24.08.2013

poranek nad Katzensee

Bardzo wcześnie wstałem, jak to zwykle w weekend.
W ciągu tygodnia zdarza mi się zaspać, ale w sobotę i niedzielę zawsze jestem pierwszy na łapach i krążę po pokoju wydając różne dźwięki sugerujące domownikom, że pora wstawać.
Według mnie dźwięki nie są jakieś uciążliwe, ale za każdym razem jest ich krytyka. Za głośno, za natarczywie, za wcześnie;-)
Dziś Pan wstał i powiedział, że podjedziemy w okolice Katzensee. To takie małe jeziorko, ma też w jednym miejscu brzeg przy którym można pływać.
Tyle, że ja jeszcze nie mogę się moczyć w wodzie. Niestety sam się do tego swoją nieostrożnością przyczyniłem, trudno. Staram się uważać na te blizny, ale szczerze przyznam, że nie zawsze mi się to udaje. Zapominam o nich, włażę w krzaki, co sprawia, że doznaję małych urazów.
Dlatego jezioro sobie obserwowałem z bezpiecznej odległości. Aż tak nie narzekałem, bo wokół było wiele interesujących rzeczy. Łąki, których nikt nie skosił, nowe zapachy.
Wszyscy jeszcze spali, albo zajmowali się jedzeniem śniadania, na polach było cicho i spokojnie. Tylko ptaszyska polowały. Dużo czapli spotkałem, ale obyło się bez bliższych relacji.

Deszcz zapowiadano na dzisiejsze popołudnie, rano mokry byłem tylko z rosy.

Koty też jeszcze chyba na zapieckach przysypiały, bo żadnego nie wyczułem w okolicy:-). Pewnie czekają zawsze aż trawa zrobi się sucha. A ja lubię taką zroszoną trawę i biegałem sobie po niej z prawdziwą przyjemnością i radością.
Dopiero jak Pan wspomniał coś o śniadaniu to pomyślałem, że to niegłupi pomysł już wracać do domu - napełnić miskę (czy raczej swój brzuch).

kwiaty i Archiwum X

Wczoraj była jeszcze ładna pogoda, to znaczy świeciło słońce, więc szybko zrobiłem zdjęcia kwiatów.
Dla mnie są one typowo jesienne, ale może się nie znam i są jednak zaliczane do tych kojarzących się z latem? Królują odcienie żółci i różu.
Potem pojawił się wiatr i już nic nie udało się sfotografować, bo za bardzo się ruszało.

Zrobiono mi znienacka takie zdjęcie:
Nie wiem co sobie myśleć? Czy mam jakieś kosmiczne moce? Może niby jestem grzecznym, sympatycznym Enzo, a jednocześnie moja druga natura, to jakiś szalony Don Pedro czy inny kosmiczny E.T??
Jak spoglądam na siebie w szybach i lustrach (tak, tak wiem co tam piszą naukowcy), to nigdy takich zielonych błyskawic nie zauważyłem:-). Może powinienem mieć przydomek "Laserowe Oko"?

