31.12.2008

koniec roku

Z racji tej, że kończy się rok 2008 chciałbym wszystkim, których spotkałem, których poznałem tylko "blogowo" życzyć bardzo udanego kolejnego roku, 2009.
Aby był wesoły i dla wszystkich szczęśliwy. I żebyśmy się mogli spotykać nie tylko na blogu:-)
Teraz staram się iść i przespać najbliższe z 4 godziny, czyli ten czas gdy ludzie odpalają sztuczne ognie i petardy bardzo tego nie lubię. Na szczęście rolety pozasłaniane i gra jakaś muzyka..
Pojawię się więc już w 2009:-)

świąteczny spacer



Pojechaliśmy w świąteczny dzień do lasu. Pogoda byla mroźna ale i słoneczna. Wszyscy sie grubo i ciepło ubrali, oczywiście oprócz mnie. Mi narzucono tylko kamizelkę odblaskową. To ponoć w ramach bezpieczeństwa. Nie wnikam, juz sie przyzwyczaiłem. Ale jak słońce zaświeci, to te odblaski nieźle dają po oczach(nie moich).

Chodzilismy sobie, ja biegałem najczęściej od Pani i Danki do Pana, lub też od Pana i Danki do Pani. Czasem to tak się rozpędziłem, że miałem wrażenie, że każda moja łapa biegnie w inną stronę. Udało mi się też znaleźć błotną kałużę. Przebiegłem przez nią parę razy nie wierząc w to szczęście. Nie była za głęboka, więc jakoś mocno się nie wybrudziłem.

Czekam, jestem pierwszy na górce, reszta dopiero nadejdzie.

Im dłużej byliśmy w lesie tym więcej pojawiało się spacerowiczów, pewnie przychodzili się przewietrzyć po obiedzie:-)
Parę różnych psów też się pojawiło, ale bliższych znajomości nie zawarłem. Największe wrażenie zrobiły na mnie trzy konie, dość krępe z bujnymi grzywami, jeden miał nawet grzywę zaplecioną w warkocz. Stałem i się gapiłem, a one przeszły koło mnie tak obojętnie..
A tu biegnę w stronę Pani, bardzo ślamazarnie szła i postanowiłem ją trochę pogonić:-)
Zmarzłem oczywiście najmniej z wszystkich, nawet nie poczułem tego, że było troche mrozu. W samochodzie miałem pewien dyskomfort, bo musiałem dzielić siedzenie tylne z Panią. Szybko jednak znalazłem dobre strony tej sytuacji - ułożyłem łeb na jej kolanach i zasnąłem w parę sekund

świąteczne upominki

Pierwszy świąteczny upominek dostałem od firmy ubezpieczeniowej Allianz:D
Przysłali pocztą, tylko nie wiem dlaczego zaadresowali na imię i nazwisko Pana?
W paczuszce były jakieś kupony itp., mnie najbardziej ucieszyły gryzaki do czyszczenia zębów.
W tym roku nie było drzewka ubranego w interesujące rzeczy, być może dlatego, że w ubiegłym roku ściągałem te ozdoby i ciągle pod choinką przechodziłem sprawiając, że igły wciąż leciały..
Było coś co pachniało jak choinka, ale dla mnie było to już mniej pociągające.
Upominki dostałem bezpośrednio z ręki do pyska.

Tu dostaję od Danki smakołyki, które mi sprezentowała wraz z nieobecną tym razem Irką.
Wziąłem delikatnie, nie wyrywając:-)

Uszko od razu pożarłem...

Gdy uporałem się z uszkiem Pani wręczyła mi papierową torbę, w środku był upominek od niej i Pana.

Miś Karlie! Złożony z części zasadniczej, czyli misiowego brzucha i łba oraz sznurków!
W dodatku gdy się misia naciska, to wydaje on dźwięk.

Zapoznaję się bliżej z Karlie..

Resztę wieczoru spędziłem z misiem. Bardzo miła zabawka, nawet wolę go teraz od żyrafy.

