest wart zaufania, my to wyczuwamy psim swędem. Nawet tak się potocznie czasem mówi - że ktoś coś psim swędem wyczuł:-)
My wyczuliśmy, że pora nawiązać pogawędkę. Wpierw obgadaliśmy naszych lekarzy, potem przyszła pora na historyjki domowe, oj było śmiesznie (Pani mi tu mówi, że to musiało być wtedy gdy przez sen machałem ogonem)...
Zeszliśmy na tematy kulinarne, opowiadaliśmy sobie o tym co najlepszego zjedliśmy legalnie i nielegalnie i czego chcielibyśmy skosztować. Opowiedziałem Badzielcowi o kolońskiej golonce, zapalił się do tego pomysłu. Postanowiliśmy, że zjemy taką golonkę wspólnie, a jak okaże się, że smakuje tak dobrze jak wygląda, to zrobimy psie spotkanie z golonkami. Ten pomysł tak nas rozśmieszył, że tarzaliśmy się ze śmiechu w trawie:-). Pomyślałem, że chyba już Badzielec się mnie tak mocno nie lęka i miałem naprawdę dobry humor. A jeszcze trochę drogi było przed nami, bo choć o tym nie gadaliśmy, to wiedziałem, że zmierzamy w stronę jeziora nad którym mieszka Splendor. I już miałem się dowiedzieć co(i kto!) tam na nas czeka, gdy jakiś domowy dźwięk mnie zbudził...
Banalny koniec miłego snu.
czytałem, że na razie możesz Bady zjeść rosół i gotowaną kurę, ale może ślinka Ci poleci większa jak zobaczysz jaka golonka jest wspaniała:

