Tak się złożyło, że spędziłem parę chwil ostatnio w Polsce. Oczywiście nie wiedziałem początkowo, że jadę tak daleko. Jednak jechaliśmy i jechaliśmy i zorientowałem się, że cel nie jest w okolicy Adlikonu. Gdy w końcu dotarliśmy, pomimo zmęczenia od razu ochoczo wyskoczyłem ze swojego miejsca samochodowego. Rozpoznałem znajomą okolicę - to królestwo Kamy było. I ona sama też już kręciła się po podwórku głośno mnie witając.
Wylewnie się z nią powitałem, ale chyba była nieco zaskoczona mocą moich uczuć;-)
Ja tak bardzo się cieszyłem, że nawet zapomniałem o przykazaniach pana doktora(by nie szaleć i uważać przy korzystaniu ze schodów). Szczęśliwie nic sobie nie nadwyrężyłem.
Akurat te dni były bardzo gorące i duszne, oboje z Kamą szukaliśmy więc jakichś chłodniejszych miejsc, przewiewu. Najlepsze były poranki - litościwie pobudkę zarządzałem w okolicy 7-mej a nie godzinę wcześniej. Pan jednak chętnie się budził i razem z Kamą szliśmy na podwórze, gdzie głośno i wyraźnie komunikowałem okolicy że już wstaliśmy;-).
Teraz wydaje mi się, że tyle czasu tam byliśmy, a przecież to była tak naprawdę taka krótka wizyta..
Jednak udało mi się zanurzyć w przyjemnej wodzie! Było to tak, że na spacerze w okolicznych lasach trafiło nam się błoto. Jaki pies z tego by nie skorzystał? Ja i Kama oczywiście uświniliśmy się konkretnie. I jak tylko pojawiła się rzeka, to hop i już byliśmy w wodzie.
Uczucie było fantastyczne, kręciłem łapami ile sił, a ciągle byłem w miejscu! To mnie bawiło i mógłbym zdecydowanie więcej czasu poświęcić na takie kąpiele;-)))
Mostek, raczej taki mało solidny, ale kto by się mostkiem przejmował, ważne jaka super rzeka pod nim płynie.
I oto ja pływający w miejscu;-)
A po takim spacerze obfitującym w leśne atrakcje dobrze było rozłożyć się w kuchni. Niby drzemka, niby zmęczenie, ale gdy Pan Kamy przyszedł robić posiłek, to wiadomo że coś tam i nam się dostało warzywnego..
I kiedy już sobie wszystko ustawiłem(że rankiem na podwórko, potem jakaś pobliska okolica, w międzyczasie drzemki w kuchni), to okazało się że już jedziemy do domu. Dla mnie jako psa jednak czas inaczej płynie i miałem wrażenie, że spędziłem z Kamą dużo miłych chwil.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą labrador pływa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą labrador pływa. Pokaż wszystkie posty
7.08.2014
13.10.2011
3.10.2011
plażowanie
Plaża i morze zaprosiły mnie do zabawy. Oczywiście skorzystałem.
Na początek rozgrzewka. Trucht po piachu. Delikatnie, bez napinki, tak by łapy sie trochę rozruszały przed pływaniem.


Lekkie zanurzenie, trzeba sprawdzić czy woda ma odpowiednią temparaturę, czy miło łaskocze fala po brzuchu.

Pasuje, będę plywał;-)
Halo, gdzie jest Pan??


Słońce grzeje jak szalone, ale woda tak miło chłodzi, jest bardzo, ale to bardzo przyjemnie. Mógłbym tak długo, sam nie wiem jaki mam próg wytrzymałości na pobyt w morskiej wodzie. Pewnie w końcu by mi się znudziło.
A może jednak Pan ze mną popływa..najlepiej pływa sie razem. Mógłbym z innym psem uprawiać pływanie synchroniczne;-)), jakby to było możliwe.
Na razie pływam razem z swoim Panem. Wolę gdy płyniemy obok siebie, a tu Pan zaskoczył mnie tym, że mi troche uciekł i musialem go gonić. Bardzo mnie to denerwowalo, że płynie tak przede mną!
W końcu para na zabawy plażowe, czyli bieganie bez ładu i składu po plaży. Wąchanie jakichś dziwnych, obcych zapachów, kopanie dołków i zanurzanie sznupy w piasek.

