27.08.2014

królestwo krów

Jak wspomniałem krowy już schodzą na niżej położone łąki. Nie dziwię się, wysoko w górach jest już po pierwszych opadach śniegu;-).
Na granicy kantonów Uri i Glarus znajduje się krowi zakątek. Cała dolina jest po prostu miejscem wypasu. Fakt, przebiega tamtędy droga samochodowa, ale to krowy mają tam pierwszeństwo!
Łąki nie są ogrodzone. Krajobraz jest wręcz sielski: niskie drewniane chaty, wokół bańki na mleko, zielone wzgórza, dostojnie spacerujące krowy, a w uszach jedynie dźwięk dzwonków.


Nie ma na łące specjalnej szczotki więc trzeba sobie inaczej poradzić, może wystarczy i hydrant:

Większość tych domów na zimę pozostanie opuszczona. W okresie wypasu stada można zakupić w tych chatach ser czy mleko. Tuż za przełęczą Klausen, rozpoczyna się Urnerboden - miejsce gdzie rządzą krowy:-)
Oczywiście należy zachować ostrożność i mieć respekt przed zwierzętami. Krowa jest przyjazna, ale ma swoją wagę, co roku pojawiają się różne historie(źle zakończone), jak to ktoś próbował się za bardzo spoufalić. Na tych łąkach byczki też się pasły;-)




26.08.2014

sierpień w Alpach

Pomimo, że często teraz pada, chmurzy się i piękne widoki są w ukryciu warto pamiętać, że nadal jest lato. Lasy nadal zielone i jeszcze nie widziałem zażółconych liści. Postanowiłem zaprezentować trochę alpejskich widoków z kantonu Uri.
Na pierwszy ogień miasteczko Altdorf .
Główny punkt, to pomnik Wilhelma Tella z synem. To właśnie w Altdorf miało miejsce słynne strzelanie z kuszy(lub łuku) do jabłka .
Widok z wieży (można wejść za darmo)przy której stoi pomnik Wilhelma Tella:

Charakterystyczna flaga kantonu Uri:
szyld informujący gdzie można zakupić coś na grilla:
A teraz już zapraszam do obejrzenia zielonych łąk, już w większości pustych, krowy zeszły nieco niżej.
Widoki z trasy w stronę przełęczy Klausen i kantonu Glarus.












25.08.2014

wyścig Alpenbrevet

W weekend replika towarzyszyła Panu podczas bardzo trudnego i interesującego wyścigu
Alpenbrevet . Trzy przełęcze, mnóstwo serpentyn, widoki.. Wszystko było oprócz tych widoków! Mgła, chmury, deszcz  wystąpiły skutecznie blokując dostęp do krajobrazów.
replika na przełęczy

trasa tajemniczo ukryta we mgle;-)

postój na Grimsel

Początek i koniec wyścigu miał miejsce w Meiringen . Ładnym miasteczku z pomnikiem i muzeum Sherlocka Holmes'a. Skąd tam Sherlock? Otóż Arthur Doyle w jednym z opowiadań o przygodach detektywa opisał pobliski wodospad Reichenbach, to starczyło. Teraz Holmes siedzi sobie w Meiringen na kamieniu, można odwiedzić Muzeum mu poświęcone, albo i zanocować w hotelu Sherlock Holmes . Można też  wziąć udział w różnych imprezach organizowanych przez Klub wielbicieli słynnego detektywa (najbliższa już we wrześniu w Davos).

Podczas gdy moja replika przedzierała się przez te chmurzyska, ja lansowałem się w adlikońskich burakach i grasowałem po okolicznych krzakach:-)





19.08.2014

poranki

Poranki, które już zdają się być bardziej jesienne niż letnie. Słońce nie jest takie ostre(hurra), chmury się kłębią.
Rano prawie zawsze jestem sam na spacerze, nie ma o tej porze innych psów. Koty coraz dłużej na zapieckach, tylko koguta czasem słyszę. Ten to budzi się chyba pierwszy z całego Adlikonu!
kto tam czai się za mostkiem?

oczywiście ja, Enzuś:-)
Wieczory -zakładając że nie pada- też urocze i pełne kolorów. Codziennie doglądam pola buraków, ciągle tam są!

15.08.2014

lato trwa

Od razu powinienem dodać chyba, że lato jest dość deszczowe. Jednak mi to w niczym nie przeszkadza, a rzekłbym, że po wściekle upalnych i dusznych dniach deszcze są po prostu przyjemne.
Lubię takie lato, które pozwala mi człapać na spacerach długo bez oznak zmęczenia.
Gdy trawa jest zielona, a rośliny świeżo wyglądają, a nie gdzie się nie spojrzy to same suszki i spękana ziemia. Teraz już na polach po żniwach, pozostały ścierniska. Tylko pola słoneczników i kukurydzy pełne. No i burakami w tym roku obrodziło. Czuję, że niebawem mógłbym zacząć prowadzić jakiś program typu "Rolniczy Kwadrans";-)


Wokół strumyka zrobiło się trochę łyso, skoszono chaszcze i można obserwować wodę. I koty też są teraz bardziej widoczne. Ten na drugim brzegu już coś smakowitego wypatrzył i pewnie zaraz zapoluje. Od razu to napiszę: nie przeszkodziłem mu w polowaniu. Byłem skupiony na roślinach i nawet tego kota nie zauważyłem.

