Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eintracht. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eintracht. Pokaż wszystkie posty

1.05.2012

awans

I nadszedł ten dzień w którym Eintracht awansował z powrotem do pierwszej ligi.
Dla mnie miało to mieć i dodatkowe korzyści: znów spotkania z Wolfem i Rufusem. Ich pan przyjeżdzałby - jak kiedyś - na kolońskie mecze do nas, a my jechalibyśmy do Kolonii na występy Eintrachtu. Te plany pokrzyżowała fatalna gra kolonistów i stało się najgorsze: oni spadli do drugiej ligi gdy my ją szczęśliwie opuściliśmy!
Ale.. w drugiej lidze nadal gra przecież FSV i spotkania maja szansę się odbywać.
Już bardzo stęskniłem się za Wolfem i Rufusem..
A tu parę migawek z ostatniego meczu w tym sezonie na Waldstadion, atmosfera była super (pomimo wyniku, co było najprzykrzejsze tego dnia). Wszyscy się cieszyli i przed meczem i w czasie meczu i po gwizdku kończącym spotkanie.
Nastapiło kontrolowane wejście kibiców na murawę, oprócz wybuchów radości i wydzierania kawałków trawy nic się szczególnego nie działo, więc i policja i ochrona przyglądały się temu bez jakichś większych działań.
Potem z boiska imprezowanie przeniosło się przed stadion, normalnie ta trawa jest pozagradzana, to boiska treningowe i nie wolno po nich chodzić osobom postronnym. Ale w tym dniu zostały udostępnione kibicom. Koniec sezonu, byle do sierpnia;-)

19.03.2012

Waldstadion

Niedziela okazała się być dość pochmurnym dniem, chwilami popadywało. Nawet już sobie wytłumaczyłem, że nie ma co liczyć na jakiś interesujący spacer. A jednak spotkała mnie niespodzianka.
Zejście do garażu oznaczło wyjazd, od razu pomyślałem o moim ulubionym lesie.
I faktycznie, las się pojawił, ale całkiem inny;-).
Nie zmartwiło mnie to, bo las obojętnie jaki jest z założenia interesujący. A jakiś nowy, to nieznane zapachy, dodatkowe emocje. Tak naprawdę już kiedyś tu byłem, pierwsze skojarzenie: dużo błotnych kałuż. Cóż, gdzieś sie ukryły, bo nie miałem szansy zażyć błotnych kąpieli.
Ten las jest szczególny też z tego powodu, że otacza on stadion Eintrachtu;-). Prawdziwa nazwa tego stadionu to Waldstadion (prawdziwa a nie ta komercyjna).
Mecz był w piątek, więc w niedzielę panowała tu cisza(nie licząc przelatujących samolotów) i spokój. Na teren otaczający stadion można wejść bez problemu, są pootwierane bramki.
Tyle, że musiałem tam spacerować na smyczy. jest parę boisk treningowych, ale niestety nie można na nie wbiegać. Nie tylko psom - spacerowiczom również wstęp wzbroniony, tylko piłkarze mogą tam szaleć. Tu poniżej widać wspomniane boiska:
Nagle szast-prast i mam szalik na karku. Chwila zdziwienia...
... i już pozuję skoro mnie proszą. Inna rzecz, że za darmo tego nie robię;-), dobrze wiem, co tam w torbce Pani za smakołyki na mnie czekają. Taki trochę łasy na dobre rzeczy jestem, nie będę tego ukrywać.
Wstęp na sam stadion był niemożliwy, jak również klubowy sklep był zamknięty. A co gorsza, zauważyłem na drzwiach sklepu niefajną nalepkę... A z tego co wiem, to w ofercie są psie akcesoria, w jaki więc sposób mam je obejrzeć, przymierzyc, wybrać?
Schody prowadzące na poszczególne sektory. Brak dostępu..
Chyba mógłbym liczyć na miejscówke w sektorze 40- tym?:-)))
Pora wracać, szkoda, bo nawet mi się podobało. Może kiedyś uda się wejść gdzieś dalej? Może nawet Attilę spotkam? Chciałbym, choć takie wielkie ptaki mnie trochę przerażają, mają taki przenikliwy wzrok;-)
O, tu Attila, po lewej;-). Taki namalowany tez robi odpowiednie wrażenie:-)