Obecnie Karlie ma trochę naruszone sznurki, ale nadal jest w dobrej formie i w ciągu dnia często się nim zajmuję:-)
wspomnienie z ubiegłego roku tutaj:
http://enzowy.blogspot.com/2008/04/to-byy-ju-moje-drugie-wita-pierwsze-nie.html
cóż, Robaczek to długo nie przetrwał, za miękki był.

lekki mróz

pomimo przymrozku dzień był przyjemny. przynajmniej biegając nie wybrudziłem się za mocno i czyszczenie po powrocie do domu nie było uciążliwe.

gdy byłem z Panią, to goniłem czaple, tak trochę:-)
one gdy widziały, że się zbliżam podrywały się do lotu, robiły okrążenia nad łąką, siadały w innym jej miejscu. znalazłem też dość przyjemny i kij o trochę się z nim powygłupiałem.

Pan mój pomysł co do posiadania komórki(telefonu) niby to wyśmiał, ale sam już chyba ze dwa razy słyszałem jak coś o tym mówił. sugerował nawet jaki model najbardziej byłby dla mnie odpowiedni. pomimo to obawiam się, że to tylko takie gadanie, a telefonu własnego mieć nie będę:-(
a to przecież nieprawda, że psy nie potrafią korzystać z telefonów:
W pobliżu Hanoweru policję postawił w stan pogotowia ... telefonujący pies. Czworonóg "pożyczył sobie" komórkę swoich właścicieli i przypadkowo wybrał numer pewnej pani, mieszkającej koło Hamburga. Kobieta tak się wystraszyła, słysząc w słuchawce dyszenie i popiskiwanie, że zaalarmowała policję.
(onet.pl)


z tego kopania w ziemi, co było widoczne na zamieszczonym wcześniej filmie, nozdrze nieco mi się zabrudziło:

tu jeszcze moje bieganie, takie bez jakiegoś określonego celu:

video


Hm
Hmm
Co o tym myśleć??? Żebym tylko ja nie musiał robić takich sztuczek...

21.12.2008

skargi


Nawet się nie domyślałem, że większość dnia spędzę w swoim własnym towarzystwie.
Rankiem krótkie wyjście, micha, po jakimś czasie znowu wyjście. Na łące tłum, po prostu tłum, spotkałem kilku znajomych, których w sezonie zimowym rzadziej spotykam.
Po powrocie od razu wyczułem, że coś się szykuje. Pani i Pan poubierali się, drzwi trzasnęły i zostałem sam!
Jakoś na wyjście na zakupy mi to nie wyglądało. Jakiś czas czuwałem, a potem postanowiłem się obrazić i z tej obrazy zrobiłem się senny. Zasnąłem, miarowy deszcz i zasnute niebo sprawiły, że przespałem tak kilka godzin.
Gdy usłyszałem odgłos otwieranych drzwi wejściowych całkiem zapomniałem o tym, że jestem obrażony i radośnie pobiegłem się przywitać.
Okazało się, że w czasie gdy ja spałem Pani i Pan oglądali nasze przyszłe lokum. Ma ono już wszystkie okna i dach. Jak na razie wszystko idzie terminowo.
A potem oglądali nowe mieszkanie Jagody. Bardzo ciekawe dlaczego JA nie mogłem tam być.
Oczywiście domyślam się, że pewne moje zachowania z ostatnich dni wpłynęły na taka decyzję, ale i tak jestem tym urażony.

Też z chęcią bym pooglądał jak obecnie Jagoda mieszka, niestety teraz ją odwiedzając nie będę spotykał już czekoladowego labradora Kimby. Szkoda, bo bardzo sympatycznie się zawsze bawiliśmy.
Wyszedłem na krótki spacer, padało i było już ciemno więc na nic więcej nie liczyłem.
A potem co ja widzę? Wyjście do sklepu!!
Starałem się to zrozumieć i pokornie czekałem aż wrócą.
Co ja wyczułem za zapachy z toreb - kura, kaczka i indyk zdominowały inne zapachy.
Asystowałem dyskretnie przy wypakowywaniu zakupów i jestem pewien, że wszystko dobrze wyczułem.
Potem pokazałem swoje rozdrażnienie co ponoć utwierdziło Panią i Pana w tym, że ich decyzja iż dziś zostałem w domu była słuszna.
Może byłbym spokojniejszy mając swoją własna komórkę, no taki telefon?
Mógłbym się wtedy komunikować z Wolfem bezpośrednio, a nie zastanawiać się, czy mój Pan zadzwonił do pana Wolfa czy też odwrotnie. W końcu w moim wieku można mieć jakieś tego typu oczekiwania, tak sobie przynajmniej myślę:-)

Na własne oczy dziś nie widziałem, ale to stan na niedzielne południe;)

19.12.2008

zabawy psów

Jeszcze parę zdjęć z weekendowego spotkania.
Może następna taka sesja trafi się na śniegu? Wcale bym się tym nie zmartwił, nieważna pogoda, ważne towarzystwo.

