Dziś spotkałem Dżeksona, ostatni raz widzieliśmy się przed moimi wakacjami, więc sporo czasu minęło. Co za radość.. goniliśmy się, mocowaliśmy i inne rozrywki też miały miejsce.
Wróciłem zmęczony jak pies.
;-)
Ale o czym to ja chciałem napisać. O tym, że było parę miejsc w Italii w które nie zostałem zabrany. Ja sobie spałem w tym wynajmowanym mieszkaniu, a Pani i Pan zwiedzali sami. Jakoś to przeżyłem, po prostu dobrze się wyspałem.
Wszystko mi opowiedziano, a także obejrzałem zdjęcia.
Jedna miejscowość była bardzo kocia, wszędzie kocury się wylegiwały i to na pewno by mnie irytowało..
Usłyszałem też opowieść o chorym psie. Miał chore tylne łapy, a że był psem słusznej postury, to jego pan pod brzuchem przełożył mu chustę i lekko ją podtrzymywał w górze, a ten pies przednimi łapami sobie szedł. Takie miał wsparcie co do tylnych łap, pies wcale nie był smutny i świetnie sobie radził. Wierzę, że szybko wyzdrowiał i kłopoty z łapami były przejściowe.
Dziś moich zdjęć nie będzie, będą miejsca w których osobiście nie byłem, ale mogę je zamieścić, bo przecież są wakacyjne;-)
San Remo(Sanremo)
małe ale znane, ponoć z festiwalu włoskiej piosenki.
Nigdy takiego festiwalu nie widziałem, nie wiem czy żałować?
Sanremo słynie też z kwiatów. To mnie nie dziwi, cała okolica to szklarnie, a i poza nimi warunki sprzyjają kwiatowej hodowli. W mieście ukwiecono co się dało.
Oto jedno z miejsc które przyciąga turystów:




Wyszukałem specjalne zdjęcia. Przybornik z workami:

To już Taggia, mała miejscowość po drodze do Sanremo.
http://www.taggia.it/
Wielu producentów oliwy(sporo małych wytwórni).
Bardzo mile miasteczko, ale ze sporą ilością kotów. Ponoć leżały w każdej plamie słonecznej.
Jedna z wąskich uliczek tej starej części Taggi:



Choć zapewne w okresie zimowo-wiosennym woda się pojawia.