26.12.2011

spacerowanie świąteczne

Pierwsze zdjęcie jest mylące, mój świąteczny spacer to tym razem nie Taunus!
To las wokół Waldstadion. Była to miła odmiana, bo tej okolicy nie znałem i mogłem sie poczuć jak odkrywca. Być może nie było saren i jeleni, ani nawet dzika, był za to ptak, ktory wydawał z siebie intrygujący dźwięk. Stałem jak wmurowany słuchając tego popiskiwania, bo śpiewem tego nazwać nie da się.
Potem jakoś tak pozytywnie naładowany odkryłem głęboką kałużę, a woda w niej była brudna..
gdzie ja nie miałem potem błotnych kropek, wszędzie, chyba nawet na wąsach:)

Ale tutaj tego nie widać, widać za to, że trawa na boisku jest naświetlana jakimiś specjalnymi lampami, coż do lutego murawa musi być dobrze przygotowana.
I przejście na stadion, na pierwszym planie Attila, ja jako tło. Niestety nigdy nie byłem na meczu, zawsze replika idzie zamiast mnie. Dlatego też nigdy pewnie orła Attili nie zobacze na żywo.
Eintracht Meister -to przeszlość, dość odległa. Chciałbym móc tak skandować teraz..

29.08.2011

po meczu

Dzisiaj dość wcześnie pojechałem do lasu, od razu wiedziałem co się święci: Eintracht gra mecz u siebie.
I tak właśnie było, Pani i Pan na stadionie, a ja w domu, na szczęście tym razem nie zapomniałem im podrzucić repliki!
Mecz ponoć tym razem nie był porywającym widowiskiem, no ale tak to już bywa, że kibice zawsze mają jakieś tam pretensje plus gotowy plan uzdrowienia gry swojej ulubionej drużyny.
Pół dnia potem słuchałem kto powinien zejść z boiska już przed przerwą, jak piłkarze powinni być ustawieni, jak szybko biegać i inne tego typu złote myśli. Po wysłuchanie tego wszystkiego myślę sobie czy sie nie zgłosić do trenera Eintrachtu z propozycją zostania asystentem-wolontariuszem...
Chociaż widzę, że pies też może pracować na stadionie. Poniżej przykład, psy policyjne, które biegały sobie po lesie otaczającym stadion i sprawdzały czy czasem w krzakach nie ukrył ktoś jakiejś niespodzianki:
Wszystkie drogi w ty lesie prowadzą na stadion:-) Dziś znany jako Commerzbank Arena, a kiedyś był to po prostu Waldstadion i ta nazwa bardziej mi się podoba. No ale ten kto daje pieniądz to w tym świecie rządzi(niestety).
Ludzie sobie beztrosko zmierzają na widowisko, licząc, że będzie przynajmniej takie jak to z ubiegłej niedzieli. A tu takie rozczarowanie, bezbramkowy remis po niemrawej dość grze. Z słabym przeciwnikiem z Paderborn. No cóż, trzeba wierzyć, że następnym razem będzie lepiej:-)

8.05.2011

sobotni mecz



W sobotnie popołudnie odpoczywałem sobie z Wolfem i Rufusem po spacerze, na mecz wysłałem zastępstwo:
Bardzo ważne spotkanie, wiele nadziei, która z minuty na minutę była mniejsza.
Miałem ochotę wykonać skok z trybun na murawę i sam pobiec z piłką by umieścić ją w kolońskiej bramce i tak trzy razy.
Niektórzy z kibiców chyba też chcieli osobiście zmienić wynik i stąd ich obecność na boisku, tyle że coś im się pomieszało, bo już było po meczu. Specjalna ekipa porządkowa ich pognała z powrotem na trybuny. Ja w tym czasie tkwiłem już w tramwaju, a czułem się jak sardynka w puszce;-)
Słaba gra piłkarzy wcale by mi nie przeszkadzała pod warunkiem, że bysmy ten mecz wygrali..
Niestety stało się inaczej i teraz tylko cud nas uratuje przed spadkiem do drugiej ligi.

