27.11.2010

pierwszy śnieg tej zimy

Wczoraj nastąpiła ta właśnie chwila - w pewnym momencie zrobiło się za oknem biało. Od paru dni czuć było, że może być śniegowo, ale zawsze nic z tego jednak nie wynikało. A w piątek zmiana.
Można powiedzieć, że sezon zimowy został otwarty. Ja leżałem sobie w w swoim starym, dobrym, rozlatującym się legowisku i z uwagą obserwowałem co to dzieje się za oknem.
Króliczki harcowały jak zawsze, więc zimno im nie było. Zresztą one widać, że już się przygotowały do zimy, obrosły nieco w tłuszcz. Tylko co one zimą jedzą??
W końcu te wszystkie rozmyślania mnie nieco zmęczyły i wygodnie się ułożyłem, a sen przyszedł w sekundzie.
To niewyraźne za oknem to właśnie pierwszy śnieg:-)
Pies z psem w objęciach;-)

w Taunusie z Jill

Dziś miałem spotkanie z Jill z Marburga, od dawna umówione. Najlepszą niespodzianką było to, że pogoda nam dopisała. Nikt się nie spodziewał, że może być to wycieczka w zimowej scenerii, raczej liczyliśmy na jakieś deszczysko.
Pojechaliśmy w Taunus, a tam przywitały nas takie widoki:
Nie widać, tego, ale przez większość spaceru było słonecznie, śnieg się skrzył, było cicho i pusto - inni ludzie byli na spacerach w centrach handlowych;-), do lasu pewnie jutro pojadą.
Ja gdy tylko zostałem swobodnie w las puszczony dostałem dzikiej radości. Naprawdę wariowałem ze szczęścia: że spacer w lesie, z innym psem, że śnieg.
No i jak to Pani twierdzi, bardzo się przed Jill popisywałem. Jakaś prawda w tym jest, nie ukrywam;-). Chciałem się jej pochwalić jaki to fajny las, pokazać, że ze mną może tam bezpiecznie biegać i że cieszę się, że zechciała do mnie przyjechać. Ona na początku była nieco nieśmiała, więc starałem się za mocno nie narzucać swoją męskością. Im głębiej w las tym jej zaufanie do mnie było większe. Biegała za mną, razem wąchaliśmy różne ślady pozostawione przez leśną zwierzynę, razem wypatrywaliśmy mieszkańców lasu:-)
Czułem, że Jill się dobrze czuje w moim towarzystwie, może też pamięta nasze pierwsze spotkanie:
http://enzowy.blogspot.com/2010/06/nowa-kolezanka-jill.html


Obecność psiej damy dodawała mi skrzydeł, tak, teraz po czasie mogę się do tego przyznać. Pan uważa, że po tych leśnych biegach będę miał zakwasy:-). Nasz spacer ponad 2 godziny, a ja byłem stale w ruchu, bieg przed siebie, z powrotem, a tu skok na skarpę, albo w kałuże oblodzoną..a tak, w błocie ukrytym pod warstwą lodu też się wytaplałem..
Po prostu energia mnie rozpierała, mało było możliwości na jakieś zdjęcie na którym siedzę lub stoję w miarę nieruchomo.

Co chwilę znajdowałem kawałki gałęzi, wydobywałem je spod śniegu i dumnie z nimi pędziłem przed siebie. Wszyscy się śmiali, że zbieram drewno do kominka, no bezsensu, bo przecież nie mamy kominka;-). Nosiłem też szyszki, kamienie i lodowe grudki.
Chciałem Jill pokazać jaki jestem silny i biegałem tylko z takimi grubymi gałęziami. Właziłem też do leśnego strumyka, aby pokazać, że zimna woda mi nie straszna, robiłem wspaniałe skoki z skarpy na ścieżkę, wszystko to by wypaść w jej oczach na "faceta z jajami".
Psie popisy -można tak powiedzieć.
Spacer jednak kiedyś musiał się zakończyć, dałem więc wytrzeć się z błota i lodu, wskoczyłem na swoje miejsce w samochodzie i po minucie jazdy już zapadłem w drzemkę.
W domu też - z przyjemnością zwinąłem się w kłębek u siebie i spacer jeszcze raz przeżywam śpiąc.

