Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pływanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pływanie. Pokaż wszystkie posty

10.08.2008

rozmyślania o pływaniu

Chciałem już wcześniej parę słów napisać, ale Pani wykonywała albo jakieś prace porządkowe, albo leżała na kanapie i oglądała jakieś filmy czy coś tam.
Potem poczuła ból głowy i na moje sugestie by zrobić wpis odpowiadała "Enzusiu daj spokój".
Może powinienem jak Owczarek nauczyć się sam pisać na klawiaturze?
Byłbym wówczas taki niezależny:-)

Teraz to już wszystkie myśli, które chciałem tu zostawić mi uleciały.
Dziś w telewizji widziałem fragment jakichś wyścigów na basenie. Ponoć to były eliminacje do finału męskiego. Nie wnikałem w szczegóły. Ale taki duży basen! I ten pan, który płynął zdecydowanie szybciej niż inni. I płynął w bardzo różny sposób. Pani mi powiedziała, że są różne style pływania. Delfinem, żabką, kraulem i pieskiem też się ponoć pływa:-). Ów mężczyzna płynął delfinem, bardzo mi się to podobało. Później już użył innego stylu i ostatecznie wygrał ten wyścig. Pani wytłumaczyła mi, że to taki pierwszy etap był a ten główny wyścig dopiero będzie miał miejsce. Muszę obejrzeć jak będą ścigać się w basenie najlepsi.
Zastanawiałem się, kto byłby szybszy w jeziorze, ja czy taki pływak?
Muszę Pana poprosić o mierzenie mi czasu podczas następnej wyprawy nad jezioro.
Ja mam dużo siły i długo wytrzymuje w wodzie. Na przykład odpływam od brzegu na pewną głębokość i odwracam sie czekając aż Pan rzuci aport, w tym czasie moje łapy ciągle pracują. Tak sobie nimi przebieram w wodzie, a tylko mój łeb wystaje nad wodę:-).
Gdy widzę, że aport rzucony, to robie taki jakby wyskok i bez większego wysiłku płynę w jego stronę.

Dzisiaj idę sobie spokojnie z Panem wieczorem na łąkę i kogo tam spotykam?
Mastifa Aresa i jego świtę.
Lekko sie zmieszałem ale tchórzostwo nie w moim stylu, więc po prostu zachowałem dystans i dałem sygnał, że nie mam zamiaru ich zaczepiać i przyjąłem do wiadomości, że są silniejsi i mają przewagę.
Trochę lepiej mi się na psiej duszy zrobiło jak sobie pomyślałem, że Ares też musi mieć przed kimś respekt.
Na przykład przed nim:

7.08.2008

pływanie - zdjęcia

Leje coraz mocniej, deszcz wali w szyby samochodowe, ciemno jak późnym wieczorem, my spokojnie jedziemy nad jezioro:-)
Patrzę przez okno trochę zaniepokojony, a może tylko zdziwiony?

Podczas moich wyczynów nad jeziorem ani kropla deszczu już nie spadła, żadna błyskawica się nie pojawiła, ani też pomruk burzy.
Spoglądam w stronę Pana, który szykuje się do rzutu aportem:-)

Aport rzucony, więc i ja się rzucam na wodę.

Wyłowiony i dostarczony(aport), teraz czekam na pochwałę i nagrodę.

Niebo z zestawem różnych chmur, ta czarna od nas właśnie odchodziła.