Tu jeszcze wszystko było możliwe:


Jedna z sytuacji, która wyglądała obiecująco, ale ostatecznie nic z niej nie wynikło.
Siedziałem w sektorze dość wymieszanym jeśli chodzi o kibiców. Oczywiście przeważali kibice Eintrachtu, ale i kolońscy siedzieli pośród nas( no choćby Kare). Obok niego kibic Werderu i kibic Bayernu (czemu na tym meczu akurat byli jest dla mnie zagadką:-).
Oficjalny sektor dla gości (na filmie po prawej stronie za bramką) był pełen i muszę przyznać, że kolońscy kibice zawsze są dobrze zorganizowani i weseli.
Ale też wiadomo, że wśród ponad 50-ciu tysięcy ludzi trafią się i agresywne jednostki. Tak jak ten pan ze zdjęcia poniżej( w żółtej koszulce). Szalał, krzyczał, wygrażał, zaczepiał frankfurckich kibiców. Wszyscy go tam uspokajali, ale wg mnie powinien pójść oblać sobie łeb zimną wodą, aby nieco ochłonąć i wtedy wrócić. Najśmieszniejsze, że jego zespół już wygrywał i po co facet się tak pieklił pozostaje zagadką.
Inni kibice z Kolonii normalnie kibicowali:
Dla formalności tylko podam, że przegraliśmy 0-2.

10.04.2011

Buli w piątek


Eintracht Frankfurt - Werder Bremen
Commerzbank-Arena

W piątek wysłałem na stadion moje zastępstwo. Ja sobie smacznie spałem w domu, a moja replika szalała na trybunach.
Trochę byłem zawiedziony, bo myślałem, że miejsca będą w tzw. młynie;-)
Tam mógłbym się wykazać: podskakiwać z innymi jak piłka, śpiewać piosenki, skandować hasła zagrzewające do walki, machać flagą, transparentem lub szalikiem.
Siedziałem jednak w innym miejscu, wygodnie, widok doskonały i na boisko i na kibiców obu zespołów;-)
Wokół mnie też wiele się działo, różne komentarze śmigały jak błyskawice, niestety nie mogę ich powtórzyć, większość była niecenzuralna.
Czasem było słychać przyjezdnych, wtedy nasi zaraz krzyczeli jeszcze głośniej.
Taki mecz to podwójne widowisko, jedna scena to boisko piłkarskie, a druga to trybuny.
Spodobało mi się, żałuję że wcześniej nie bywałem.
Drogę na stadion spędziłem w kieszeni kurtki Pana, tramwaj był zapchany więc nawet nosa nie wystawiłem. Potem kolejka do wejścia na stadion, ochrona spojrzała to tu to tam, moja replika wyglądała bardzo niewinnie więc nikt nie kwestionował mojego wejścia;-)
Potem spacer przez teren zielony (nie bez przyczyny kiedyś nasz stadion nazywał się Waldstadion - Wald=Las). I już odnajdujemy swój sektor, rząd i miejsca.
Piosenka na przywitanie, orzeł macha skrzydłami na szczęście i mecz się zaczyna.
Tyle emocji i napięcia, o niewykorzystanych sytuacjach nawet nie wspomnę....
Ciągle bez gola, który dałby nam prowadzenie..
Przerwa, cały tłum rusza pozbyć się piwa i po nowe piwo, czyli kolejki i do toalety i do punktów gastronomicznych.
Już zaczyna się druga połowa, stoję z Panem w kolejce po bułkę z kiełbasą, szybciej..szybciej..
W końcu idziemy na swoje miejsca i wtedy przeciwnik zdobywa bramkę! Kibice Werderu drą się jak opętani. Przegrywamy, choć trudno to zaakceptować. czas nagle szybciej zaczyna biec, nasze akcje ciągle nie dają upragnionego gola..
I już, już idealna sytuacja bramkostrzelnego Gekasa.. nie wyszło.
Ciągle się staramy i dlatego nadchodzi długo oczekiwany moment: można też podskoczyć i krzyknąć z radości!!!!
Wynik 1-1. Prawdę mówiąc potrzebne są już same zwycięstwa, ale zawsze remis lepszy od przegranej.
Widzów 51.500, no i plus ja na nielegalu:-)

Łyk napoju po stresujących akcjach:
Remis przywitany z dużą ulgą:
I jeszcze pozwałem po skończonym meczu.
Trochę kiepsko z jakością zdjęć ale następnym razem będzie lepiej:-)

krótki film:

12.12.2010

juz po spotkaniu

Wolf i Rufus oczekują na swojego przyjaciela, czyli mnie;-)
Tak naprawdę to zdjęcie zrobiono już po naszym wspólnym spacerze. Oni czekali na swojego pana, Kare, żeby starł z nich błoto. A ja w innym miejscu czekałem również na oczyszczenie futra.
Droga mi się wyjątkowo dłużyła. Ale w końcu dojechaliśmy i wesoło wyskoczyłem z bagażnika. Kare już stał na zewnątrz i moglem od razu go powitać. Wydałem z siebie całą gamę różnych psich dźwięków oznaczających zadowolenie.
Potem wpadłem jak burza do mieszkania, aby przywitać się z Wolfem i Rufusem. To było żywiołowe przywitanie;-)
Poszliśmy od razu na psią łąkę. Warunki na spacer były wręcz idealne: lekko siąpiło, ziemia była miękka i łąka była cała błotnista.
Rufus jak zwykle trzymał dystans, z daleka obserwował nasze harce. Ja(muszę to przyznać) byłem w stosunku do Wolfa nieco napastliwy, zbyt mocno chciałem okazać swoja męskość.
Kare nazywa mnie Macho.
Wolf oczywiście nie pozwalał mi się zdominować. Poza tym biegaliśmy jak wariaci po całej łące, jak błyskawice.
Dziś mi żal, że traciłem czas na próby dominacji zamiast się po prostu bawić jak zawsze. Łza w oku mi się kręci jak wspominam nasze codzienne!! spacery..
Parę słów na ucho.
I Rufus i Wolf są w świetnej formie, Wolf ma 8 lat a Rufus 10.

Dopiero oglądając zdjęcia dowiedziałem się, że w pokoju cały czas siedział kot. To dziwne, ale go nie wyczułem, taki byłem podekscytowany naszym psim spotkaniem! A kocur wpierw mnie z góry obserwował:

A potem siedział w kociej skrytce na kanapie i też tymi ślepiami wodził za mną. On był taki nieruchomy, że nawet Pani myślała, że to maskotka a nie żywe kocisko.W czasie gdy my odpoczywaliśmy po spacerze, to Kare, Pani i Pan byli na meczu. 1.FC Koeln gościło;-) Eintracht Frankfurt. Ponoć obie drużyny grały ciapowato i wyglądali na zdziwionych jak piłka trafiała pod ich nogi. Niestety my graliśmy bardziej ciapowato i przegraliśmy 0-1.
Widok na trybunę fanów Eintrachtu (Binding Szene)


Kozioł, występuję w kolońskiej druzynie hehe, jako symbol na ich herbie.
Kto chce to może sobie zerknąć:
http://www.fc-koeln.de/index.php?id=10
Kozioł jest widoczny od razu. I przed każdym meczem pojawia się na stadionie żywy.
Całkiem na górze na klubowej stornie kolońskiej drużyny jest ich hymn do odsłuchania (FC Hymne), wszyscy kibice śpiewają to przed meczem.
Moment w którym straciliśmy bramkę. Ponieważ Kare to fan FC Koeln, to Pani i Pan siedzieli z kolońskimi kibicami;-)
A dziś to tylko już wspominam jak było miło się spotkać z moim najlepszymi przyjaciółmi, których znam od szczeniaka.
I dostałem od Kare worek suszonych rybek!Pychota!

31.01.2010

Enzo, Rufus i Wolf na śniegu

Nasza wesoła trójka, Wolf i Rufus zapoznają się z parkiem.
Wydaje mi się, że im się spodobało. Bardzo bym chciał, aby jeszcze do mnie przyjechali.
Wiele razy;-)


Od paru dni jest naprawdę bardzo zimowo, nawet jak śnieg się topi, to pojawia się zaraz świeży.
Tak sobie myślę, że zima mogłaby trwać długo, bieganie w śniegu, tarzanie się, obsikiwanie bałwanów - to tyle radości.
Zdecydowanie wolę mróz niż upał.

Jeszcze raz my..
Naprawdę to był mój szczęśliwy dzień.

Podczas gdy my sobie w domu przekazywaliśmy różne psie plotki, nad stadionem szalała śnieżna burza.. Piłkarze nie mieli łatwo;-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...