Jeszcze łyk słodkiej wody i już powrót do samochodu i powrót do wakacyjnego domu. A tam jeszcze tylko spłukanie wodą z szlauchu soli i piachu ze mnie, micha z jedzeniem i już mogę sobie odpoczywać na podwórku.






Halo, gdzie jest Pan??









17.10.2010
na plaży

Ta plaża bardzo, ale to bardzo mi się podobała. Była dokładnie taka jak lubię: szeroka, piaszczysta i praktycznie pusta;-)







Pan jednak tak zdecydowanie mnie wołał, że zawróciłem. To posłuszeństwo czasem mi ciąży..

To ciekawe, bo to akurat są chwile w których jestem bardzo szczęśliwy, zadowolony i rozpiera mnie radość, że jest tak pięknie i że mogę wszystko...

Tam przy brzegu nie było jakoś mocno głęboko, ja wypływałem dalej niż oni zarzucali wędki, a jednak żadna ryba się o mnie nie otarła. A jednak oni coś wyciągali z tego morza..

8.11.2009
na deszczowy wieczór
szybka przejażdżka nad Sekwaną:
spokojny spacer po ogrodach zamku Villandry
relaks w oceanie:-)))
spokojny spacer po ogrodach zamku Villandry
relaks w oceanie:-)))
30.04.2009
foto story z pływania w leśnej rzece
Pierwsze moje porządne zanurzenie w wodzie w tym roku!
Nawet nie muszę chyba mówić jak się cieszyłem i z jaką radością wbiegłem do rzeki.

Woda jest tam czysta, choć jak widać na zdjęciach szybko się zamula. Ja i Kama mocno szaleliśmy - wskakiwaliśmy, wybiegaliśmy mącąc rzekę maksymalnie. Brzeg piaszczysty, w zasięgu sznupy wiele kijków.

Trochę pod górkę ale chwila i jestem na górze,
Kama też. Za nami na wodzie pozostają tylko ślady:-)

Czyż nie wygląda tam sielsko? Miałem chwilami wrażenie, że jesteśmy w samym środku jakiejś leśnej głuszy. Wokół las, rzeka odpowiednio szeroka i głęboka, żadnych innych osób. I ja sobie płynę spokojnie środkiem rzeki,
a ogon moim sterem.
Tu się trochę na Pana zagapiłem, ale nie zachłysnąłem się wodą.

Leśny mostek, trochę się zużył i nie miałbym odwagi na niego wejść,
Pan jednak nie miał obaw żadnych i wszedł by zrobić mi m.in. takie zdjęcie:
Tu z Kama razem,
a w zasadzie gęsiego, płyniemy:-)
Tu też spojrzenie z góry na nasze grzbiety:
Kama jak prawie każda kobieta lubi kwiaty, więc jak tylko jeden z nich zauważyła w wodzie to popłynęła w jego kierunku:
Ja też lubię kwiaty:-), ale w tym przypadku wybrałem kijek:-)

I jeszcze solo w wodzie:
Nawet nie muszę chyba mówić jak się cieszyłem i z jaką radością wbiegłem do rzeki.

Woda jest tam czysta, choć jak widać na zdjęciach szybko się zamula. Ja i Kama mocno szaleliśmy - wskakiwaliśmy, wybiegaliśmy mącąc rzekę maksymalnie. Brzeg piaszczysty, w zasięgu sznupy wiele kijków.