Rzut kijem też miał miejsce, tu warto zauważyć jak mój ogon śmiesznie wygląda

I jeszcze widok na jezioro i niebo w okolicach 20-tej. Dobrze, że zawróciliśmy i jednak mogłem popływać.

wiadomo, dobre spanie po pływaniu

właśnie Pani policzyła i wyszło, że dziś mam równo 20 miesięcy!

burzowy wieczór



Na wieczór było zaplanowane pływanie. Trochę się ściemniło jakby miała być burza, ale zeszliśmy do samochodu.
W drodze nad jezioro nagle pojawiła się burza, błyskawice, bardzo mocna ulewa. Gałęzie z drzew latały wkoło, a liście na ulicy wykonywały jakiś dziwny taniec.
A my uparcie jechaliśmy:-)
Nigdzie nie było widać czystego kawałka nieba, wszędzie chmury. Pani powiedziała, że się boi być nad jeziorem i Pan zawrócił. Trafiliśmy na korek spowodowany wypadkiem.
Chwilkę tam postaliśmy i Pan zauważył, że się przejaśnia, przejaśniało się dokładnie tam gdzie jest jezioro!
Wobec tego wróciliśmy ku mojej radości nad jezioro:-)
Oczywiście było pusto, ani grillowiczów, ani plażowiczów, ani biegaczy czy też kolarzy. Tylko my i kaczki.

31.07.2008

przy upale psie dumanie

Podczas takiego upału jaki w ostatnich dniach trwa najlepiej myśleć o czymś innym niż słońce.
Wczorajsze pływanie przypomniało mi moje wodne przygody. W chwilach dziś ciężkich przypominałem sobie gdzie pływałem i jak było przyjemnie:-)
Na zdjęciach poniżej Enzo-szczeniak:-)
Miałem wówczas jakieś 6 miesięcy i chwilami byłem taką wodną ciapą.

Nie wiedziałem, że fal nie da się ugryźć.
Hm, to chyba też taki odruch, bo atlantycką fale też chciałem łapać w zęby, a byłem wówczas już starszy niż na poniższym zdjęciu

Idealną zabawą nad wodą jest też kopanie w piachu. Chociaż to tylko ja jestem wtedy szczęśliwy, bo mnie to nie rusza, że później ten piasek stopniowo odpada z suszącego się futra.

Słyszałem, że niektóre psy po kąpieli w morzu czy oceanie mają problemy skórne. Ja nigdy żadnych nie miałem. Nigdy też mnie po takiej kąpieli nie spłukiwano słodką wodą, choćby z tej przyczyny, że takiej nie było w pobliżu:-)
Jak było upalnie to samoistnie i błyskawicznie schnąłem, w innych sytuacjach Pani albo pan wycierają mnie ręcznikiem.
Po pływaniu w różnych rzeczkach, jeziorach też nic mi nie było i wierzę że zawsze tak będzie:-)

Dzisiaj nawet ja, który nie piję wody za wiele, uzupełniałem sobie płyny regularnie. Wieczorem miałem spotkanie na łące i szalałem z Wolfem i Rufusem, był też TEN dalmatyńczyk, chciał ponownie mnie zdominować, ale zdecydowałem się dać mu sygnał ostrzegawczy:-)
Wybawiłem się dobrze i do domu wróciłem zmęczony ale szczęśliwy.
Tylko trudno znaleźć mi miejsce na sen, co jakiś czas się budzę i przemieszczam, wszędzie jest za ciepło..
O, to byłoby na dziś odpowiednie:

6.05.2008

cd niedzielnego pływania

Moje niedzielne pływanie w obiektywie Pana

Tu jak widać już cały mokry jestem i kolejny raz szykuję się do skoku do wody. Jeszcze tylko muszę zerknąć gdzie to leci mój aport.
Tak, widzę go, teraz jak najszybciej muszę do niego dopłynąć, nic innego nie jest w tej chwili ważniejsze..Trochę wyglądam jak na wodnych nartach, taki ślad zostawiają moje tylne łapy:-)

Wyczekiwanie..zamiast czekać na brzegu już stoję w wodzie. Potrafię nawet usiąść w wodzie gdy trzeba.

Tu akurat nie siedzę ale myszkuję sznupą pod wodą, widocznie było coś tam interesującego. Dziś już nie pamiętam co to mogło być.

