29.02.2012

powiew wiosny!

Nie wiem jak u Was, ale u mnie od paru dni jest prawdziwa wiosna! I nie jest ona związana z moimi minionymi miłosnymi uniesieniami:-)
Słońce, temperatura ok. 10 stopni ciepła, na drzewach widać pąki, a na krzakach pojawiły się pierwsze drobne listki.
Czekam aż trawa zacznie odrastać, może wtedy moje łapy po spacerach będą czystsze, bo na razie to ciągle są ubłocone. A to czego naprawdę nie lubię, to czyszczenia łap. Gorsze jest chyba tylko czyszczenie uszu..
Oto pierwsze dowody na to, że wiosna naprawdę coraz bliżej:
A co jeszcze przyjemnego się stało?
Znów dostępny jest balkon! Próbowalem pomagać Pani w jego sprzątaniu, ale poradziła mi udanie się na drzemkę. Poczułem się tym dotknięty i obrażony poszedłem.
W tym czasie uschnięte badyle z donic zniknęły, niektóre rośliny z pokoju przeniosły się na balkon. Wszystko wyczyszone i znów mogę sobie prowadzić obserwacje ulicy:-)))
Na zdjęciu przymiarka do obserwacji, jeszcze przed sprzątaniem.


znalezione

Znalazłem w sieci fajne zdjęcia, skopiowałem je u siebie (ze stron joemonster.org i kwejk.pl).

Smieszny jest rysunek przedstawiający zwierzęce fobie.
Muszę jednak zaprotestować: nie każdy pies boi się odkurzacza, ja bardzo lubię jak odkurzacz pracuje. Codziennie mam możliwość usłyszeć ten miły dla ucha szum. Działa na mnie relaksująco i momentalnie usypiam. Jak rura czasem i po mnie przejedzie, to nie podskakuję, leżę nieruchomo zadowolony. Czasem układam się też w taki sposób, aby podmuch z odkurzacza leciał w moją stronę.
O, tu tegoroczne zdjęcie, właśnie się przenosiłem w stronę wspomnianego podmuchu, czyli na tył odkurzacza, załapałem się na masaż szczotką;-)

To jest wspaniała walizka! Niezbędnik dla każdego psa, Pan powiedzial, że też by nie wzgardził zawartością ;))))
Ciekaw tylko jestem czy potrafilbym nie zjeść wszystkiego za jednym zamachem. Obawiam się że nie jestem takmi prawdziwym smakoszem, nie potrafiłbym się delektować tymi pysznościami dłużej niż godzinę. jak siebie znam, to pożarłbym wszystko sprawnie, a uszy by mi się aż trzęsły. Potem bym popił dwoma miskami wody, beknął porządnie i wygodnie ułożył na legowisku. Oblizywaniom się nie byłoby końca, aż poczułbym tą błogą sytość w brzuchu i zasnął zadowolony.


Czyż nie wspaniała psia ekipa? Jak ktoś wie gdzie trenują, to niech mi napisze! Chętnie bym się z nimi spotkał, kto wie, może mógłbym z nimi zagrać?;-))

24.02.2012

amory

Tak, ostatnio miałem bardzo stresujący okres - jakaś psica zostawiała wyraźny ślad typu zachęta do amorów. Poczułem się tak jakby to była wiadomość tylko dla mnie, że właśnie mnie wybrała na swego..hmmm.. rycerza;-). W domu czułem się jak w klatce, czuwałem przy drzwiach wyjściowych, popłakiwałem sobie oficjalnie, albo też cichutko użalałem się nad soba w w kąciku.
Na dworze mógłbym i nocować, żaden mróz mi nie przeszkadzał.
Codziennie podczas spacerów tęsknym wzrokiem rozglądałem się po parku, czy czasem gdzieś nie widać tej, która dała mi znak.
Chodziłem z nosem przy ziemi, zawsze jej tropem, czasem zapominałem że powinienem załatwić sprawy tak przyziemne jak siku.
Poranne romantiko:
Trudno uwierzyć, ale przez ten czas zakochania ani razu damy mego serca nie spotkałem..
Nawet jesli o tej samej porze była w parku, to nie udało nam się stanąć nosem w nos.
Czyli kolejny raz byłem zakochany platonicznie.
A czyż nie mam dobrej prezencji? Wszystko jest takie jak trzeba, ta posucha w moim życiu uczuciowym(erotycznym) wynika z tego, że zawsze jakis pan czy pani się na drugim końcu smyczy plącze! Szczególnie gdy jakaś psia damulka zostawia wabiące zapachy, to nie ma zmiłuj: nie da się podejść blisko.
Co robić? Muszą wystarczyć męskie przepychanki z innymi psami, albo odpowiednia maskotka.
Taka psia dola;-)