5.06.2008
deszczowy dzień
relaksująca pozycja pospacerowa:
na czubku brzucha widać kawałek mojej golizny..trochę chyba wstyd chodzić z takimi wygolonymi sutkami??
nawet już się za mocno nie bronię przed smarowaniem maścią i nie wylizuje jej..dość mnie denerwują te podrażnione miejsca i będę zadowolony jak mi się to zagoi.
dziś słyszałem przez telefon Dankę, chciałem nawet przejąc słuchawkę ale Pani mi nie pozwoliła:-)
Badzielcu czekamy na wieści od Ciebie
na czubku brzucha widać kawałek mojej golizny..trochę chyba wstyd chodzić z takimi wygolonymi sutkami??
nawet już się za mocno nie bronię przed smarowaniem maścią i nie wylizuje jej..dość mnie denerwują te podrażnione miejsca i będę zadowolony jak mi się to zagoi.
dziś słyszałem przez telefon Dankę, chciałem nawet przejąc słuchawkę ale Pani mi nie pozwoliła:-)
Badzielcu czekamy na wieści od Ciebie
13.04.2008
napaść
Dziś poszedłem z Panem w południe na łąkę. Tam sobie beztrosko biegałem, gdy nagle jak strzała zaczął biec w moim kierunku jakiś pies. Pomyślałem, że to super, że kolega do mnie tak gna i będzie świetna zabawa:-)
Niestety, ten pies od razu mnie zaatakował, zaczął chwytać mnie za kark, gardło, łapy i szarpać za sznupę. Myślałem, że jest to jakaś nowa forma zabawy, a ów psi kolega jest taki gwałtowny. Ale on tak na poważnie..Ja jestem przyjacielski i pozytywnie nastawiony do wszystkich psów, każdy jest dla mnie potencjalnym kompanem do zabawy. Dlatego nie wiedziałem jak zareagować, odruchowo zacząłem się bronić, wyszczerzyłem swoje zębiska tak jak on sugerując mu, aby sobie odszedł. Cóż nie mam doświadczenia w takich potyczkach. Ta sytuacja trwała naprawdę krótko, bo bardzo szybko pojawiła się zdenerwowana pani tego psa i go siłą ode mnie odciągnęła, bo na przywołanie on nie reagował. Pan chciał w tym samym momencie mnie bronić, ale już zainterweniowała pani od napastnika.
Pan na swojej kurtce miał krwawe ślady, macał moją sznupę, kark, szyję i fafle w poszukiwaniu ran. Bardzo mocno akurat padało, więc ślady po napaści można rzec, że rozmyły się w deszczu.
W domu obejrzano mnie jeszcze bardzo dokładnie, ale rany musiały być powierzchniowe, bo nic nie znaleziono.
Pani i Pan chyba bardziej ode mnie tę sytuacje przeżywają. Dla mnie to oczywiście dość zaskakujące zdarzenie, ale przecież większość psów to przyjaciele, a nie napastnicy. Nadal chcę w to wierzyć.
Niestety, ten pies od razu mnie zaatakował, zaczął chwytać mnie za kark, gardło, łapy i szarpać za sznupę. Myślałem, że jest to jakaś nowa forma zabawy, a ów psi kolega jest taki gwałtowny. Ale on tak na poważnie..Ja jestem przyjacielski i pozytywnie nastawiony do wszystkich psów, każdy jest dla mnie potencjalnym kompanem do zabawy. Dlatego nie wiedziałem jak zareagować, odruchowo zacząłem się bronić, wyszczerzyłem swoje zębiska tak jak on sugerując mu, aby sobie odszedł. Cóż nie mam doświadczenia w takich potyczkach. Ta sytuacja trwała naprawdę krótko, bo bardzo szybko pojawiła się zdenerwowana pani tego psa i go siłą ode mnie odciągnęła, bo na przywołanie on nie reagował. Pan chciał w tym samym momencie mnie bronić, ale już zainterweniowała pani od napastnika.
Pan na swojej kurtce miał krwawe ślady, macał moją sznupę, kark, szyję i fafle w poszukiwaniu ran. Bardzo mocno akurat padało, więc ślady po napaści można rzec, że rozmyły się w deszczu.
W domu obejrzano mnie jeszcze bardzo dokładnie, ale rany musiały być powierzchniowe, bo nic nie znaleziono.
Pani i Pan chyba bardziej ode mnie tę sytuacje przeżywają. Dla mnie to oczywiście dość zaskakujące zdarzenie, ale przecież większość psów to przyjaciele, a nie napastnicy. Nadal chcę w to wierzyć.
12.04.2008
Pireneje 2007
Czyli znów chwila wspomnień. W Pirenejach byliśmy we wrześniu, była wtedy bardzo słoneczna pogoda, mieszkaliśmy na piętrze takiego domku w małym miasteczku Bastide Clairence.
http://www.iduki.net/locations-vacances-pays-basque/default.asp?IDPAGE=346
Obok tego ośrodka płynęła sobie taka rzeczka, strumyk w zasadzie. Któregoś dnia w nocy było urwanie chmury i rankiem strumyk był brudny i dość rwący nurt miał. A Pan puścił mnie abym sobie pobiegał po okolicznej trawie..możecie się pewnie domyślić co zrobiłem.
Pan musiał mnie za obrożę wyszarpać z wody, bo brzeg był bardzo miękki i łapy nie umiały znaleźć mocnego oparcia. Wyglądałem okropnie, choć dla mnie była to świetna zabawa, tylko coś czułem, że Pan nie jest zachwycony. Panią zatkało jak mnie zobaczyła.
Byłem taki ociekający tym błotem, że nie dało się tego usunąć szmatką. Musiałem iść do wanny. Łazienka tam była dość mała, wanna mnie nie stresuje, przeciwnie.
Ale wtedy byłem jeszcze mocno rozbawiony i w tej wannie dostałem psiego adhd. Nawet nie wiem jak to opisać, co się działo. Pani mówi, że też nie znajduje odpowiednich słów.
Po tej kąpieli Pani miała całe ręce podrapane moimi łapami, tak wierzgałem. Cud, że mi się nic nie stało, tak wydziwiałem w tej wannie. Potem mnie ogarnęła senność, a Pani musiała myć łazienkę z błota..
To był mój najgorszy numer wakacyjny, nie wiem co mnie napadło w tej wannie, nie mam wpływu na psie adhd.
Tutaj na parkingu w Espelette, miasteczku gdzie prawie na każdym domu wisiały strąki czerwonej papryki. Dostałem tutaj baskijską chustkę:-)