22.08.2013

weekend w mieście

Cały miniony weekend spędziłem we Frankfurcie.
Oczywiście spakowany mój plecak sugerował, że jest jakiś wyjazd, ale przez te pierwsze minuty jazdy autem miałem podejrzenie, że jedziemy do kliniki. Spięło mnie to, a przecież nie boję się lekarza.
Czasem sam siebie nie jestem w stanie zrozumieć do końca.
Potem cała drogę spałem i dopiero chwilę przed naszą ulicą się obudziłem. Naprawdę z wielką radością wbiegłem do znanego mi parku. I potem za każdym razem czułem się zadowolony z tego, że tam sobie mogłem spacerować.
I to wcale nie chodzi o to, że wolę park od tutejszych łąk i pól. To coś innego, to po prostu to uczucie jakie się ma gdy wbiega się na znany teren. Każdy kąt obwąchany, obsikany  zaznaczony, wszystko w pewnym sensie przewidywalne. Tak samo przecież się czułem jak po przeprowadzce do Frankfurtu pojechałem do Kolonii. Co mi tam sprawiło najwięcej radości? Moja stara łąka, kojarząca mi się z szczenięcym czasem i psimi zabawami. Lubię nowe miejsca, ale co za szczęście trafić na teren który się już ma obeznany, gdzie można się czuć jego  panem współwłaścicielem!
Mina po odkryciu, że kanapa zniknęła.
Radość mijała mi w domu - nie było kanapy! Musiałem spać na moim turystycznym legowisku..
Ogólnie to pusto było, no jak to po wyprowadzce, tylko, że myślałem, że kanapa to jest wieczna i będzie zawsze. Cóż za zdziwienie.
Już chyba z 3 miesiące nie byłem w mieście, więc trochę  na nowo odkrywałem różne dźwięki. Muszę też przyznać, że brakowało mi koguta. Nie odezwał się ani o piątej rano, ani po ósmej. Podświadomie czekałem na jego zachrypnięte kukuryku..

21.08.2013

krótkie porównanie

Powyżej - miłe widoki podczas moich adlikońskich spacerów. A to koń, a to krowa, mniejsze zwierzęta, łany zbóż, lub skoszone łąki. Nie mam wprawdzie w domu takiego typowego balkonu, ale da się prowadzić obserwacje okolicy. Widzę dużo - wiem który pies mieszka w mojej okolicy i mniej więcej kiedy idzie na spacer.
W mieście aktualnie z balkonu mam taki widok:
Cóż nie jest to coś szczególnie interesującego. Dobrze, że balkon duży i mogę ułożyć się w innej części i spoglądać na ulicę, a nie budowę.
Mojego balkonu jednak mi brakuje, szczególnie, że nie jest zabudowany i swobodnie widać cały dzienny ruch.
Oczywiście park nie może równać się z bezkresnymi, wiejskimi łąkami. W parku nie zawsze da się swobodnie biegać, bywa, że jest sporo osób, jest często naśmiecone. I inne "atrakcje" - w parku nie ma podajników z workami na psie odchody. A nie wszyscy opiekunowie psów noszą (niestety) ze sobą worki. Poza tym często to co leży pod krzakami nie nic wspólnego z psami. Taka prawda.
No ale jako sentymentalny labrador lubię nasz park, pomimo jego ograniczeń:-).
Musiało być mało deszczowo, bo trawa wypalona. Nie przeszkadzało mi to w zabawach.

sierpniowa przyroda

Widać, że rośliny chciałby trochę deszczu. Nawet był taki dzień, że grzmiało i padało, a raczej lało. Tyle, że następnego dnia już nawet nie było śladu po tej ulewie. Strumyk spokojny i leniwy, trwa jakaś taka sucha, wszystko prosi o więcej. Tylko właściciele winnic nie narzekają.
Pomimo wszystko zauważam, że pojawiają się kwiaty, rośliny kojarzące mi się zdecydowanie jesiennie. Na przykład taka pomarańczowa suszka (nie znam jej nazwy).
 A kukurydze już mają dość duże kolby. Jak na razie jest to najszybsza roślina jaka znam:-)
 Zauważyłem, że w naszej miejscowości na jednego psa przypadają chyba ze dwa koty, a może i trzy?
Ponoć w miastach koty są bardziej udomowione, a na wsiach lubią chodzić swoimi ścieżkami i do domu przychodzą kiedy chcą. Pewnie w porze karmienia;-). A co one robią całymi godzinami na dworze? Czają się na łąkach i polach, w bezruchu tak tkwią, aż łaskawie w ich okolicy przejdzie jakaś nie dość sprytna myszka i .. wiadomo co dalej. Koty są tu konkurencją dla tych wielkich ptaków, które fruwając nad polami również wypatrują myszy. Czasem koty polują przy strumyku, ale na co to nie wiem, przecież nie na żaby!!
Nie wiem czy ja miałbym aż tyle cierpliwości by pół dnia czuwać w jakiejś kępie traw na jedną mysz. Wydaje mi się to dość nudne, to już lepiej w tym czasie porządnie się zdrzemnąć.