15.02.2012

Stop Killing Dogs For Euro 2012

Jak ktoś jeszcze nie wie o co chodzi w tej akcji, to zapraszam na stronę:
http://www.stopmordowaniu.pl/index.php/strona-glowna/
Uprzedzam: są tam drastyczne fimiki i zdjęcia.
Jednak czy należy chować głowę w piasek, udawać, że nic się nie dzieje, bo to "tylko"(!!!!!!)psy?
petycja:
http://www.petycje.pl/petycja/5633/stop_mordowaniu_psow_na_euro_2012.html

U nas demonstracja była 11-go lutego. Był to bardzo mroźny dzień i Pani postanowiła, że pójdzie sama, tzn. ja zostanę w domu. Bardzo tego żałuję. Główną przyczyną dla której zostałem nie był mróz, a stan w jakim wtedy byłem. Ogarnęła mnie gorączka miłości i ciężko się ze mną wtedy współpracowało. Pani stwierdziła, że nie chce mieć naderwanej reki..
Na demo, tak jak się spodziewałem, było sporo psów. Możliwe, że jednak nie zachowałbym sie przyzwoicie.
Przemarsz ulicami miasta trwał ponad dwie godziny. Większość psów miała poubierane kubraki. Być może im to było potrzebne.
Zanim ekipa ruszyła można było podpisać petycję, wziąć różne ulotki o tym co się dzieje na Ukrainie oraz nalepki i plakietki.
Ludzie nieśli transparenty z hasłami przeciw mordowaniu psów. Były też okrzyki typu: ME tak, mordowanie nie. Przechodniom rozdawano ulotki, większość brała, ale część uciekała z rękami jakby ten kawałek papieru palił żywym ogniem.
Na pierwszy rzut oka było widać, że demonstracja nie jest związana z polityką, a zwierzęta jednak większość ludzi lubi czy kocha. Czemu więc robiono uniki to nie wiem. Teoretycznie jeśli ktoś stoi i obserwuje daną demonstrację, to chyba chce wiedzieć o co chodzi, co ci ludzie chcą przekazać, czemu idą, czemu krzyczą itd.
Pani i Pan to nawet z pierwszomajowych pochodów przynoszą różne gazety i ulotki - biorą co inni im w ręce wciskaja;-)
Szczęśliwe psy, bo mające pewność, że są kochane:

W demo wzięło udział wielu ludzi z organizacji opiekujących się psami czy z psami pracujących.

Czy takie demonstrowanie coś daje? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Na pewno choć tyle, że o tym co się dzieje na Ukrainie jest głośno. Wiele osób się angażuje w to by pomóc ukraińskim psom. Jednak sama Ukraina czy chce przerwać ten okrutny proceder likwidacji bezpańskich psów?
Przyznam, że cieszy mnie fakt, że to w Polsce lwia część ekip piłkarskich będzie mieszkać podczas w ME.
Kolejna demonstracja w naszym mieście 31-go marca.

