29.07.2014

lato w pełni

 Oto dowód, że już potrafię się odpowiednio pozwijać i znów legowisko moim przyjacielem.

Lato w pełni, ale jakże zmienne! Są dni gdzie słońce zza chmur się nawet na chwilę nie pojawi, leje i wieje. Ślimaków i glizd wówczas całe dywany na ścieżkach. Staram się omijać, bo ohyda straszna..
Potem następują dni tak upalne, że po wyjściu z sieni stoję i się zastanawiam czy na pewno chcę iść na spacer? Oczywiście idę, ale po powrocie czuję się jakbym był na jakiejś Saharze.
Przyroda za to jakże miła dla oka, lilie w różnych odsłonach:


 I kolorowe inne kwiatuszki:
 Najlepsze na świecie drzewo -jabłonka. Jakbym miał ogródek, to taką jedną jabłoń bym bardzo chciał tam mieć! To jabłka jak dla mnie: czerwone i nie za duże.


28.07.2014

psia dola

deszcze bywają ostatnio obfite
Najlepiej poużalać się nad sobą jak złe i bolesne chwile już minęły. Czuję, że już ten słabszy mija i znów jestem takim Enzo  jak zawsze.
Prezentowałem się w kołnierzu, myślałem wtedy: dwa, trzy dni i po sprawie. Optymista. Fakt, kołnierz dość szybko został mi zdjęty i nie musiałem w nim paradować. Co jednak wcale nie oznaczało, że moja łapa była w porządku. Ciągle ta kulka się pojawiała, pękała, znów się pojawiała, no bez końca. Do Livigno pojechałem już niby z zasuszoną i zagojoną raną, ale już następnego dnia poczułem swędzenie - urosło. Tak naprawdę mnie to nie bolało, lekko swędziało w początkowej fazie i drażniło jak pękało. Ale nie przeszkadzało w chodzeniu nic a nic. Oczywiście zaraz cyrki -jodynowanie po każdym spacerze. Jednak to wszystko nic.. Poszedłem na spacer, wszędzie wspaniałe łąki. To ja od razu poczułem przypływ energii. Zrobiłem parę obrotów, sprintów itd. Coś tam mi jakby prąd po plecach przelazł, ale kto by się tym przejmował jak jest w trakcie szaleństwa?
Wróciliśmy do hotelu, położyłem się i jak chciałem zmienić pozycję, to poczułem że coś jest nie tak.
Było to lumbago ale jakieś bardziej bolesne niż te co mi się do tej pory trafiły.
Leżałem w jednej pozycji jak posąg. Potem cały wieczór i całą noc przepłakałem.
Prosto z Livigno zamiast do domu pojechałem do kliniki. Wyszedłem z torebeczką leków. Nie ma co tego szczegółowo roztrząsać, grunt, że ból w plecach mijał powoli. Dopiero od niedawna kładę się w kłębki na legowiskach, schodzę swobodnie ze schodów itd. Pan doktor powiedział, że to potrwa -ograniczył mi rozrywki(nie za długie i nie za intensywne spacery, żadnych skoków i innych takich).
Na łapę mam kurację antybiotykową, jeszcze ponad tydzień pożerania całkiem dobrych pastylek;-).
Od czasu jak biorę te leki, to łapa jest w porządku, nic nowego na niej się nie pojawia i chciałbym aby już to się wyleczyło. Lubię naszą klinikę, lubię swojego pana doktora ale moglibyśmy się spotykać tylko na wizycie związanej z rutynowymi szczepieniami! Takie mam życzenie.
W końcu w dobrym nastroju, doglądanie buraków:

I próba udowodnienia, że już jest lepiej, czyli samodzielne wdrapanie się do wodopoju:





18.07.2014

ponownie o krowach

Jak wiadomo, gdzie się pies w Szwajcarii nie ruszy tam może spotkać krowę. Albo i całe stado. Krowy bywają jednak naprawdę bardzo różne. Oto jakie spotkałem podczas minionego weekendu.
Krowa Milka z Livigno. Co ciekawe reklamowała Calandę(napój) a nie czekoladę.

Drewniana krowa reklamująca sklep z antykami, również w Livigno. Udało mi się ja uchwycić samotną, w ciągu dnia jest po prostu oblężona - każdy chce sobie zrobić z nią zdjęcie. Jednak jest pewien zakaz: nie wolno na nią wchodzić.

Wesoła krowa w Zernez, czyli jak wykorzystać starą wannę. Wg mnie bardzo fajny pomysł!
A teraz już pora na stadko i to niemałe! Za przełączą Forno jest wielkie pastwisko. Z małym źródełkiem wody, z choinkami pomiędzy które w upalne dni można wejść poszukując cienia. Ogromna przestrzeń na której żyje kolorowe stadko.
I jest tu krów do wyboru, do koloru! Czyż trójkolorowa nie jest zachwycająca? Jeszcze takiej krowy nie widziałem, dla mnie to Miss tego stada!
Tu czarnulka, całkiem pokaźna.

Oraz szef tego stada...
który sprawdzał czy wszystko u Czarnulki w porządku;-)
Dał też głos, a wierne krowy mu odpowiedziały.
A to młodzież, też urocza, Wice Miss..  Tak naprawdę wszystkie ładne i interesujące. Trudno wybrać, która najpiękniejsza. Miło było je przez chwilę poobserwować, wyglądały na chętne do zawarcia znajomości, ale czuję przed nimi respekt i wolę być w bezpiecznej odległości!