Tutaj z Rufusem:

On jest znacznie ode mnie starszy i woli sobie spokojnie spacerować po łące, ja jednak zawsze go trochę przegonię. Nie wygląda aby był niezadowolony. Tak przynajmniej się mi wydaje:-)

Rufus i Cash
Wolf, ja, Rufus, a w oddali Cash ze swoją panią
Wolf i ja w biegu, a Rufus z pewnym dystansem do naszych zabaw:-)
Ja, Wolf i tradycyjnie niezainteresowany nami Rufus

chińska demokracja

Pomimo brzydkiej pogody miałem udane popołudnie. Psie spotkanie:-)
W ciemnościach i podczas mżawki szaleliśmy jak pijane zające.
Ponieważ deszcz raz mocniejszy raz słabszy towarzyszył nam dziś przez większość dnia, pomimo tarzania się w błocie nie wróciłem aż tak brudny do domu. Choć musiałem przejść przez to wycieranie brzucha, łap itd.
To zawsze trwa i różne rzeczy są w użyciu, a to moja szmatka specjalna, a to papierowe ręczniki, a to frotowe ręczniki.
Dziś Pan po użyciu papierowych tak je odłożył na szafkę z butami, że zajęły się od stojącej tam świeczki. Nikt z nas tego nie zauważył i nawet niezły płomień poszedł, Pani to chwyciła i szybko wrzuciła do umywalki w łazience. Po zalaniu wodą pozostał tylko smród spalenizny, który długo nie chciał sobie iść:-)))
Potem chciałem w jakimś dogodnym miejscu oczekiwać na swój wieczorny posiłek. Ku mojemu zaskoczeniu taka senność mnie ogarnęła, że zasnąłem szybko pomimo ochoty na jedzenie.
Obudził mnie dźwięk kubka na karmę.
Najwyraźniej się dziś podczas zabaw trochę zmęczyłem.

Przez ostatnie wieczory zasypiam przy takiej płycie:


Można nawet rzec, że znam już na pamięć.
Dobrze, że nie mieszkamy w Chinach, bo chyba byśmy nie posłuchali, no chyba że nielegalnie.

18.12.2008

Barney i HotDog

Dowiedziałem sie, że w Białym Domu, w Waszyngtonie mieszka pies, który jest dość popularny i zawsze w grudniu zajmuje się świątecznymi dekoracjami.
Ciekawe, ja w ubiegłym roku z choinki ściągałem ozdoby, były takie, powiedzmy ekologiczne:-)
Nic się nie stłukło, ani mi nie zaszkodziło, ale bardzo mnie nęciły, bo wcześniej nie było u nas na roślinach żadnych ozdób. Pani w końcu zdjęła te których mi nie udało się ściągnąć, a choinka stała sobie na balkonie jeszcze kilka miesięcy.
A tu Barney sam te wszystkie ozdoby zakłada.. Jest starszy, więc pewnie się przyzwyczaił do takich dziwactw. Ale sny ma typowo psie, ja też często śnie o różnych biegach, meczach, rywalizacji sportowej szeroko pojętej.
Daję ten film z Barneyem, choć jego pan tam też się pojawia, a ten pan to ponoć mało popularny wśród ludzi:-). Może jest po prostu lepszym szefem dla Barneya niż dla amerykańskiego społeczeństwa?


