Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moliets. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moliets. Pokaż wszystkie posty

7.08.2010

co w trawie piszczy

Myślami jestem już przy jakimś wyjeździe wypoczynkowym..
Nie żebym był jakiś przepracowany i wymęczony;-), ale jestem ciekawy gdzie tym razem pojadę i czy będzie możliwość popływanie w jakiejś większej wodzie!
Ostatnio miałem potężną czkawkę, aż uszy mi się trzęsły od tych czknięć, pomyślałem wtedy, że to może Ocean Atlantycki o mnie myśli?
:-)
Ech jak miło się pływało.. A jak dobrze wspominam te poranki w Moliets, gdy z Panem schodziłem na pustą plażę, potem moczenie łap w oceanie, a potem wizyta w miejscowej piekarni po pieczywo na śniadanie.
Popołudniami za to intensywne pływanie..
Inne wizyty nad oceanem też dobrze wspominam, ale Moliets najlepiej, bo trwało to najdłużej( a ja lubię pewną regularność).
Jednak jako wspomnienie przypomnę film z ubiegłego roku, też Atlantyk, ale w innym miejscu.
Przyjemnie mi wracać myślami do tamtych chwil.. radość, szczęście. (09.2009)


Tymczasem wracam do rzeczywistości.
W naszym parku golfiści amatorzy trenowali sobie uderzenia. Od razu spodobało mi się to, a najbardziej te golfowe piłeczki. Znalazłem wszystkie te których szukali. Oczywiście oddałem je, a golfiści mnie chwalili i mówili różne miłe słowa pod moim adresem, których ze skromności nie przytoczę.
Oprócz charcicy Marie-Sol poznałem dwa inne psy. Oba zostały przywiezione do Niemiec z daleka. Jeden z Grecji a drugi z Tajlandii. Oba w swoich poprzednich miejscach zamieszkania były samotne,tzn nie miały żadnych opiekunów, nie miały swojego domu i miały po prostu ciężkie życie.
Są jeszcze trochę zdystansowane, ale okazałem im przyjazne uczucia i mam nadzieje, że inne psy z naszego parku też będą dla nich miłe!
Dziś miałem też wizytę u doktora. Pani Kornelia badała moje uszy i dała mi zastrzyk na boreliozę (abym nie zachorował)/
Uszy udało się wyleczyć.
A jak przyszedłem na wizytę i Pani Kornelia mnie zobaczyła, to zawołała: O, Herr Enzo!!
I zaraz wysłała swoją asystentkę do spiżarni po paczkę psich smakołyków:-))))
Chyba nadal jestem tam jedynym psem, który sam, z radością, wskakuje na lekarską kozetkę hehe:-)

7.10.2008

przy basenie


Swoje legowisko miałem oczywiście ze sobą. Najczęściej było pełne piachu, po szaleństwach na plaży piasek miałem wszędzie. Ale mi to nie przeszkadza, jak jestem zmęczony, to spać mogę w każdym miejscu.
Pewnie trudno w to uwierzyć, ale ani raz nie wskoczyłem do tego basenu. Intrygował mnie on bardzo, w końcu to woda:-)
Nie widziałem żadnego wygodnego zejścia do tej wody więc tam nie wlazłem, taka drabinka, która tam była nie wyglądała mi na coś pewnego..

Codziennie rankiem wokół domu włączały się spryskiwacze. Pani naiwnie myślała, że będę sam, z własnej woli(!!) wbiegał pod ten prysznic. Jakoś nie miałem zaufania do tego urządzenia, było takie .. nieprzewidywalne.

Pełen rezerwy i niezdecydowania staram sie zrozumieć o co chodzi tym spryskiwaczom, dlaczego ten prysznic nagle się pojawia, kręci się i nagle znika?

Tutaj wcale nie stoję pod wodą, ustawiłem się za strumieniem:-)

Trochę jednak mnie pochlapało, ale wiadomo, że otrzepię się ze dwa razy i śladu nie będzie.

Jak był słoneczny dzień to zawsze pojawiała się tęcza:

Dlaczego w zasadzie nie mogę sobie pobiegać z jakimś butem, zawsze jak leżą takie porzucone, samotne to poczuwam się do tego, by sie nimi zająć.