Trochę pod górkę ale chwila i jestem na górze,


Czyż nie wygląda tam sielsko? Miałem chwilami wrażenie, że jesteśmy w samym środku jakiejś leśnej głuszy. Wokół las, rzeka odpowiednio szeroka i głęboka, żadnych innych osób. I ja sobie płynę spokojnie środkiem rzeki,



Leśny mostek, trochę się zużył i nie miałbym odwagi na niego wejść,


Tu z Kama razem,



Kama jak prawie każda kobieta lubi kwiaty, więc jak tylko jeden z nich zauważyła w wodzie to popłynęła w jego kierunku:


I jeszcze solo w wodzie:

16.11.2008
allez les bleu
ponieważ pogoda ostatnio nie rozpieszcza postanowiłem powspominać swoje wakacje:-)
dwa filmy z mojego pływania w oceanie. powinny się nazywać "błękitnymi", przypadkowo aparat był tak dziwnie ustawiony i kolory nie są naturalne.
dźwięk lepiej ściszyć, bo słychać mocno wiatr:-)
jak ktoś się dobrze przyjrzy to widać pracę moich łap
(nie napisze "doskonałą pracę", bo znowu Pan zwróci mi uwagę, że jestem samochwałą)
dwa filmy z mojego pływania w oceanie. powinny się nazywać "błękitnymi", przypadkowo aparat był tak dziwnie ustawiony i kolory nie są naturalne.
dźwięk lepiej ściszyć, bo słychać mocno wiatr:-)
jak ktoś się dobrze przyjrzy to widać pracę moich łap
(nie napisze "doskonałą pracę", bo znowu Pan zwróci mi uwagę, że jestem samochwałą)
7.10.2008
od rana do wieczora
Poniedziałek 22-go września rozpocząłem od wyjścia na plażę. Codziennie Pan brał mnie na taki spacer. Trochę biegania po lesie, trochę po plaży, potem podjeżdżaliśmy do piekarni po bagietki. Bardzo sympatyczny początek dnia .
Jeszcze ciemnawo, ale lada chwila błyśnie mocniej słońce:
W drodze na plażę:

Co za niespodzianka, na plaży już biegał jakiś Francuz:-). Nawiązujemy kontakt:

Poranna inspekcja zieleni otaczającej nasz domek:


Późnym popołudniem pojechaliśmy na plażę w Saint Girons, dość blisko naszej miejscowości to było.
Ledwo mnie tutaj widać, fale były tego dnia całkiem spore. Dla mnie to obojętne, ja się nie boję fal, nawet takich, które mnie zakrywają:-). Nie napiszę kto bał się najbardziej.

Piach przy brzegu mokry, łapy się zapadały, trochę mnie to denerwowało.
Dlatego odbiegłem nieco dalej.

Miasteczko puste, wszystko pozamykane, domy widać że już opuszczone i czekają na sezon letni.
Każdego dnia miałem zapewnione interesujące wyjścia. Najbardziej podobało mi się coś takiego jak ten opisany powyżej dzień. Las, woda, plaża. Wyjazdy do miasteczek i miast mniej mnie interesowały co czasem dość mocno dawałem do zrozumienia...
Mam takie przeczucie, że np. wycieczka do Bajony będzie mi często przypominana:-(
Pierwszy raz podczas wspólnych naszych wyjazdów zostawałem sam w domu. Dokładnie nie wiem na jaki czas, bo obrażałem się i zasypiałem, budziłem się słysząc jak pod dom podjeżdża nasz samochód.
Jeszcze ciemnawo, ale lada chwila błyśnie mocniej słońce:

W drodze na plażę:

Co za niespodzianka, na plaży już biegał jakiś Francuz:-). Nawiązujemy kontakt:

Poranna inspekcja zieleni otaczającej nasz domek:


Późnym popołudniem pojechaliśmy na plażę w Saint Girons, dość blisko naszej miejscowości to było.
Ledwo mnie tutaj widać, fale były tego dnia całkiem spore. Dla mnie to obojętne, ja się nie boję fal, nawet takich, które mnie zakrywają:-). Nie napiszę kto bał się najbardziej.

Piach przy brzegu mokry, łapy się zapadały, trochę mnie to denerwowało.

Dlatego odbiegłem nieco dalej.

Miasteczko puste, wszystko pozamykane, domy widać że już opuszczone i czekają na sezon letni.

Mam takie przeczucie, że np. wycieczka do Bajony będzie mi często przypominana:-(
Pierwszy raz podczas wspólnych naszych wyjazdów zostawałem sam w domu. Dokładnie nie wiem na jaki czas, bo obrażałem się i zasypiałem, budziłem się słysząc jak pod dom podjeżdża nasz samochód.
Subskrybuj:
Posty (Atom)