25.11.2010

myślami przy zimie

Zapowiadany jest śnieg. Chyba jako jedyny w domu się z tego cieszę;-). Na razie tak po cichu, bez zewnętrznych oznak radości, po co kogoś drażnić?
Ale zastanawia mnie to czemu ludzie tak źle reagują na wieść o śniegu, mrozie, ogólnie zimie?
Może to, że muszą więcej na siebie odzieży narzucić? Ja na szczęście nie muszę:-)
Już sobie wyobrażam jak biegam po śniegu, a na brzuchu tworzą mi się lodowe grudki.
Dziś też biegałem, tyle że w stercie liści. Jak szukałem w nich piłki to wszystko fruwało wokół mnie. Z premedytacją kopię tylnymi łapami po takich liściach, to fajne uczucie jak one tak wzbijają się w powietrze. Brzuch miałem ubłocony po powrocie do domu. Zadowolony jednak byłem, bo udało się Panią na piłkę dziś namówić. W końcu Liga Mistrzów dziś była, to trochę zabaw piłką było całkiem na miejscu.
Pani robiła dryblingi jakby chciała być Cristiano Ronaldo;-), śmieszyło mnie to, bo przecież i tak za każdym razem wyłapywałem piłkę. Ale zabawa była, aż para z pyska mi leciała.
Miałem potem dobra drzemkę.
A może to zasługa świeżo wypranego legowiska? Ono już ledwo żyje, ale moje sugestie co do nowego trafiają jakoś w próżnię. Nie wiem dlaczego? Może powinienem jakoś inaczej to załatwić, tyle, że nie wiem za bardzo jak. List do Mikołaja?
Czy to działa..
Widziałem też szmatkę z auta wypraną i moje turystyczne legowisko, nie wiem czy to jakieś porządki przed zimą, czy coś się szykuje wyjazdowo?
Na sobotę mam już umówione spotkanie w lesie, w grudniu ustawka z Wolfem i Rufusem, ale może chodzi o coś jeszcze???

Ciekawe czy Pan by mnie tak zwiózł? :))))
Ile może ważyć ten owczarek niemiecki? Wydaje się większy ode mnie, ale futro może dodawać mu objętości. Waży pewnie mniej więcej tyle co ja. Muszę się Pana zapytać czy weźmie mnie na przejażdżkę na nartach kiedyś;-)
z internetu
A teraz pierwsze propozycje dla Mikołaja:

elegancka psia sofa, kolor może trochę zbyt jasny, ale na pewno są i inne modele;-)
www.dog-discount.com
zwykłe, proste legowisko. ale jak widać po minie modela bardzo wygodne. najbardziej wersja żołnierska mi się podoba
www.hundeshop.de

w żywym kolorze legowisko o wielu możliwościach, już tylko je oglądając na stronie w necie widzę na ile sposobów dałoby się tam poleżeć.
www.schecker.de

I jeszcze jedno legowisko. niby całkiem zwyczajne, nawet kolor szary. A tu niespodzianka, to jest zdrowotne legowisko, pies sobie śpi, śni, robi orki, a jego kręgosłup zawsze w dobrej pozycji jest ułożony.Cuda normalnie, jakie to wzruszające, że jakiś producent aż tak o psach myśli! bardzo się tym podnieciłem, ale Pani mnie zaraz gasi wspominając o "marketingu". No nawet jakby..
www.hundeshop.de