Fontanna wygląda teraz najładniej, w pozostałe miesiące też jest zadbana, ale w lipcu i sierpniu te właśnie kwiaty czynią ją pełną uroku.
Często przy niej przystaje i dumam. Nie zawsze o czymś wzniosłym, czasem proza życia: z której strony lepiej podejść by się napić;-)
Stąd widzę tez stajnię i mogę obserwować konie, co u nich się dzieje.

Takie tam dumanie..
i decyzja;-)
Pogoda z ostatniego tygodnia: błękitne niebo, białe chmury, czarne chmury. Słońce grzeje, deszcz popaduje, jest ulewa. Wieje lekko, wieje tak, że wszystko wokół lata!
Pojawia się też tęcza!

12.08.2014

weekend we Frankfurcie

Po dość długim czasie zawitałem znów do Frankfurtu. Wizyta była krótka, a może nawet i błyskawiczna? Było duszno i upalnie, na szczęście pokój w którym pomieszkiwałem był przyjemnie chłodny i dało się w nim zrelaksować.
Niedaleko mojego hotelu był inny hotel -  wejścia strzegła szwajcarska krowa. A raczej coś na kształt repliki;-) krowy. Moje znajome krowy z Adlikonu pewnie by się dziwiły, że jak to - krowa w czapce?

Spróbowałem trochę zieleniny z trawników, no cóż, taka miejska trawa, to jednak jakby drugi gatunek trawy. Ale nie wybrzydzałem, podjadałem to co było dostępne,
Jak widać było słonecznie, chociaż i deszcz się pojawił, akurat w momencie gdy wyszedłem się przewietrzyć. Potem okazało się, że już wracamy do domu i po drodze ulewa nam towarzyszyła. Nawet nie zauważyłem, że były przestoje po drodze, tak mnie deszcz dobrze ukołysał do snu.
Na stadionie w czasie wydarzenia sportowego (mecz towarzyski Eintrachtu z Interem Mediolan) oczywiście nie byłem. Ale jak widać był tam mój osobisty wysłannik, przebrany za kibica naszego przeciwnika;-)
Wynik zadowolił każdego kibica Eintrachtu, a zaskoczeniem na meczu był zamknięty stadionowy dach. Niby z powodu deszczu, który miał padać. Czyżby piłkarze Interu byli z cukru?;-)

07.08.2014

u Kamy

Tak się złożyło, że spędziłem parę chwil ostatnio w Polsce. Oczywiście nie wiedziałem początkowo, że jadę tak daleko. Jednak jechaliśmy i jechaliśmy i zorientowałem się, że cel nie jest w okolicy Adlikonu. Gdy w końcu dotarliśmy, pomimo zmęczenia od razu ochoczo wyskoczyłem ze swojego miejsca samochodowego. Rozpoznałem znajomą okolicę - to królestwo Kamy było. I ona sama też już kręciła się po podwórku głośno mnie witając.
Wylewnie się z nią powitałem, ale chyba była nieco zaskoczona mocą moich uczuć;-)
Ja tak bardzo się cieszyłem, że nawet zapomniałem o przykazaniach pana doktora(by nie szaleć i uważać przy korzystaniu ze schodów). Szczęśliwie nic sobie nie nadwyrężyłem.
Akurat te dni były bardzo gorące i duszne, oboje z Kamą szukaliśmy więc jakichś chłodniejszych miejsc, przewiewu. Najlepsze były poranki - litościwie pobudkę zarządzałem w okolicy 7-mej a nie godzinę wcześniej. Pan jednak chętnie się budził i razem z Kamą szliśmy na podwórze, gdzie głośno i wyraźnie komunikowałem okolicy że już wstaliśmy;-).
Teraz wydaje mi się, że tyle czasu tam byliśmy, a przecież to była tak naprawdę taka krótka wizyta..
Jednak udało mi się zanurzyć w przyjemnej wodzie! Było to tak, że na spacerze w okolicznych lasach trafiło nam się błoto. Jaki pies z tego by nie skorzystał? Ja i Kama oczywiście uświniliśmy się konkretnie. I jak tylko pojawiła się rzeka, to hop i już byliśmy w wodzie.
Uczucie było fantastyczne, kręciłem łapami ile sił, a ciągle byłem w miejscu! To mnie bawiło i mógłbym zdecydowanie więcej czasu poświęcić na takie kąpiele;-)))


Mostek, raczej taki mało solidny, ale kto by się mostkiem przejmował, ważne jaka super rzeka pod nim płynie.
I oto ja pływający w miejscu;-)
A po takim spacerze obfitującym w leśne atrakcje dobrze było rozłożyć się w kuchni. Niby drzemka, niby zmęczenie, ale gdy Pan Kamy przyszedł robić posiłek, to wiadomo że coś tam i nam się dostało warzywnego..

I kiedy już sobie wszystko ustawiłem(że rankiem na podwórko, potem jakaś pobliska okolica, w międzyczasie drzemki w kuchni), to okazało się że już jedziemy do domu. Dla mnie jako psa jednak czas inaczej płynie i miałem wrażenie, że spędziłem z Kamą dużo miłych chwil.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...