12.08.2013

czy to wczesna jesień?


Jasne, że nie. Pomimo, że nieco upały zelżały nadal odczuwam podczas popołudniowych spacerów, że jest lato. I to bardzo słoneczne lato.
Tyle, że zmienia się przyroda. Zboże już zniknęło, nawet wołki się już nie suszą na polach, też je już zabrano. Pewnie do stodoły, bo gdzie indziej?
Czasem na polach pojawia się pojazd, którego nazwy nie znam. Taki nieco kosmiczny;-), ma jakby wielkie grabie, ale są to jednocześnie rurki z których leci nawóz. Po zapachu można stwierdzić, że jest to jak najbardziej nawóz naturalny. Nawet mi czasem nos wykręca..
Trzymam się potem od pola jak najdalej.

Tu jeszcze wołki sobie leżały. Lubię taki widok, chociaż ładniejsze są te okrągłe. A kiedyś ponoć stawiano snopki. Nawet nie wiem jak  wyglądają.
Pole już "posprzątane".
Wszędzie króluje za to kukurydza, naprawdę rośnie błyskawicznie.
Ledwo co sięgała do mego brzucha, a już mógłbym się w niej zgubić. Jak w amerykańskich filmach powstałych na podstawie książek Stephena Kinga;-))).



08.08.2013

o psiej inteligencji

Dzisiaj znalazłem bardzo interesujący artykuł. W końcu ktoś odważył się napisać o naszej (psiej) inteligencji, że to nie  jakieś bezmyślne nawyki, ale po prostu mądrość.
Oczywiście to całkowity przypadek, że dziś o tym piszę, nie wiedziałem, że dziś jakieś kocie święto.

Artykuł z Newsweeka, autor Katarzyna Burda
Talenty matematyczne:
Dowodów na to, że psy rozróżniają małe liczby, dostarczyli badacze z De Montfort University w Anglii. W specjalistycznym piśmie „Animal Cognition” opisują doświadczenia, które przeprowadzali z udziałem 11 nieszkolonych psów domowych. Uczeni umieścili za zasłoną kilka miseczek i wkładali do jednej lub paru przysmaki w różnych konfiguracjach. Na przykład umieszczali smakołyk w dwóch lub trzech naczyniach, pokazywali je psom, a następnie zasłaniali miseczki i jedną z nich usuwali. Okazało się, że psy doskonale się orientowały, że pozostało jedno naczynie, a nie dwa lub trzy, i zdezorientowane próbowały „doliczyć się” brakujących, wpatrując się w miejsca, gdzie wcześniej stały.

Talenty lingwistyczne:
Psy są również dobrymi lingwistami. Potrafią nauczyć się znaczenia około 200 słów ludzkiego języka. Największy psi geniusz, suka o imieniu Chaser rasy border collie, rozróżnia aż 1038 pojęć! Trzeba zaznaczyć, że przeszła żmudny trening. Trwał przez trzy lata po pięć godzin dziennie. Dziś Chaser potrafi nie tylko rozpoznać tysiąc słów, lecz także połączyć rzeczowniki z czasownikami. Na przykład wie, że „dotknij misia łapą” to coś zupełnie innego niż „dotknij misia nosem”, i bezbłędnie wykonuje oba polecenia. Rozróżnia także kategorie rzeczy – wie, które przedmioty trzeba przyporządkować do zabawek, a które do jedzenia. Jej umiejętności są więc zadziwiająco podobne do umiejętności dziecka uczącego się mówić.