Przez parę chwil leżałem z Panią na kocu. Spokojnie. Potem postanowiłem troszkę powydziwiać,
i Pani musiała zaprzestać czytania książki:-)


Przekąska by sie wzmocnić:


Bayonne/Bajonna

Poranek tego dnia(23.09) był słoneczny i nie zapowiadał wyjazdu do Bayonne, przynajmniej JA nic o tym nie wiedziałem.
Bayonne to ładne miasto, uznawane za stolicę francuskiego Kraju Basków. Miałem możliwość zaprezentowania się w baskijskiej chustce, którą to dostałem podczas ubiegłorocznych wakacji:
oficjalna strona Bayonne:
http://www.bayonne.fr/

lepsza jest jednak, a raczej bardziej smakowita jest strona o bajońskich szynkach:
http://www.jambon-de-bayonne.com/site/accueil_boutique.htm

Zostawmy te smakowite tematy:-)
Kocur swobodnie spacerujący sobie po kamienicy:

psi fryzjer - jestem przekonany, że ruch tam jest spory. Spotykałem bardzo dużo psów i część z nich na pewno korzysta z usług fryzjerskich, żałuję, że ja nie umówiłem się z fryzjerem. Bardzo jestem ciekawy co sie dzieje w takim zakładzie!

Pan ogląda boisko do rugby i pobliskie forty, Pani jakąś mapkę, a ja sie nudzę. Za chwile przebiegnie przez ulice pies i wywoła to moją głośną reakcję. Dzięki mnie zwracano na nas uwagę, a to sobie poszczekałem na coś niezidentyfikowanego, a to głośno nas sobą się użalałem.. Pobyt w Bajonnie trwał znacznie krócej niż zostało zaplanowane.

Wspomniane boisko do rugby:

Wszędzie kolorowo i ładnie:

Spotkanie z lwem, niestety (na szczęście?) kamiennym:

To wcale nie wystawa macellerii (ładniej brzmi niż "sklep mięsny").
To jest wystawa sklepiku z wyrobami z czekolady:-)))
Szynka z czekolady, jawna profanacja!

A to już spotkany potwór podczas wieczornego spaceru, gigantyczny:
przestrzeń:

Pan stoi na takiej wieży obserwacyjnej i zamiast obserwować brzeg oceanu robi mi zdjęcia:

o, całkiem udane piaskowe, psie adhd

bardzo częsty widok w naszej okolicy, charakterystyczne drzewa:

5.10.2008

Bonsoir

Już jestem w domu. Koniec z porannym bieganiem po lesie, wycieczkami do różnych francuskich miast i miasteczek, pływaniem w oceanie..
Teraz muszę przyzwyczaić się do jesiennej aury. Trochę mi smutno, bo podobał mi się ten wakacyjny luz. Jeszcze trochę nim pożyję wspominając te ostatnie dwa tygodnie tu, na blogu.

Mój pierwszy dzień w Moliets, w zasadzie drugi (sobota wieczór przyjazd), 21.09.
Mieszkałem na terenie osiedla domków, każdy był otoczony ciekawą roślinnością. Najbardziej spodobały mi się krzaki-kulki, tu jedna z nich( za mną):

W dużym pokoju Pani jedną z kanap nakryła moją psią szmatką i mogłem się tam wylegiwać, co bardzo mi się podobało.

Tu już niedzielna wyprawa do pobliskiego miasta, Dax.
Jedna z większych ulic, z wspaniałymi palmami na samym środku:

W tym dniu to jeszcze moje zachowanie było poprawne. Trzeba było iść, grzecznie szedłem. Trzeba było siedzieć, siedziałem. Okaz wychowanego, grzecznego psa:-)))

Plac przy kościele, bardzo dobry punkt obserwacyjny. Drzewa oliwne, Rzymianin z wiernym psem, a na ławce jakaś przypadkowa pani i jej piesek.

Tu Rzymianin z psem w zbliżeniu. U ich stóp fontanna, nie widać jej dobrze, bo woda tak dyskretnie sie pojawiała.

Poważne spojrzenie ..
.. cierpliwe wyczekiwanie

Pan spokojnie mógł sobie czytać Mankella, ja zajmowałem się lustrowaniem otoczenia. To chyba był mój najgrzeczniejszy dzień podczas tych dwóch tygodni.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...