08.02.2012

Schwarzi Labbi.. w dziurze

W dniu w którym Pani wzięła replikę do Brig ja poszedłem z Panem na wycieczkę.
Wpierw zjechałem gondolą do Wiler, pare minut niby to asfaltem, a potem już ciągle w górę przez las. Asfaltem, bo była to szosa, czarna:-) ale juz pobocze to śnieg, mnóstwo śniegu.
Potem już zaczął się szlak. W miesiącach niezimowych ten szlak to po prostu droga do Lauchernalp, da się tamtędy wjechać samochodem. Zimą nie ma takiej możliwości, pług wprawdzie odśnieża to miejsce, ale korzystają z tego narciarze, saneczkarze, spacerowicze.
Idzie się tamtędy bardzo przyjemnie, serpentynami coraz to wyżej. Choiny po samo niebo, cisza. Zwierzyna leśna gdzieś tam musiała się czaić, ale nie wyczułem.
W tym miejscu miałem mieć pamiątkowe zdjęcie z Panem, wszystko było już przygotowane, ale coś mi odbiło i się zerwałem zasypując obiektyw śniegiem.
Miałem też podczas tej wędrówki interesującą przygodę. Nie pokazałem po sobie, że się nią przejąłem, wolę chyba być takim trochę macho w oczach innych niż wystraszoną ciapą.
Było to tak: poczułem pragnienie. Teoretycznie wody wokół pod dostatkiem, tyle że w postaci śniegu. Jednak pamiętałem, że gdy z szosy wchodziliśmy na drogę w las z boku widoczny był górski strumyk. Musiał się więc gdzieś tam wić pośród drzew lub na poboczu naszej trasy. I nagle zobaczyłem miejsce, które idealnie pasowało mi na źródło świeżej wody.
Trzy skoki i juz jestem, dobrze to wygląda więc nachylam się i nachylam i już sekundę później znajduje sie na dnie jakiejś dziury!!!
Myśli sto mi przelatuje przez łeb, i to w ciągu dwóch sekund.
No co tu robić, podskakuję, ale nie sięgam łapami do brzegu tej dziury, niezłe jaja..
Tak jak dyskretnie wpadłem w ten loch, tak samo dyskretnie chciałem się wydostać. Jednak Pan już zauważył moją nieobecność, słyszę, że mnie nawołuje. Na szczęście widział gdzie się wcześniej kręciłem, też pewnie nie podejrzewał, że w tym miejscu kryje się taka pułapka.
Ach, widzę znajome i przyjazne oblicze Pana nad sobą, uff w sumie nie ma co zgrywać bohatera, ktoś musi mi tu podać pomocną dłoń. Ciekawe tylko co to był za błysk w oku Pana, taki ułamek sekundy, no chyba nie pomyślał, że byłoby z tej sytuacji ekstra foto??
Pan leżąc na śniegu nachyla się, łapie mnie za kark, ja się cały sprężam i tak jak szybko tu wpadłem, tak samo szybko jestem z powrotem na powierzchni.
Oj jak dobrze, otrzepuję się, rzucam spojrzenie pełne wdzięczności w stronę Pana i juz biegne dalej drogą.
Nurtuje mnie jednak kto pomaga takiej małej sarnie gdy wpadnie w podobna dziurę? Albo czy lis dałby radę sam sie wydostać? A młoda, dzika świnia? No przecież jakby dzikowa miała młodego wyciagnąć z takiej kryjówki? I czy ja bym sobie ostatecznie sam poradził?
Hmm choć nad tym wole jednak za bardzo się nie zastanawiać.
To teraz, po czasie mam takie refleksje. Wtedy czułem, że nie ma sensu analizować wydarzenia, zakończyło się dobrze. Lepiej skupić się na spacerowaniu i widokach.
A przed naszym domem trwały prace - śnieg przerzucano z jednego miejsca w drugie;-). Po latarniach widać ile nasypało.

reklamy z Super Bowl 2012

Tak się składa, że ani Pats ani Giants nie należą do moich ulubionych drużyn. Nie czułem więc aż takiego napięcia z powodu tego finału. Nawet miałem pewne deja vu..
Jak widać nie tylko ja:
http://usasports.blox.pl/2012/02/Deja-vu.html
Polecam powyższą relację z meczu zainteresowanym.
Ja skupię się na reklamach, które są pokazywane w przerwach. Spoty reklamowe co roku biją różne rekordy: a to najdłuższa reklama, a to najdroższa itd. To mnie tak naprawdę nie bardzo interesuję. Jestem ciekaw reklam w których pojawiają się psy:-).

Pies-"ratownik", co on może takiego reklamować? Piwo?No no..



A w takiej reklamie to chciałbym wystąpic!!!! bardzo.. nawet bym specjalnie do niej przytył;-)


By zrozumieć końcówkę tego filmiku trzeba sobie przypomnieć wcześniejszą reklamę VW.
Pies też się w niej pojawia:-)


Była reklama piwa, więc i coś do piwa:

02.02.2012

Schwarzi Labbi wędruje(5)

A tutaj całkiem inny dzień, za to okolica ta sama, tyle, że dzień słoneczny i po zamieci zostało wspomnienie.
Nasza górska wioska, najwyższy budynek to stacja wyciągu.