A tutaj już przy brzegu z aportem, a mój ogon zostawia za sobą ślad stworzony z kropli wody
i zgrabny skok na brzeg - oddanie aportu, otrzepanie się i oczekiwanie na kolejny rzut.

tutaj taka krótka fotograficzna historia jednego skoku, wbiegam do jeziora, odbijam sie od dna, płynę i nawet troszkę się zanurzam:-)))



5.05.2008

wieczorne wyjście nad jezioro

Już dziś sobie myślałem, że żadnych ciekawych wyjść nie będzie. Oczywiście łąka jest dla mnie interesująca, bo zawsze mogę tam pomęczyć inne psiaki. Pani mówi, że wszyscy zaczną ode mnie uciekać jak będę ich tak seksualnie dręczył, ale to przecież normalne, psie zabawy prawda?
Jak już porządnie się wyspałem podczas popołudniowej drzemki, to ze swojego kącika z zabawkami zacząłem wynosić zabawki i sugerować to Pani, to Panu, że pora na jakieś gry. Pan mi powiedział, że może zadzwonić do Marcina, to ze mną sznur na pewno chętnie poprzeciąga, nawet numer mi wybierze do niego..zastanawiałem się czy czuć się urażonym czy nie.
Pewnie Pan się stresował, że będę wygrywał przeciąganie sznura:D
Nagle z rozmowy wywnioskowałem, że jednak coś będziemy robić innego niż nasza okoliczna łąka.
Pani zabrała moje ręczniki i zeszliśmy do garażu. Tak się cieszyłem, że ta droga mi się trochę dłużyła, choć nad jezioro sie jedzie może 10 minut?no 15:-)
Zaczynał się ciepły wieczór, a cały brzeg jeziora był zajęty przez ludzi! Golizna, grille, kocyki, inne psy. Musieliśmy iść trochę brzegiem i poszukać wolnego kawałka. Już cały byłem tym napięty i szedłem nic nie słysząc..
W końcu trafiło się dobre miejsce! Od razu wbiegłem do jeziora i już czekałem na aport. Nic mnie nie interesowało, ani kaczki, ani łabędzie, ani kajaki, szczekające gdzieś psy, piski ludzkie NIC. Liczył się tylko mój pomarańczowy aport. Wpierw rzucał mi Pan, tak jak on to potrafi - daleko:-)
Pani robiła mi zdjęcia i filmiki. Oto zdjęcie jak czekam na rzut:
Tutaj już prawie dopływam do brzegu z aportem:
Oczywiście za każdym razem po wyjściu muszę się dokładnie otrzepać, prychnąć i wypluć wodę.
Potem Pani mi rzucała aport, oczywiście jak zwykle blisko. Doceniam starania, w tym czasie Pan zrobił mi zdjęcia, które jutro pokażę tutaj.
Raz Pan rzucił mi aport gdy gryzłem na brzegu kijek. Nie zauważyłem tego rzutu i na polecenie "szukaj" biegałem po brzegu, spoglądałem w stronę, którą Pan wskazywał, ale nic tam nie widziałem..choć bardzo chciałem zobaczyć hehe
Pan rzucił czymś więc w stronę gdzie sobie aport pływał i zacząłem tam płynąć. Oczywiście na początku aportu nie widziałem, po chwili jednak pomarańcz rzucił mi się w oczy. Złapałem aport, ale chciałem znaleźć jeszcze tamtą rzecz, która Pan rzucił! Myśleli, że jestem taki mało bystry i nie kapnę się, że to było coś innego od aportu?
Pan mnie jednak przywołał i się nie upierałem przy poszukiwaniach. Widocznie nie było to nic tak ważnego jak mój aport.
W końcu trzeba było wracać. Już w samochodzie poczułem chęć drzemki. W domu zjadłem i od razu moja kanapa i sen. Przebudziłem się a w pokoju ani Pana ani Pani, poszedłem do dużego pokoju, a oni na swoich kanapach, pomyślałem, że się dołączę:-)
Ale Pani zareagowała i nic z tego. Dopiero po paru minutach sama mnie zaprosiła. Ułożyłem się przy jej nogach i od razu mocno zasnąłem.
Tu Pani mi cyknęła zdjęcie - już się rozbudziłem, zdziwiony, że jej obok nie ma:

A tu chytrze przeszedłem na kanapę obok i udawałem, że mocno śpię. Taki mały nielegal:-)
Jednak Pani wychodziła z pokoju i musiałem zejść, a ile mojego futra tam zostało ho ho...
dopisek:
wróciłem z nocnego wyjścia i po tym pływaniu to dużo musiałem sie wody nałykac, bo sikałem chyba z 5 min bez przerywania!
Pani mówi, że przesadzam i może to było o połowę mniej, nie wiem- nie wiem..
był to mój rekord w staniu na trzech łapach gdy czwarta jest lekko uniesiona i odchylona na zewnątrz:-)

30.03.2008

wodne zabawy

Po południu okazało się, że jedziemy nad jezioro. Dzień był odpowiedni, bo rano słońce świeciło, a temperatura była powyżej 15stp.C
Jak zauważyłem, że jedziemy na pływanie, to ogarnęła mnie niecierpliwość, całą drogę przesiedziałem, choć zazwyczaj w samochodzie sobie leżę.
Nad jeziorem było sporo osób, ciągle jakieś nowe psy sie pojawiały na ścieżce, gdy akurat pływałem były mi one(te psy) obojętne. Ale gdy byłem na lądzie to chciałem do nich biec, ale nie spotykało się to z entuzjazmem zarówno moich Państwa jak i państwa tych innych psów.
Widać taki mokry jestem mniej atrakcyjny towarzysko.
W wodzie pływały łabędzie i kaczki, ja jednak zwracałem uwagę tylko na mój pomarańczowy aport.
Pan zawsze rzucał mi daleko, Pani niestety słabiutko..
Jezioro trochę falowało, bo wiał wiatr i po aport płynięcie było dość wysiłkowe, za to droga powrotna to już luzik.


Aport już w wodzie, ja lada chwila cały sie zanurzę:

Aport dostarczony, strzepnięcie nadmiaru wody z siebie:

Długi skok, ogon wyprostowany, wzrok czujny:

Mój ogon jak ster, właśnie moje ciało szykuje sie do zwrotu w strone brzegu:

I już spokojnie płynę do brzegu:

Z radością za chwilę przekażę aport Panu:

W drodze do domu:
Zasłużony odpoczynek na mojej doprowadzonej do porządku kanapie:-)


27.03.2008

z sierpnia 2007

Chciałbym jeszcze powspominać swój pobyt w Polsce w sierpniu. Mieszkałem wtedy u Kamy. Ciągle ją zaczepiałem, bo byłem młodszy i wydawało mi się, że będzie się chciała bawić tak jak ja. Ale w domu za bardzo nie mogliśmy się wygłupiać. Na noc musiałem być w sypialni z Panią i Panem, a Kama gdzie indziej.
:-)
Czasem zostawaliśmy sami w całym domu, ale każde gdzie indziej. Odkryłem wtedy, że łóżko jest bardzo niskie i miękkie i cóż..nie trudno sie domyśleć co z tym zrobiłem.
Nie zawsze miałem dobry refleks i zostałem przez Panią od Kamy nakryty..no i moje futro tez mnie demaskowało.
Wiem, że nie wolno ale pokusa była silniejsza. U nas w domu do sypialni nie mogę wchodzić, a samo łóżko jest wysokie. Choć myślę, że dałbym rady wskoczyć:-)
Któregoś dnia pojechaliśmy nad wodę, było to jezioro z jednej strony miało plażę. Pogoda jak na lato była marna więc oprócz nas nikogo więcej nie było.
Pani od Kamy miała aport i ja z Kamą mieliśmy go przynosić z wody.
Nim jednak do tego doszło zauważyłem boję..
Nie wiedziałem jednak co to jest, a na pierwszy rzut oka wyglądało kolorystycznie jak aport więc pobiegłem do wody jak strzała. Chwyciłem w zęby ale jakaś siła nie pozwalała mi odpłynąć. Ten niby-aport był boją oznaczającą teren kąpieliska..
Nie mogłem w to uwierzyć, że tego nie da sie wyciągnąć i dłuższą chwilę młóciłem łapami w wodzie w jednym miejscu. Pan i Pani mnie wołali, ale jak miałem do nich pobiec bez tego niby-aportu?
Pan zdjął buty i po mnie tam przyszedł, wtedy się zorientowałem, że mam już tej boi nie szarpać. Pani oczywiście się stresowała, że jakaś głupota mi tam strzeli do łba.
Dalsza część naszego pobytu nad wodą upłynęła na aportowaniu, pływaniu, biegach z Kama po piasku.