Czy zastanawialiście się kiedyś, kto dekoruje na święta Biały Dom? Wielcy styliści, a może sam prezydent? Prawda jest jednak inna. Co roku za bożonarodzeniowy wystrój odpowiada pies George'a Busha, Barney. Jego wysiłki śledzą kamery. Co przygotował na pożegnanie?Coroczne nagranie stało się już świąteczną tradycją w Białym Domu, a terier szkocki Barney i pomoagająca mu Miss Beazley to już gwiazdy wielkiego formatu. Prezydent Bush, Pierwsza Dama i ich córki grają u ich boku już tylko epizodyczne rólki. W tym filmie najważniejsze są psy.
W tym roku Barney wpadł na pomysł udekorowania Białego Domu w kolorach patriotycznych: czerwonym, niebieskim i białym. W przystrajaniu pokoi i świątecznej bieganinie towarzyszyła mu kamera.
Ale jak wiadomo, przygotowania do Bożego Narodzenia bywają męczące. Dlatego terier pozwolił sobie na chwilę drzemki. My możemy zobaczyć, co mu się śniło: udział w Igrzyskach Olimpijskich i wygrana w turnieju golfowym Ryder Cup.
Wystąpić u boku Barneya to zaszczyt i dobrze wiedzą o tym najtęższe głowy światowej dyplomacji i najwięksi sportowi idole. W zeszłym roku w filmie zagrał premier Tony Blair, w tym roku wspaniałych dekoracji gratulują psiakowi złoty mulimedalista Michael Phelps i gimnastyczka Natasia Liukin.
Barney występuje nie tylko w świątecznych spotach. Na stronie Białego Domu można znaleźć także inne filmy z udziałem utalentowanego psa.(reuters)


video


Dziś i wczoraj widziałem psa Hot Doga, to golden, który występuje w serialu Ranczo. Jest porzucony i Lucy, bohaterka serialu, go przygarnia. Mieszka z nią w dworku. Mieszka tam też alkoholik i artysta w jednym Kusy. Kusy gdy wypije nie ma z kim pogadać i zwierza się Hot Dogowi. A ten zawsze go słucha i gdy zajdzie potrzeba to pociesza. Szybko orientuje się co Kusemu najbardziej szkodzi i okazuje wyraźne niezadowolenie gdy Kusy idzie do baru lub sklepu po flaszkę. No, mądry pies:-)
Nie znalazłem jakiegoś dużego zdjęcia, ale tu ładny obrazek - dworek w tle, pies na trawie a Kusy tworzy.

A tutaj wszyscy mieszkańcy dworku, Lucy, Kusy i Hot Dog. To bardzo fajny serial i dobry na poprawę humoru.

17.12.2008

freundschaft

Czyli nasza przyjaźń z Wolfem uwieczniona na zdjęciach.

Tutaj Wolf w pełnej krasie:

Radosny bieg łapa w łapę, te wyszczerzone zęby Wolfa to jego sposób na demonstrowanie szczęścia i zadowolenia i tylko ktoś nieznający go mógłby pomyśleć, że to groźny pies:-)

Trochę psiej czułości:

Zabawa polegająca na ściganiu się:

Takie psie przegadywanie się, Wolfowi to aż para z pyska poleciała!



Tak, jesteśmy spokojni i wszystko z nami w porządku!

16.12.2008

igraszki z charcikami

Kiedyś o tych właśnie chartach już wspominałem. To te, które posiadają kolekcję obroży. Sporą, naprawdę sporą:-)
Tym razem miały na sobie zimowe kubraczki, nie dziwi mnie to, bo to szczupłe bardzo psy, a sierść mają inną niż labradory. Przy takiej pogodzie jaka jest obecnie mogłoby być im bardzo zimno.
Jednak gdy charty wbiegły na łąkę, trochę z Wolfem byliśmy tymi kubrakami zaskoczeni:

Charty nas spostrzegły i po ich wzroku poznaliśmy, że są skore do psich zabaw.

Podbiegliśmy więc się przywitać i pokazać, że jesteśmy gotowi na bieganie.
Na razie ja po lewej, ale już na kolejnych zdjęciach ciężko wyczuć czy to ja, czy Wolf - pewne jest, że to jeden z nas:-)

Chart w chwilowym bezruchu:

Labradorzy ogon grubszy, ale zdecydowanie krótszy od charciego..

Chart jest zwinny, ale labrador wcale nie jest gorszy, pomimo bardziej krępej sylwetki

twarzą w twarz:

Niewinne podgryzanie, naprawdę bezbolesne

Charcik jak widać bardzo zadowolony z wspólnej zabawy. My, z Wolfem , byliśmy już po psich zapasach w błocie, ściganiu się z Rufusem i innych wygłupach, ale mieliśmy nadal siłę i chęć do sprintów z chartami.
Ja tak się rozbawiłem, że nie słyszałem nawoływań Pana, potem swoje na ten temat usłyszałem..

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...