I nic dziwnego. Badacze z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maksa Plancka w Lipsku dowiedli, że psy uczą się mówić w identyczny sposób jak dzieci, tak zwaną metodą szybkiego mapowania. Polega ona na tym, że psy domyślają się znaczenia nowego słowa z kontekstu albo z porównania do już znanych słów. Badacze odkryli tę umiejętność zwierząt podczas pracy z innym psim geniuszem – owczarkiem o imieniu Rico.W pokoju umieścili siedem zabawek: sześć takich, których nazwy Rico już znał, i siódmą mu nieznaną. Następnie prosili psa o przyniesienie z drugiego pomieszczenia tej właśnie zabawki, której nazwy nie znał. Rico bez problemu radził sobie z zadaniem – zapewne wydedukował, że skoro nazwa nie pasuje do sześciu znajomych przedmiotów, to musi określać siódmy.
Jednak to nie liczenie czy rozumienie języka przez psy zadziwia naukowców najbardziej, ale nieprawdopodobna wrażliwość tych zwierząt na bodźce płynące od człowieka. Na jego słowa, gesty, wyraz twarzy, nawet na ziewanie – pies to jedyne zwierzę, które zaraża się ziewaniem od człowieka.Dla nawiązania lub podtrzymania interakcji psa z człowiekiem najważniejszy jest kontakt wzrokowy. Pies patrzy na nas, uważnie obserwując każde drgnienie mięśni, ruch dłoni, a nawet gałek ocznych. Skupia wzrok na lewej połowie naszej twarzy, czyli tej, na której wyraźniej odzwierciedlają się nasze emocje, co stwierdzili uczeni z angielskiego University of Lincoln za pomocą bardzo czułych przyrządów optycznych.To pozwala psu lepiej zrozumieć nasz nastrój, a co za tym idzie – łatwiej dostosować się do naszych wymagań. Dlatego często odnosimy wrażenie, że pies czyta w naszych myślach, np. jest wyjątkowo cichy, kiedy jesteśmy w złym humorze, czy zrywa się, kiedy coś nas przestraszy.Co więcej, możemy psu wzrokiem wydać polecenie, na przykład kazać przynieść jakiś przedmiot. – Pies to niezwykłe zwierzę, które potrafi domyślić się, na co patrzy człowiek, obserwując jego oczy – mówi dr Maciej Trojan z Zakładu Psychologii Zwierząt Uniwersytetu Warszawskiego. – Z tym zadaniem mają problem nawet naczelne, a zupełnie nie radzą sobie z nim inni towarzysze człowieka, np. koty. Obserwacja naszych oczu nie tylko umożliwia psu zorientowanie się, na co patrzymy, lecz także pozwala zdobyć smakołyk. – Pies wie, że kiedy nawiąże z człowiekiem kontakt wzrokowy, ten staje się podatny na jego prośby. Dlatego jeżeli przy stole siedzi kilka osób, a pies ma ochotę na jakiś smakołyk, podejdzie do tej, która może go zobaczyć, a nie do tej, która stoi tyłem albo ma zasłonięte oczy – mówi dr Trojan.O tym, że pies zdaje sobie sprawę z tego, co widzi człowiek, i potrafi niejako postawić się na jego miejscu, przekonali się naukowcy z Uniwersytetu im. Loránda Eötvösa w Budapeszcie. Sprawdzali, jak zachowuje się pies, kiedy w pokoju pełnym piłek otrzyma polecenie: „Przynieś piłkę”. Okazało się, że najpierw patrzył w oczy człowieka, próbując ustalić, którą piłkę on widzi, a potem zawsze przynosił tę, która leżała w zasięgu wzroku badacza.