Tutaj z Panią w Ainhoa, bardzo ładne miejsce, spokój i wspaniałe widoki na Pireneje, dużo tam było też drzew nazywanych bananowcami.
Tutaj odpoczywam w naszym domku po wyczerpującym dniu:-)
Psia toaleta w Biarritz:-)
Oloron-Ste-Marie, Pan robi zdjęcia zabytkowego kościoła, a my z Panią cierpliwie czekamy. Wszędzie cisza i spokój, bo była to pora lunchu i całą ludność zajęta była jedzeniem.
Co rusz po drodze sklepik z smakołykami hehe..

I czy to naprawdę ja wskoczyłem do błotnistej wody?
Pogoda w ciągu dnia słoneczna, chociaż czasem wyglądało groźnie, na szczęście ulewy były tylko nocne.Raz jak byliśmy w dużym mieście Pau musieliśmy biec na parking przed deszczem, ale to był wyjątek.
Jeździliśmy do okolicznych miejscowości, zwiedzaliśmy je, Pani i Pan pamiętają nazwy, dla mnie to nie ma znaczenia. Najbardziej podobało mi się na plaży, wiecie wtedy gdy pogoniłem surfistę:-)
o tutaj o tym pisałem:
http://enzowy.blogspot.com/2008/02/przygoda-z-surferem.html
http://www.iduki.net/locations-vacances-pays-basque/default.asp?IDPAGE=346
Obok tego ośrodka płynęła sobie taka rzeczka, strumyk w zasadzie. Któregoś dnia w nocy było urwanie chmury i rankiem strumyk był brudny i dość rwący nurt miał. A Pan puścił mnie abym sobie pobiegał po okolicznej trawie..możecie się pewnie domyślić co zrobiłem.
Pan musiał mnie za obrożę wyszarpać z wody, bo brzeg był bardzo miękki i łapy nie umiały znaleźć mocnego oparcia. Wyglądałem okropnie, choć dla mnie była to świetna zabawa, tylko coś czułem, że Pan nie jest zachwycony. Panią zatkało jak mnie zobaczyła.
Byłem taki ociekający tym błotem, że nie dało się tego usunąć szmatką. Musiałem iść do wanny. Łazienka tam była dość mała, wanna mnie nie stresuje, przeciwnie.
Ale wtedy byłem jeszcze mocno rozbawiony i w tej wannie dostałem psiego adhd. Nawet nie wiem jak to opisać, co się działo. Pani mówi, że też nie znajduje odpowiednich słów.
Po tej kąpieli Pani miała całe ręce podrapane moimi łapami, tak wierzgałem. Cud, że mi się nic nie stało, tak wydziwiałem w tej wannie. Potem mnie ogarnęła senność, a Pani musiała myć łazienkę z błota..
To był mój najgorszy numer wakacyjny, nie wiem co mnie napadło w tej wannie, nie mam wpływu na psie adhd.
Tutaj na parkingu w Espelette, miasteczku gdzie prawie na każdym domu wisiały strąki czerwonej papryki. Dostałem tutaj baskijską chustkę:-)

Tutaj z Panią w Ainhoa, bardzo ładne miejsce, spokój i wspaniałe widoki na Pireneje, dużo tam było też drzew nazywanych bananowcami.





I czy to naprawdę ja wskoczyłem do błotnistej wody?

Jeździliśmy do okolicznych miejscowości, zwiedzaliśmy je, Pani i Pan pamiętają nazwy, dla mnie to nie ma znaczenia. Najbardziej podobało mi się na plaży, wiecie wtedy gdy pogoniłem surfistę:-)
o tutaj o tym pisałem:
http://enzowy.blogspot.com/2008/02/przygoda-z-surferem.html