21.11.2010

zmierzch szybko zapada

Czasem jak idę popołudniu na spacer to niestety jest już zmierzch. Trzeba teraz już czekać na przyszły rok, by tak szybko nie robiło się ciemno. Teoretycznie mi ciemność nie przeszkadza, ale jakoś więcej elementów wydaje mi się wtedy wartych obszczekania:-)
Nawet leżąc u siebie na legowisku (pod oknem) widzę dużo podejrzanych cieni. Oczywiście drę wtedy się ile sił;-). Najczęściej to króliki harcują, no ale dla pewności warto poszczekać.
Wierzę, że jak szczekam to mnie słychać i potencjalni złoczyńcy uciekają w strachu.
Jak wychodzę na balkon(korzystam z każdej możliwości) to tak samo: coś co mi się wydaje podejrzane zaraz zostaje obszczekane. Oczywiście w granicach rozsądku, czyli długie serie szczekania nie wchodzą w grę, ale takie ostrzegawcze warknięcie lub parę szczeków jest dopuszczalne.
To spacer po tym wspomnianym wcześniej hałasie uczynionym przez helikopter. Jak poszedłem na dwór to niestety już był spokój, Helikopter odleciał i już nie wrócił, choć ja byłem czujny i trochę rozczarowany, bo chciałem dać mu sygnały z parku, spotkać się "face to face";-)
Helikopter widziany z balkonu, to nad rondem koło nas, nie wiem co tam obserwował, ale stał dosłownie w miejscu. To mnie najbardziej irytowało, że głośno było, a on się nie ruszał. Wtedy go najbardziej zaatakowałem(głosowo) ale chyba mój dźwięk był zagłuszony przez ten który on generował.

Tu widać, że to policja.
W końcu się ruszył i przeleciał nad naszym domem w okolice parku. Jak leciał to mnie nie denerwował, tylko wtedy gdy "wisiał" nieruchomo nad rondem.
Zasłużony psi odpoczynek;-)

20.11.2010

brak pomysłu na tytuł

Zrobiłem sobie nowy dizajn blogowy;-), taki trochę jesienny. Przynajmniej tak miało to wyglądać.
Ostatnio tak ponuro na dworze, że ta blogowa zieleń mnie irytowała. Wiatr pozrzucał już prawie wszystkie liście z drzew, więc coraz bardziej czuć zbliżającą się zimę.. chociaż u nas ostatnio mało deszczu i temperatura w miarę przyjemna.
W tv słyszałem i widziałem, że policyjne psy w Niemczech mają teraz dużo pracy. Pilnują dworców, lotnisk.. Pan codziennie 4 razy jest na dworcu kolejowym, naszym i kolońskim. Na obu jest sporo policji, która ma troszczyć się o bezpieczeństwo podróżujących, teoretycznie więc Pan jest tam chroniony..
Ja widziałem tylko wielgachny helikopter, latał po mieście, wokół naszego domu, nad naszą ulicą i parkiem. Bardzo mnie to denerwowało, wybiegłem aż na balkon i obszczekałem wiszącego na niebie stwora. Ale zero reakcji.. brzęczał śmigłem dalej.
Wrzucę w weekend jego zdjęcia. Wcześniej już widziałem inne helikoptery, ale jakieś mniejsze były.

Żeby trochę weselej jednak było, to prezentuję zdjęcia psów i kotów, takie z rodzaju śmiesznych.
foto z joemonster.org
A tutaj pies, który pragnął być może dyskretnie obsikać kawałek muru, ale samochód z kamerą google street view go uwiecznił. I teraz ten pies już nie jest anonimowy, bo wiadomo kiedy i gdzie załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne. Niemieckie miasta też już są dostępne w tej guglowej usłudze. Mój Pan też został "złapany", jechał sobie spokojnie do pracy samochodem, a tu "cyk" i już wiadomo, że późną wiosną 2009 takim, a nie innym autem jechał kolońską ulicą.
Twarz i rejestracja zamazane.
Już chciałem zobaczyć czy czasem mnie aparat googla nie złapał na psiej łące, ale nic z tego, tam ów samochód po prostu nie dotarł:-). W sumie szkoda, bo może akurat bym biegał, a w biegu wyglądam przecież dobrze, albo bym leżał w trawie z jakimś kijem:-)
Przyznam się, że mam sporo takich zdjęć jak to poniżej.. czasem po prostu nie chce mi się czekać aż Pani zdecyduje się pstryknąć, a na pęcherz już ciśnie.
foto z joemonster.org
Może jakiś seter irlandzki podczytuję moje zapiski? Chciałbym się dowiedzieć czy to prawda:
foto z joemonster.org
Niby to taki satyryczny rysunek, ale ciekawy jestem na ile prawdziwy;-).
A może ktoś zna jakieś dowcipne rysunki o labradorach? Warto wiedzieć jak nas inni widzą..