17.07.2014

w Livigno

I już pojawia się Livigno. Niby takie zagubione w górach, na końcu wszystkiego, a jednak gwarne i pełne ludzi. Jak ktoś chce poczuć w miasteczku spokój, to musi jak ja, wstać o 6-7 rano i iść na przechadzkę. Wtedy jest cisza, pusto i spokojnie. Gdy tylko zostaną otwarte sklepy zaczyna się po prostu młyn. Od razu dodam, że pomimo tego, Livigno to ładne miejsce!
Livigno to przede wszystkim bardzo popularny kurort narciarski, dodatkowo to strefa wolnocłowa. Polecam ten WPIS
Jest tu mnóstwo sklepów z wszystkim, pensjonatów, restauracji itd. Miejscowość jest bardzo przyjazna psom, często stoją przy sklepach miski z wodą, z daleka widoczna tabliczką informacyjną. Podczas spacerów spotkałem całą gromadę pobratymców;-)





Te wszystkie zdjęcia to z porannych moich wyjść. Potem już na chodnikach i uliczkach wyglądało inaczej, a lokale i wyciągi, place zabaw itd odpalały muzykę robiło się zdecydowanie głośniej.
W niedzielny poranek poszedłem z Panią oglądać wyścig kolarski. Wypatrywaliśmy w nim Pana;-))
Wyścig jechał z Zernez, przez przełęcz Bernina i kończył się też w Zernez.
Na trasie w Livigno z kibiców bylem ja i Pani, inni chyba jeszcze pochrapywali w swoich łóżkach.

Troszkę się nudziłem, bo tak szybko wszyscy mi migali przed oczyma, że nie potrafiłem się skupić na wypatrywaniu. Siedziałem więc lub leżałem robiąc smutne minki. Miały one głównie Pani sugerować, że śniadanie czeka!!! Niestety, taki właśnie jestem, wpierw micha potem reszta.
A tu jeszcze hotelowa fotka. Najbardziej byłem zadowolony z balkonu! Duży i z dywanikiem, jak nie padało, to sobie tam leżałem.

15.07.2014

Gryzonia


Byłem  na wycieczce w Gryzoni. Zapowiadał się bardzo deszczowy wyjazd i byłem przekonany, że większość czasu spędzę na drzemkach. Jednak prognozy pogodowe to jedno, a rzeczywistość to drugie. Owszem, było pochmurno, owszem trafiły się opady, ale przelotne:-). Poza tym błękit nieba był jak najbardziej zauważalny, a słońce często się pojawiało. Poza tym uważam, że chmury są bardzo malownicze.
Tak naprawdę, to nocowałem w Livigno, to już nawet nie jest Szwajcaria. Miłe miasteczko z tłumem ludzi i tłumem.. psów;-). Żeby się tam dostać, trzeba przejechać przez Gryzonię. Dlatego chwilę spędziłem w Zernez. Urocza miejscowość, gdzie nie spojrzeć ładne widoki.
W Livigno nie widziałem(ani nie wyczułem) żadnego kota, aż niemożliwe. Zapewne ta psia przewaga sprawiła, że kocury się pochowały. Za to w Zernez kot obserwował wyścig kolarski, miejscówkę miał bardzo dobrą, tam była już meta:-)
Lokalne boisko piłkarskie:


A to już Przełęcz Forno ( Ofenpass ). 2149 m.n.p.m, a wokół Szwajcarski Park Narodowy, czyli Park Naziunal Svizzer, jedyny Park Narodowy w Szwajcarii, a zarazem najstarszy w Alpach. Można w nim spotkać wiele różnej zwierzyny, nawet i niedźwiedzia, psy mają jednak zakaz wstępu, nawet na smyczy.
W Parku człowiek nie ingeruje w naturalne procesy przyrody, tu połać wypalonego kilkadziesiąt!!! lat temu lasu. Powoli się odradza, widać zazielenioną trawę, ale trwa to wszystko długo.




07.07.2014

rowerowa wycieczka

Chciałbym napisać, że to była moja wycieczka, ale niestety. To replika sobie pojechała. Ja w tym czasie przytulałem się do mojego plastikowego kołnierza..
Za to replika pędził górskimi drogami napawając się pięknymi widokami i górskim powietrzem.
 Z bliska obserwował alpejskie łąki, letnie siedliska krów i kóz.
Pomimo widocznych chmur słońce ostro przygrzewało i ponoć pozostanie w domu nie było głupim pomysłem. Cóż, ja bym sobie jakiś kawałek cienia znalazł i leżał na powietrzu, schłodził w razie potrzeby górską wodą..

 Stanął oko w oko z głównym mieszkańcem górskich stoków;-))
A może lepiej trzymać się od krowy nieco dalej! Tu akurat nie miały one ogrodzonego terenu, mogły sobie chodzić tam gdzie tylko chciały. Na drodze był znak, że należy zachować ostrożność i tyle.
 Oczywiście stado było ciekawe co to tam się dzieje, kto to jedzie. Podeszły z powitaniem i pytaniami. A skąd, a dokąd, a kto, a jaka koło Zurychu pogoda, a jakie krowy tam mieszkają, czy mają ładne i duże łąki. Naprawdę były wścibskie;-), ale też piękne i duże..
 Tyle replika, ja za to mam od paru dni nudne spacerki po okolicy plus wizyty tutaj:
(wejście do jak dobrze mi już znanej kliniki).

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...