8.04.2008
Herr Schnuppa

czy macie jakieś przezwisko? Czasem jak sobie leżę, to słyszę jak Pani i Pan mnie obgadują, no dobra niech sie to nazywa, że dyskutują o mnie:-)
Nie podsłuchuję specjalnie, po prostu sie wyleguję z zamkniętymi oczami lub zamyślona miną.
I już parę razy usłyszałem, żę nazywają mnie...PAN SZNUPA!
Wydaje mi się, że ładnie i z szacunkiem..
W końcu ludzie też maja oprócz imion swoje nicki, pseudonimy, przezwiska więc ja też mogę, prawda?":-)
Dziś w domu znowu towarzyszyły nam sportowe emocje, w zasadzie ja nie byłem tym zainteresowany i chciałem skierować uwagę na siebie, ale nie wyszło.
Ważniejsze było to kto trafi czarnym krążkiem do małej bramki, krążek kijami odbijali ludzie ślizgający sie po lodzie. Zespół z Frankfurtu pokonał ten z Kolonii więc w domu radość.
Nazywa się ta gra "hokej" i gdy Pani z Panem będą oglądać mecz na żywo w czwartek ja będę spał samotnie na kanapie..chyba, że coś ciekawego znajdę do czytania:-)
Pani znów zabezpieczyła książki przede mną, widać niekoniecznie pies musi być oczytany.
29.03.2008
wielki powrót wiosny
Leżę pod stołem i kontroluję sytuację w kuchni - obok mojej łapy na dywanie wygryzione miejsce, taka pamiątka z mego psiego dzieciństwa

W końcu jakiś przyjemniejszy dzień pod względem pogody sie trafił.
Spędziłem więc trochę czasu na balkonie. Jak wieje właściwie wiatr, to jestem w stanie powiedzieć gdzie mieszka Wolf:-). Tu na zdjęciu właśnie pracuję nozdrzem.