– Fakt, że pies jest w stanie dociekać, co dzieje się w umyśle człowieka, świadczy o rozwoju umiejętności zwanej teorią umysłu, która pozwala na przewidywanie zachowań innych istot– mówi dr Trojan. Do niedawna uczeni byli przekonani, że umiejętność tę mają tylko naczelne. Wygląda jednak na to, że psy również potrafią wyobrazić sobie, co dzieje się w naszych umysłach.Umiejętność ta pozwala im nawet próbować nas oszukać. Aby się o tym przekonać, wystarczy położyć miseczkę z jedzeniem i zakazać psu podchodzenia do niej. Ułożony pies słucha polecenia, ale tylko do momentu, kiedy człowiek zamknie oczy. Wtedy podbiega do miski, zjada smakołyk, a następnie wraca na swoje miejsce i udaje, że nie wie, co się wydarzyło.
Skoro więc psy mają tak wiele umiejętności podobnych do ludzkich i tak fantastycznie się z nami porozumiewają, być może mają również samoświadomość, czyli coś na kształt duszy? Dziś jest to jeszcze wątpliwe, bo psom nie udaje się zdać tzw. testu lustra, który psycholodzy uważają za jeden z kluczowych wyznaczników samoświadomości. Polega on na tym, że psu rysuje się na czole lub w innym widocznym miejscu ciała kropkę, po czym ustawia się go przed lustrem. Jeżeli zwierzę ignoruje znak, przyjmuje się, że nie ma świadomości swojej odrębności. Jeżeli zaś patrząc w lustro, zaczyna zmazywać kropkę ze swojego ciała, oznacza to, że jest w stanie się domyślić, że lustro przedstawia jego wizerunek – a to z kolei oznacza zaawansowaną samoświadomość. Test lustra zdają jedynie ludzie, większość małp naczelnych (ale nie goryle), słonie i niektóre ptaki. Fakt, że psy nie zdają tego testu, wcale nie musi oznaczać, iż nie mają świadomości swojego istnienia. Możliwe, że to test lustra nie uwzględnia psiego sposobu postrzegania świata. – Psy nie są wzrokowcami, w lustrze z małej odległości widzą nieostry obraz. Być może dla nich zdecydowanie bardziej wyrazistymi wyznacznikami własnego i cudzego ciała są zapachy – mówi dr Trojan.
Tak czy inaczej, psia świadomość to wciąż zagadka. Możliwe, że rozwiążemy ją dopiero wtedy, gdy powstaną skanery mózgu umożliwiające odczytanie psich myśli i przełożenie ich na nasz język. Już dziś uczeni są niemal pewni, że są one zdecydowanie bardziej skomplikowane, niż dotychczas sądzili. Nie zaszkodzi więc po powrocie do domu pogadać z psem jak z przyjacielem. Prawdopodobnie zrozumie więcej, niż myślimy.
Moje uwagi:
test z lustrem, to bezsensu, czemu miałbym się przejmować jakąś kropką? Czasem idę z przyklejonym liściem, trawami powbijanymi w futro itd. Jestem pewien, że każdy pies by taką kropkę zignorował, w lustrze sprawdzamy jak się ogólnie prezentujemy, czy futro lśni, bródka nie za siwa, boki nie za bardzo spasione, a nie czy gdzieś tam jest kropka. No dobra, jakby była na oku czy wąsikach, to wiadomo;-)
Skąd badacze mają pewność, że my psy źle widzimy w lustrze?;-) To mnie bawi, niech badacze zgadną dlaczego. Ach, chciałem jeszcze parę rzeczy sprostować, ale pomyślałem sobie, że może lepiej zostawić naukowcom i badaczom parę spraw do odkrycia? :-)))