W tym dniu Pan wcześniej wyszedł i poszedł szlakiem wyznaczonym dla posiadaczy rakiet śnieżnych. Ja z Panią poszedłem znanym już szlakiem w taki sposób, że mieliśmy się spotkać po drodze.
Jak widać pogoda była idealna, a wszystko wokół wyglądało jak obrazki z pocztówek.
To ślady rakiet śnieżnych, jak widać Pan sam tamtędy szedł, czasem na tzw orient, bo nie było widać znaków.
Ja z Panią szedłem sobie spokojnie gdy na horyzoncie (dość daleko) pojawiła się jakaś postać.
Stanąłem zaciekawiony i czekałem na rozwój wydarzeń, czyli aż ten ktoś pojawi się bliżej. Pani jednak mnie trochę podpuściła: Enzo, nie jest to czasem twój Pan.. ?
No tak! Przecież to mogła być prawda! Od razu poczułem nowy przypływ energii. Znacznie przyspieszyłem, a tu tyle zakrętów przed nami, w dodatku Pani szła zdecydowanie za wolno!
Sylwetka się przybliżyła i postanowilem pobiec skrótem;-)

Oj nie było to wcale takie łatwe jak w pierwszej chwili myślałem. Zakopałem się prawie cały w śniegu, potem musiałem wykonać milion kangurzych skoków, ale się udało i dobiegłem w całkiem dobrym tempie do Pana.
Od razu niestety uraziłem się tymi rakietami, bo nie widziałem ich w tym sniegu, na szczęście było to małe draśnięcie w fafle. Parę kropli krwi w śnieg i tyle. Za pół godziny już nie pamiętałem o tym zdarzeniu.
Fascynowało mnie to, że Pan w tych rakietach tak może chodzić w miejscach gdzie jest całkiem spora warstwa śniegu. I nie zapadał się. Ja jak szedłem jego śladem to też się (aż tak) nie zapadałem.
Potem wróciłem z Panią do domu, im bliżej byliśmy tym bardziej czułem, że chętnie bym podrzemał. Położyłem się na chwilę przed kominkiem. I cóż, z tej chwili zrobił się konkretny czas, po prostu zasnąłem w parę sekund i ponoć spałem mocno, a i pochrapywałem donośnie. Podświadomie przyjąłem do wiadomości, że i Pan wrócił. Potem nawet zmieniałem miejsce snu, ale nie za często, bo po tym spacerze, to jakoś wyjątkowo odczuwałem istnienie różnych mięśni w miejscach w których bym się tego wcale nie spodziewał;-)

Schwarzi Labbi w śnieżnej zamieci (4)

Oj w tym dniu to śniegiem tak sypało, że czasem jak się odwracałem do tyłu, to własnego ogona nie widziałem;-). Tyle, że mi się taka zamieć podobała, bardzo chętnie wybiegłem na spacer.
Śnieg jest taki zabawny, niby jak na plaży ale sto razy lepiej. Łapy się zapadają, ale poduszki są miło schłodzone, jak pragnienie znienacka dopadnie można zanurzyć sznupę w śniegu. Bieganie wymaga pewnego wysiłku i zaangażowania, przytrafiają się wieczorne zakwasy, ale cóż z tego skoro daje to tyle radości i szczęścia.

Nie wszystko było zasypane, po drodze znajdowałem różne gałęzie. Ta tutaj wydawała mi się odpowiednia na kijek. Chciałbym mieć też takie kijki do chodzenia. Skoro i Pan i Pani z takimi spacerowali, to ja nie chciałem być gorszy.
Co jakiś czas pojawiały się tablice informacyjnie o regionie, niektóry zasypane, ale część dało się obejrzeć. Na tej przedstawiono ślady zwierząt jakie zostawiają np. na śniegu. W tym dniu żadnych nie widziałem. Może dlatego, że byłem pierwszym który na ścieżce postawił łapę?
Tak, tak, przed nami nikt tego dnia tym szlakiem nie szedł, a zwierzęta pewnie wolały jakieś inne ścieżki;-). Szlak jednak był dostępny tylko dlatego, że ratrak tamtędy rano przejechał.
Całą drogę starałem się iść pierwszy, hmm w zasadzie nie musiałem się starać, samo to jakoś tak wychodziło, że byłem najszybszy. Czasem czekałem aż reszta do mnie dobije, a czasem kursowałem pomiędzy Panem a Panią.
Oto i Pani człapie w czapie:-). Samo jakoś mi się zrymowało. To chyba z powodu tej suczki, która w moim paru pozostawia aktualnie swoje zapachy..

Jak sobie te zdjęcia oglądam, to żal mi że u nas nie ma takiej pogody. Co z tego, że jest mróz i to taki porządny? Bez śniegu nie ma prawdziwej zimy, właśnie lecące z nieba płatki kojarzą mi się zimowo, a mróz to niezbędny dodatek, aby śnieg nie topił się od razu.
Kijki, coś mi się kojarzy, że parę sekund później już z jednym w pysku biegałem jak szalony:-))

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...