Bo mieszka dość blisko nas. Dziś też się razem bawiliśmy i jakieś inne psy też, ale jego lubię najbardziej.
Dostałem nową zabawkę, taka piłeczka na sztywnym sznurze, wyglądało to jak jakiś naszyjnik. Ale na łące w trakcie zabawy piłeczka sama jakoś odpadła.
Po powrocie czekała mnie niemiła niespodzianka: porządki.
Pani czyściła moją kanapę choć nie narzekałem na jej wygląd. I słyszałem jak opowiadała Panu, że wiadro z woda sie przewróciło, wiec korzystając z okazji wyczyściła moją wykładzinę:-(
Plotkuję? Tylko powtarzam to co usłyszałem, zresztą nazwa bloga jest zobowiązująca:-)
Oczywiście cieszę się, że będzie wszystko świeże, ale muszę czekać do jutra aż wykładzina wyschnie..legowisko mam na noc w dużym pokoju i brak dostępu do swojej kanapy.
W tym mieszkaniu wszędzie są kafle na podłogach, ale tam gdzie ja najczęściej przebywam są wykładziny, żeby łapy mi się nie ślizgały.
Gdy byłem na balkonie sam, to wykorzystałem tę chwilę i wyrwałem z donicy jaśmin, strata mała, bo wyglądał jak taki zabiedzony badylek, ale nie doceniono
mojego zaangażowania w porządkowanie balkonowych roślin.
Najbardziej lubię róże, ale jak do nich się zbliżam, to od razu słyszę ostrzeżenie mnie hamujące.
Przyłapany na wyrywaniu jaśminu..
Miałem dziś też trening na posłuszeństwo, zastanawiam się czy nie opłaca się być posłusznym gdy trzeba. Bo wolałbym czasem coś innego porobić niż trenować, choć panuje opinia, iż uwielbiamy treningi i ćwiczenia:D
Jeszcze mam ładne zdjęcia gdzie doskonale widać mój wspaniały ogon, ale to w innym wpisie już będzie.
W końcu jakiś przyjemniejszy dzień pod względem pogody sie trafił.
Spędziłem więc trochę czasu na balkonie. Jak wieje właściwie wiatr, to jestem w stanie powiedzieć gdzie mieszka Wolf:-). Tu na zdjęciu właśnie pracuję nozdrzem.
Bo mieszka dość blisko nas. Dziś też się razem bawiliśmy i jakieś inne psy też, ale jego lubię najbardziej.
Dostałem nową zabawkę, taka piłeczka na sztywnym sznurze, wyglądało to jak jakiś naszyjnik. Ale na łące w trakcie zabawy piłeczka sama jakoś odpadła.
Po powrocie czekała mnie niemiła niespodzianka: porządki.
Pani czyściła moją kanapę choć nie narzekałem na jej wygląd. I słyszałem jak opowiadała Panu, że wiadro z woda sie przewróciło, wiec korzystając z okazji wyczyściła moją wykładzinę:-(
Plotkuję? Tylko powtarzam to co usłyszałem, zresztą nazwa bloga jest zobowiązująca:-)
Oczywiście cieszę się, że będzie wszystko świeże, ale muszę czekać do jutra aż wykładzina wyschnie..legowisko mam na noc w dużym pokoju i brak dostępu do swojej kanapy.
W tym mieszkaniu wszędzie są kafle na podłogach, ale tam gdzie ja najczęściej przebywam są wykładziny, żeby łapy mi się nie ślizgały.
Gdy byłem na balkonie sam, to wykorzystałem tę chwilę i wyrwałem z donicy jaśmin, strata mała, bo wyglądał jak taki zabiedzony badylek, ale nie doceniono
mojego zaangażowania w porządkowanie balkonowych roślin.
Najbardziej lubię róże, ale jak do nich się zbliżam, to od razu słyszę ostrzeżenie mnie hamujące.
Miałem dziś też trening na posłuszeństwo, zastanawiam się czy nie opłaca się być posłusznym gdy trzeba. Bo wolałbym czasem coś innego porobić niż trenować, choć panuje opinia, iż uwielbiamy treningi i ćwiczenia:D
28.03.2008
taki tam deszczowy dzień
Dzisiaj udało mi się znowu pobawić z Wolfem. Pomimo tego, że jest on ode mnie starszy nie czuje przed nim respektu i staram sie go sobie podporządkować. Dziś z nami nawet i Rufus sie bawił. Rufus mieszka razem z Wolfem i jest biszkoptowym labradorem, jest starszy od Wolfa i ma za sobą zabieg na swojej męskości.
Ale sie tym nie przejmuje, tyle, że nie zawsze się z nami bawi.
Chociaż może to jest akurat kwestia wieku, ciągle słyszę, że z wiekiem będę stateczniejszy(cokolwiek to oznacza).
Pan Wolfa i Rufusa pochodzi z Finlandii. To co opowiadał podsłuchałem dopiero po powrocie do domu, bo na łące byłem zajęty bieganiem i psimi zabawami.
W Finlandii jest spokój i dużo jezior do pływania. Spokój też ma znaczenie, u nas na psiej łące często jest bardzo tłoczno i nie da się biegać i ćwiczyć. Dlatego gdy tylko jest odpowiednia pogoda i czas to jeździmy do lasu, tam można częściej niż psa spotkać konia.
Po powrocie do domu długo nie potrafiłem się ułożyć do drzemki, taki byłem nakręcony zabawą. Jak wyszedłem wieczorem z Panią, to obszczekałem taki żywopłot z iglaków, wiatr mocno wiał i jakoś podejrzanie mi szumiał. Mam też wrażenie, że w domu za tym żywopłotem mieszka jakiś kocur, a to jest warte obszczekania. Koty denerwują mnie najbardziej z wszystkiego, taka niechęć od pierwszego wejrzenia. Muszą mieć coś na sumieniu, bo zawsze jak mnie widzą to uciekają, a jak mówi się w filmach kryminalnych: niewinny nie ucieka.
Powinienem sie chyba przyznać, że dziś miałem ochrzan od Pani. Zostałem rano sam w domu i gdy już sobie pospałem, to naszła mnie myśl, że może warto sie podszkolić trochę. Wyciągnąłem z półki segregatory od Pana..takie dotyczące zagadnień z informatyki. Byłem ciekawy..najbardziej z tego wszystkiego spodobał mi się niebieski segregator, dobry mocny karton, dużo energii włożyłem w to by go pociąć. Jak Pani wróciła, to chyba miała wrażenie, że szkody są większe. Jakoś tak kawałki papieru się same rozrzucają po całym pokoju. Pewnie znowu pojawi się blokada na dolne półki z książkami.
Ale czy czasem nie mam racji - rok temu rozprawiłem się z książka "Komórka" Stephena Kinga, nowa, nieczytana:-)
Pani niedawno się męczyła z nią, sam słyszałem jak wspominała, że rozczarowała się i nie podobała jej się. Aż żal, że nie rozszarpałem jej całej.