03.08.2013

święto

1.08 to narodowe święto Szwajcarów. Już ze dwa dni wcześniej wiedziałem, że coś się będzie działo - co jakiś czas strzelały petardy. To zawsze jest oznaka jakiejś większej imprezy.
Nie będę snuł tu rozważań co myślę o petardach, to już poruszałem wcześniej (w okolicach każdego Sylwestra).
Nasza lokalna impreza odbywała się na łące obok tego małego domku, który widać na zdjęciu powyżej.
Jest to Rebhaus i każdy może go wynająć i zorganizować sobie tam jakąś imprezę.
Widok z Rebhausu na okolicę
1 sierpnia, czyli Święto Narodowe Konfederacji Szwajcarskiej jest obchodzone bardzo uroczyście.
 Ustanowione zostało w roku 1891 w 600. rocznicę założenia Konfederacji Szwajcarskiej. Od tej pory 1 sierpnia jest najważniejszym świętem państwowym, aczkolwiek jeszcze nie dawno obchodzone ono było nie we wszystkich kantonach jako dzień ustawowo wolny od pracy. 1 sierpnia stał się dniem wolnym od pracy dla wszystkich Szwajcarów dopiero w 1994 r.
Każdego roku 1 sierpnia Prezydent Konfederacji lub członek Rady Federalnej, wygłasza przemowę z miejscowości, gdzie wszystko się zaczęło, czyli z łąki Rütli (Rütliwiese), nad Jeziorem Czterech Kantonów, poniżej Seelisberg, gdzie w 1291 r. spotkali się przedstawiciele 3 kantonów: Uri, Schwyz i Unterwalden, by uzgodnić wspólne działania zjednoczonymi siłami w obronie swoich kantonów przed wszelkimi najeźdźcami. To tu zapisano słowa: "Chcemy być jednym narodem braci, którzy się nie rozdzielą w potrzebie i zagrożeniu".
Rütliwiese to świętość narodowa. Dlatego nie zezwala się na zabudowę tego terenu. Już w roku 1859 dzięki zbiórce dzieci szkolnych wykupiono ten teren i podarowano Konfederacji z żądaniem, by nigdy nie zabudowano tego terenu, by pozostał taki jak przed wiekami.

Dziś jest to ciche miejsce nad jeziorem, dostępne za pomocą statków (mała przystań), z małym muzeum historii Szwajcarii, jednym lokalem gastronomicznym, trzema źródłami i dużym polem piknikowym. Oczywiście nie ma możliwości dojazdu samochodem do łąki. Tylko statkiem i pieszo z Seelisberg albo z Trub - około godziny spaceru.
Przemówienie i muzycy z alphornami
Tego dnia politycy wszelkiego szczebla wygłasza przemówienia na wiecach w różnych miejscach Szwajcarii. Oczywiście nie można sobie wyobrazić święta narodowego bez fajerwerków, lampionów i świateł w górach. To zawsze największa atrakcja dla dzieci. W niektórych latach z uwagi na panującą suszę wprowadzało się z tego powodu zakaz używania ogni sztucznych, dlatego w niektórych miejscowościach użycie fajerwerków bywało niemożliwe. Naturalnie największe pokazy ogni sztucznych są urządzane niezależnie od pogody w Zurychu, czy Genewie, albowiem urządzane są nad jeziorami i chronione przez zastępy strażackie. W tym roku w 10 kantonach był wprowadzony zakaz używania sztucznych ogni m.in. w kantonach: Zurych, St. Gallen, Genewa, Gryzonia (choć kilka gmin wydało zgodę na fajerwerki), Valais, Ticino. Dlatego tak duża ilość osób wzięła udział w obchodach w Bazylei (120.000 osób), gdzie 25 minutowy seans fajerwerków wystrzeliwanych ze statków zacumowanych na Renie między głównymi mostami miasta obejrzały dziesiątki tysięcy ludzi.
Coraz bardziej popularny jest tzw. brunch świąteczny, czyli poczęstunek podawany przez rolników specjalnie na tę okazję przygotowany dla osób, które wcześniej się zaanonsują w wybranych 400 gospodarstwach rolnych. Tego dnia większość Szwajcarów odwiedza swoje ulubione miejsca związane z historią kraju, gdzie organizowane są przeróżne imprezy kulturalno-rozrywkowe. Na śniadanie nie powinno zabraknąć małych bułeczek pieczonych specjalnie na tę okazję z motywami szwajcarskimi i oczywiście z wetkniętą miniaturową flagą Szwajcarii. Wieczorem ważniejsze obiekty w kraju oświetlano specjalną iluminacją, w której najważniejszym elementem był oczywiście biały krzyż na czerwonym tle. 