10.11.2010

Wiadukt Millau

Nadszedł dzień wyjazdu do domu, czułem to już od wieczora poprzedniego dnia. Zawsze jak widzę walizki, to wiem, że czeka mnie podróż.
To pakowanie i porządkowanie trwało i trwało, niecierpliwiłem się, bo jak trzeba jechać, to najlepiej od razu;-)
W końcu wszystko było na swoim miejscu, ja również. Do swojego podróżniczego kąta w samochodzie dostałem jakieś bagaże, zrobiło się jakoś tak przytulniej i ledwo pożegnaliśmy Homps a już zapadałem w drzemkę.
Jechaliśmy a ja spałem, tylko kłębek zwijałem to w lewą, a to w prawą stronę.
W którymś momencie wyczułem jakieś podniecenie w głosie Pani. "Coś" się zbliżało. Pojęcia nie miałem co to miało być, nazwa Millau obiła mi się o uszy, ale nie zanotowałem we łbie co pod nią się kryło.
Czekałem więc na rozwój wypadĸów nadal się wylegując, dlatego też nie zauważyłem tego kolosa, który się zza zakrętu wyłonił:

Wiadukt Millau to obiekt turystyczny, obok niego parkingi, centrum informacyjne, sklep z regionalnymi produktami oraz ścieżka prowadząca na punkt widokowy.

Nieźle wtedy wiało, zresztą łatwo to sobie można wyobrazić patrząc na te skłębione chmury..
Ja i Pan już jesteśmy na górze.

Siedzę, a za mną główny temat wpisu;-)
Można odnieść wrażenie, że nikogo wokół mnie nie było. Tylko wiadukt, ja i wiatr. To nieprawda;-). Obok stali inni ciekawscy i też robili zdjęcia (oczywiście wiaduktowi, nie labradorowi).

Z punktu widokowego było co oglądać. Przestrzeń niesamowita.

Rzut okiem w inną stronę, to właśnie wspomniane wcześniej parkingi.

Też obserwowałem załatwiając w międzyczasie ważne psie sprawy;-)

A potem znów -hop do bagażnika- i znów w drodze. Jeden z wjazdów na francuskie autostrady.

Chwila przerwy w drodze i ja w swoim samochodowym królestwie;-)
oficjalna strona Wiaduktu
http://www.leviaducdemillau.com/english/index.html
warto zajrzeć, szczególnie jak kogoś interesują szczegóły techniczne.

08.11.2010

niemieckie winnice

Pora nadrobić zaległości. Nie tylko po francuskich winnicach spacerowałem, przypomniało mi się, że przecież w październiku odwiedziłem miasteczko Oppenheim.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Oppenheim
Malowniczo położone, wiele ścieżek spacerowych i z każdej strony ładne widoki.
Winogrona na wielu krzakach jeszcze czekały na zbiórkę.
Ale też w niektórych miejscach winobranie trwało, co jakiś czas przejeżdżał traktor z skrzynkami winogron. Jeździły też takie turystyczne naczepy, to dla tych którzy nie chcą lub nie mogą spacerować.

Biegałem sobie zadowolony patrząc jak inni kosztują grona.
Wysyłałem też sygnały, że również chętnie bym uszczknął takie grono:-), w końcu każdy zrywał, mlaskał i wyrażał swój zachwyt, ja też chciałem w tym uczestniczyć.
Obiekt moich westchnień w łapie Pana:

I wyczekiwany moment, czyli degustacja. Słodkich i pysznych winogron, skórkę też zjadłem;-)Potem byliśmy przez chwile i w miasteczku, warto bo jest ładne. Jednak otaczające je winnice są ładniejsze:-)
Z wzgórz widać i Ren i nasze miasto i elektrownię atomową Biblis, po prostu wszystko.
Polecane wina z Oppenheim:
http://www.gillot.de/




LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...