tutaj ja przejąłem aport

czekamy z Kamą na daleki rzut aportem, kto pierwszy go dopadnie:)

Kama na piachu z aportem, cała w ruchu!

a tutaj ja po akcji z bojką..

23.02.2008

Dzisiejsza wyprawa nad jezioro







Dziś miałem niespodziankę, Pan pojechał ze mną nad jezioro.
Nie spodziewałem się tego, byłem przekonany, że jedziemy do lasu, albo na pola. Tak bardzo się ucieszyłem, że w końcu wskoczę do wody. Pan chyba czytał moje wspomnienia o pływaniu i postanowił otworzyć dziś sezon 2008:-)
Na dworze było wiosennie, słońce świeciło, nad jeziorem tłumów nie było.
Pan wziął mój pomarańczowy aport i poszliśmy na brzeg. Według Pana woda była zimna, dla mnie bez różnicy. W końcu to ja miałem pływać, a nie Pan.
I wskakiwałem za aportem, raz bliżej brzegu Pan rzucał, raz dalej. Kątem oka widziałem łabędzia i kaczki, ale skupiałem się na wyłowieniu aportu i dostarczeniu go na brzeg.
Czasem byłem obserwowany przez przechodzących ludzi, chyba podziwiali jak zgrabnie i szybko pływam. Niestety jak dopływałem do brzegu, to nikogo nie było, a chętnie bym przecież podbiegł się przywitać.
I niestety nadszedł moment, że Pan postanowił zakończyć wodne zabawy. Poszliśmy w strone samochodu gdzie zostałem wytarty, nie lubię tego za bardzo. Sam się otrzepuje z wody, wg mnie to wystarczy. Ale poddaję się temu rytuałowi wycierania skoro trzeba.
Wbiegłem zadowolony do domu, a tam wyczułem, że jakieś dodatkowe porządki były, wykładzina i dywan pod stołem pachniały jakoś obco. Ale jak trochę sie tam powyleguje to znowu będzie mój zapach dominujący.

pływanie z Kamą




Gdy w 2007 roku przyjechałem do Polski, to mieszkałem właśnie u Kamy. I później już zawsze mieszkałem u niej. Pierwszy raz to byłem jeszcze mało dorosły i ciągle ją nagabywałem do zabaw. Kama się ze mną bawiła choć z jej sygnałów zrozumiałem, że nie jest to dla niej tak ważne jak dla mnie. Brałem jej zabawki, czasem leżałem na jej legowisku, szczerze mówiąc mocno ja męczyłem..
Ale gdy jechaliśmy/szliśmy w teren to rozumieliśmy się świetnie, zresztą zobaczcie na zdjęciach jak szaleliśmy:-)
Każdy z nas chciał wyłowić aport z wody, próbowaliśmy go sobie nawet na piasku wyrywać. W dodatku wszędzie był piach, a ja lubię kopać w piasku:-)
Kama jest już dorosła, jest goldenką i mieszka w Sławkowie ze swoja Panią i swoim Panem.
Wśród goldenów są nazywani "Kamowie". To moi chyba powinni się nazywać "Enzowie":-)))

Jeszcze opisze moje inne spotkania z Kamą, to był taki wstęp:-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...