A na dobranoc moje szczenięce chrapanie.
Ale sie tym nie przejmuje, tyle, że nie zawsze się z nami bawi.
Chociaż może to jest akurat kwestia wieku, ciągle słyszę, że z wiekiem będę stateczniejszy(cokolwiek to oznacza).
Pan Wolfa i Rufusa pochodzi z Finlandii. To co opowiadał podsłuchałem dopiero po powrocie do domu, bo na łące byłem zajęty bieganiem i psimi zabawami.
W Finlandii jest spokój i dużo jezior do pływania. Spokój też ma znaczenie, u nas na psiej łące często jest bardzo tłoczno i nie da się biegać i ćwiczyć. Dlatego gdy tylko jest odpowiednia pogoda i czas to jeździmy do lasu, tam można częściej niż psa spotkać konia.
Po powrocie do domu długo nie potrafiłem się ułożyć do drzemki, taki byłem nakręcony zabawą. Jak wyszedłem wieczorem z Panią, to obszczekałem taki żywopłot z iglaków, wiatr mocno wiał i jakoś podejrzanie mi szumiał. Mam też wrażenie, że w domu za tym żywopłotem mieszka jakiś kocur, a to jest warte obszczekania. Koty denerwują mnie najbardziej z wszystkiego, taka niechęć od pierwszego wejrzenia. Muszą mieć coś na sumieniu, bo zawsze jak mnie widzą to uciekają, a jak mówi się w filmach kryminalnych: niewinny nie ucieka.
Powinienem sie chyba przyznać, że dziś miałem ochrzan od Pani. Zostałem rano sam w domu i gdy już sobie pospałem, to naszła mnie myśl, że może warto sie podszkolić trochę. Wyciągnąłem z półki segregatory od Pana..takie dotyczące zagadnień z informatyki. Byłem ciekawy..najbardziej z tego wszystkiego spodobał mi się niebieski segregator, dobry mocny karton, dużo energii włożyłem w to by go pociąć. Jak Pani wróciła, to chyba miała wrażenie, że szkody są większe. Jakoś tak kawałki papieru się same rozrzucają po całym pokoju. Pewnie znowu pojawi się blokada na dolne półki z książkami.
Ale czy czasem nie mam racji - rok temu rozprawiłem się z książka "Komórka" Stephena Kinga, nowa, nieczytana:-)
Pani niedawno się męczyła z nią, sam słyszałem jak wspominała, że rozczarowała się i nie podobała jej się. Aż żal, że nie rozszarpałem jej całej.
A na dobranoc moje szczenięce chrapanie.
25.03.2008
wieczorem na kanapie
Po powrocie ze spaceru czułem potrzebę porządnej drzemki. Dostałem zaproszenie na kanapę i przez chwile spoglądałem w tv, bo występował w serialu pies golden retriver, nazywał sie Hotdog..trochę głupie imię dla psa, prawda?
Zanim zdążyłem o tym więcej pomyśleć, to już sobie spałem, lekko pochrapywałem i przybierałem różne pozy. Ostatni kwadrans mego wylegiwania się został uwieczniony:
24.03.2008
lany poniedziałek
Leje, ale głównie z nieba, czasem śnieg, a czasem deszcz ze śniegiem. Rano jak wstaliśmy, to było wszędzie na dworze biało.
Pan postanowił, że pojedziemy na polną drogę, a Pani coś na gardło narzeka, to została w domu i oglądała film o detektywie Poirot.
Pan zrobił krótkie filmiki o mnie na dworze, tak wiało, że ręka trochę mu sie trzęsła:-)
Ale można zobaczyć jakie warunki atmosferyczne panowały podczas naszego spaceru.
Subskrybuj:
Posty (Atom)