U nas wieczorna część uroczystości zaczęła się po 18-tej. Ponieważ Rebhaus leży na uboczu i górce z różnych miejsc Regensdorfu i okolic jeździł specjalny busik, który dowoził chętnych bezpośrednio na miejsce. Na łące stał ogromny namiot, w środku lady z smakołykami, na zewnątrz grill. Dużo stołów i mała scena. Na scenie prezentował różne hity jakiś lokalny zespół, a ludzie jedli, pili i starali się gawędzić. Stoły były też ustawione na zewnątrz, co przy takiej pogodzie było bardzo dobrym pomysłem. Na zewnątrz była też estrada na której lokalne władze przemawiały plus muzycy dęli w alphorny(rogi alpejskie ).
Na drodze poniżej łąki cały czas odpalano sztuczne ognie i petardy.
Jak widać nawet toi-toi został odpowiednio dobrany:-)

Około 21.30 podpalono ognisko. Stos był naprawdę gigantyczny i dodatkowo wokół niego rosło pełno krzaków i stało wielkie drzewo.
Gałęzie tego drzewa prawie ciągle były w zasięgu płomieni. Ale nic z tego złego nie wynikło. Trudno zrozumieć jakim cudem:-).
Ognisko ponoć było pod kontrolą, choć naprawdę można było mieć wrażenie, ze za chwilę okolica pójdzie z dymem.
Im ciemniej się robiło, tym więcej pojawiało się ogni sztucznych. I widać było, że podobnie w całej okolicy: tu i ówdzie paliły się ogniska, a na niebie błyskały kolorowe ognie.
Z daleka wyglądało to groźnie, ale tutejsza straż pożarna nie musiała interweniować.
Ja ucieszyłem się, że Pani i Pan wrócili do domu zanim przyszła największa fala strzelania petardami.
Ponoć w przyszłości strzelanie ma być mocno ograniczone i ja bardzo bym się z tego cieszył.
Jeszcze jakieś zorganizowane pokazy da się wytrzymać, ale gorzej jak potem przez kolejne godziny komuś się przypomni, że jeszcze ma w kieszeni jakieś petardy i sobie strzeli. Zawsze mnie to wytrąca z równowagi i spokoju.

01.08.2013

alpejskie scenki

Zamieszczę te landszafty choć ich na własne oczy nie widziałem. Nie tym razem. Ale jak tylko poprawi się pogoda, czyli kolejna fala upałów minie, to nadrobię moje spacerowe zaległości.
Dodatkowo mam zakaz pluskania się w wodzie, więc jakieś górskie strumyki tylko by mnie kusiły, mógłbym być nieco zły, że nie mogę skorzystać z okazji by pomoczyć sobie łapy w chłodnej wodzie.



Na pastwisku urzędowały oczywiście krowy, z tym, że to były całkiem inne krowy.
Na ogrodzeniu było napisane, że to krowy rasy galloway.
Tutaj jest ich szwajcarski dom.
Na jednej łące były dorosłe osobniki, z dzwonkami rzecz jasna. A po drugiej stronie trawę skubała młodzież.


Ostrzeżenie by zachować dystans  - ze względu na młode. Akurat w tym dniu całe stado było na łąkach ogrodzonych i dystans w naturalny sposób istniał.

Było też ostrzeżenie przed kozami, które sobie spacerują gdzie chcą. A dokładniej była to prośba, by psy nie biegały samopas. Czyli musiałbym spacerować na smyczy. No tak, trzeba jednak pamiętać, że czasem gdzieś nie jest się u siebie i skoro kozy tam mieszkające boją się psów, to  trzeba się dostosować.


A to już inne miejsce. Oznaczone jest jako przejście dla krów.
Tu krowy z obory przechodzą na swoje pastwisko. I wszyscy muszą czekać aż sobie dostojnie przejdą -ruch drogą jest wstrzymany:-)





LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...